Tylko jeden punkt przewagi nad wicemistrzami Polski mieli szczypiorniści Nantes po dziewięciu kolejkach Ligi Mistrzów. Francuzi zajmowali piąte miejsce w zestawieniu grupy A - dokładnie jedno oczko wyżej niż żółto-biało-niebiescy. W pierwszym starciu obu ekip w tym sezonie gracze z Nantes wygrali jednak zdecydowanie - w Hali Legionów pokonali Industrię aż ośmioma trafieniami i w końcówce całkowicie rozbili rywali (kielczanie przegrali 27:35).
Zawodnicy Tałanta Dujszebajewa jechali do Francji z założeniem, że tym razem to oni chcą zwyciężyć na terenie przeciwników. Kibice szans żółto-biało-niebieskich upatrywali między innymi w okrojonym składzie gospodarzy - zespół HBC Nantes do pojedynku przystąpił między innymi bez Thibauda Brieta czy Mateja Gabera.
ZOBACZ WIDEO: Była 10. sekunda meczu. Niebywałe, co zrobił bramkarz
Kielczanie zaliczyli bardzo dobre otwarcie. Przyjezdni szybko pokazali, że bardzo zależy im na wygranej i już od pierwszych minut starali się zrobić wszystko, by złapać odpowiedni rytm. Wicemistrzowie Polski zaczęli doskonale - od prowadzenia 4:0. Gospodarze mieli kłopoty z wykończeniem akcji - na pierwsze trafienie w meczu czekali aż do siódmej minuty spotkania.
Francuzi się spieszyli, natomiast w szeregach Industrii panował spokój. Kilka ważnych obron zaliczył Klemen Ferlin, jego koledzy świetnie radzili sobie w ofensywie i to żółto-biało-niebiescy nadawali ton pojedynkowi. Wszystko układało się doskonale przez pierwszy kwadrans - prowadzenie 10:5 mogło napawać fanów kieleckiej siódemki dużym optymizmem. Wtedy jednak Tałant Dujszebajew postanowił zrobić zmiany.
Gra gości zrobiła się nieco chaotyczna, straciła na płynności, a gospodarze powoli odzyskiwali skuteczność w ataku. Noam Leopold wykorzystał trzy rzuty karne z rzędu, po chwili dodał trafienie z gry, a po bramce Abdiego straty francuskiej ekipy stopniały do jednego trafienia.
Kielczanie musieli mocno napracować się w ataku, na szczęście mieli w swoich szeregach Alexa Dujshebaeva, który dwoił się i troił po bramką rywali, brał odpowiedzialność na swoje barki i skutecznie zaskakiwał Ivana Pesica. Na przerwę wicemistrzowie Polski zeszli prowadząc jednym trafieniem.
O ile to kielczanie doskonale zaczęli pierwszą połowę, o tyle początek drugiej partii zdecydowanie należał do szczypiornistów z Nantes. Po powrocie na boisko gospodarze błyskawicznie doprowadzili do remisu po 17. Kielczanie nie zdołali odpowiedzieć, co Francuzi natychmiastowo bezlitośnie wykorzystali i i po trafieniu Nicolasa Tournata wyszli na pierwsze prowadzenie w meczu.
Żółto-biało-niebiescy starali się odpowiadać, ale z drugiej linii kilkukrotnie nieskuteczny był Sićko. Na szczęście i gospodarze się mylili. Kielczanie nie pozwolili rywalom na zbudowanie przewagi, cały czas trzymali się blisko i w dobrym momencie wykorzystali moment słabości Francuzów.
W ważnych momentach fantastycznie spisywał się Ferlin. Słoweniec ze stoickim spokojem bronił kolejne trudne piłki, dzięki czemu szczypiorniści z województwa świętokrzyskiego na trzynaście minut przed końcem odskoczyli na trzy trafienia. Gospodarze cały czas jednak mocno naciskali. Gracze Dujszebajewa nic sobie z tego nie robili i znów zdołali zbudować przewagę pięciu bramek.
W ostatnich minutach Francuzi postawili wszystko na jedną kartę i postanowili grać bardzo wysoko w obronie. Przez chwilę wydawało się, że ich strategia przyniesie skutek, odrobili bowiem trzy gole straty i było blisko, by mocno namieszali. Żółto-biało-niebiescy zachowali jednak zimne głowy, dobrze rozegrali końcówkę i to oni cieszyli się ze zwycięstwa 33:29.
Liga Mistrzów, 10. kolejka:
HBC Nantes - Industria Kielce 29:33 (16:17)