Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

MŚ 2017: Francuzi w ćwierćfinale. Zadecydował krótki szturm po przerwie

Reprezentacja Francji została drugim ćwierćfinalistą mistrzostw świata 2017. W 1/8 finału pokonała Islandię 31:25. O jej sukcesie zadecydował początek drugiej połowy.
Wiktor Gumiński
Wiktor Gumiński
Michael Guigou Materiały prasowe / FRANCE HANDBALL 2017 / Na zdjęciu: Michael Guigou

- Prawdziwy turniej zaczyna się dopiero teraz - mówił przed rozpoczęciem rywalizacji w fazie pucharowej Didier Dinart, trener reprezentacji Francji. Jego podopieczni toczyli bój przeciwko Islandczykom na oczach 28 010 widzów, zgromadzonych na Stade Pierre-Mauroy w Lille. To rekordowa frekwencja w historii mistrzostw świata.

Przebieg pierwszego kwadransa pokazał, że nawet tak uznany zespół jak gospodarze mundialu nie jest przy tak licznej publiczności wolny od nerwów. Francuzi popełniali wiele prostych błędów w ataku, zdobywając pierwszą bramkę dopiero w 6. minucie. Kompletnie od gry został odcięty ich obrotowy Cedric Sorhaindo, zaś wśród Islandczyków bez kompleksów poczynali sobie rozgrywający Olafur Andres Gudmundsson i Runar Karason. To, przy wyniku 7:4 dla Islandii, szybko skłoniło Dinarta do wzięcia przerwy na żądanie.

Jego krótka, ale bardzo treściwa rozmowa z zawodnikami nieco uporządkowała poczynania francuskich szczypiornistów. Zadbali o to przede wszystkich doświadczeni Nikola Karabatić i Michael Guigou. Ale podkręcenie tempa nie wystarczyło do złamania morale Islandczyków. Ci nadal wyrządzali rywalom sporo krzywdy rzutami z drugiej linii, a zarazem narzucali twarde warunki w defensywie. W przerwie nikt nie mógł być pewien końcowego rozstrzygnięcia, ponieważ na półmetku Francuzi wygrywali tylko 14:13.

Wystarczyło jednak kilka akcji na początku drugiej połowy, by sympatycy Trójkolorowych mogli śledzić poczynania swoich ulubieńców z dużo większym spokojem. Aktualni wicemistrzowie olimpijscy wyciągnęli wnioski i znaleźli sposób na skuteczną współpracę z obrotowym. Inaczej rozgrywali swoje ataki, a z islandzkimi obrońcami udanie radził sobie Ludovic Fabregas. Doskonale na prawym rozegraniu spisywał się też Nedim Remili, po którego trzech golach gospodarze prowadzili w 38. minucie już 20:14.

ZOBACZ WIDEO Natalia Partyka: moje życie pokazuje, że niemożliwe nie istnieje

Francuska nawałnica nie odebrała chęci do walki ambitnym Islandczykom. Ich trener Geir Sveinsson podjął duże ryzyko, polegające na regularnym rozgrywaniu akcji ofensywnych bez bramkarza (7 na 6). Taktyka ta przynosiła efekt, ponieważ jego zawodnicy regularnie wypracowywali sobie pozycje na skrzydłach i zazwyczaj robili z nich odpowiedni użytek.

To jednak nie wystarczyło na zbliżenie się do przeciwnika na dystans mniejszy niż trzy bramki. Francuzi konsekwentnie dokładali, które pozwalały im na spokojne kontrolowanie losów widowiska. Trafienia Guigou i Daniela Narcisse'a przypieczętowały ich zwycięstwo 31:25 i awans do ćwierćfinału. Zmierzą się w nim 24 stycznia z triumfatorem meczu Białoruś - Szwecja.

MŚ 2017, 1/8 finału

Francja - Islandia 31:25 (14:13)

Francja: Omeyer (11/34 - 32 proc.) - Guigou 6 (2/2), Fabregas 5, Remili 5, Karabatić 4, Narcisse 4, Sorhaindo 3, Porte 2, Abalo 1, Dipanda 1, N'Guessan
Karne: 2/2
Kary: 4 min. (Karabatić, Porte - po 2 min.)

Islandia: Gustavsson (6/29 - 21 proc.), Edvardsson (1/9 - 9 proc.) - Karason 7, Gudmundsson 4, Elisson 3, Smarason 3, Atlason 2, A. Gunnarsson 2, B. Gunnarsson 2, Jonsson 1, Magnusson 1 (1/1), Arnarsson, Hallgrimsson, Kristjansson, Sigurdsson
Karne: 1/1
Kary: 8 min. (Arnarsson - 4 min., A. Gunnarsson, Jonsson - po 2 min.)

Sędziowie: Julian Ismael Grillo Lopez, Sebastian Lenci (Argentyna)
Widzów: 28 010.

Czy Francja zdobędzie mistrzostwo świata?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Polub Piłkę Ręczną na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (2):

  • WESSLEY 1703 Zgłoś komentarz
    Szkoda mi Islandczyków To oni powinni to łyknąć ale brawa ża ambicję
    • Grzymisław Zgłoś komentarz
      Szkoda, że różnica była tak duża. Oczywiście reprezentacja tak małego kraju, jak Islandia - ok.330 tysięcy obywateli, z czego kilka procent to potomkowie imigrantów z Azji i Afryki,
      Czytaj całość
      generalnie krajów, gdzie piłka ręczna jest nieznana - ma zawsze wiele kłopotów kadrowych. A pozycją, gdzie jest tych problemów najwięcej, jest oczywiście bramka. Nie wiem, czy ktoś pamięta Gudmundura Hrafnkelssona. Bramkarz ten w latach 1986-2004 skompletował 407 występów w kadrze. Żeby zobrazować ile to jest, przypomnę, ile występów w kadrze zebrał Sławomir Szmal, bez którego przez ponad dekadę nie wyobrażaliśmy sobie naszej reprezentacji. Jeśli podawane w internecie dane są aktualne, to 287, a jeśli nie, to kilka więcej. Mimo 31 lat bardzo wiele, bo blisko 200, meczów w kadrze Islandii ma dziś Bjorgvin Pall Gustavsson. Czy on i Hrafnkelsson to byli jacyś wybitni bramkarze? Na pewno nie! Do czego zmierzam? Jakby byli inni do wyboru, to oni nie pozostawaliby tak długo w reprezentacji. Właśnie bramkarze zdecydowali o tym meczu i nie chodzi, a przynajmniej nie głównie, o różnice skuteczności, bo 11 do 7 w zapisanych obronach dla Omeyera, to nie jest jakaś duża różnica. Gdyby w bramce Francji stał ktoś pokroju Gustavssona, to Islandczycy wciągnęli by ich nosem, jak to się kolokwialnie mówi. Dlaczego? Duża ilość strat wynikała nie tylko z poprawionej obrony Francuzów po bardzo słabym początku i nerwowości, gdy na początku II połowy poczuli, że niespodziewana szansa na awans właśnie się wymyka. Gdyby zamiast legendarnego bramkarza wszechczasów Thierry'ego Omeyer stał tam zwykły bramkarz, to zamiast grać skomplikowane akcje, rzucali by z dystansu, lub jednym podaniem do skrzydłowego, zapewniali sobie łatwe bramki. Francuzi zawsze muszą grać kombinacyjnie, nawet przeciwko komuś takiemu w bramce, jak Gustavsson, dlatego dość rzadko zdobywali łatwe bramki w ataku i może mogli zdobyć o wiele więcej goli. Francuzi zrobili swoje, łatwo nie mieli, ogólnie nieźle wypadł mecz na otwartym stadionie w Lille, gdzie padł francuski rekord frekwencji na meczu piłki ręcznej. Do światowego oczywiście sporo zabrakło, no ale na MŚ też największa widownia. Dlaczego nie grali na paryskim Stade de France, tylko w prowincjonalnym Lille, które jest okolicą mało handballową, tego nie wiem. W stolicy mogłoby przecież przyjść na mecz o wiele więcej fanów. Nie da się ukryć, że Francuzi nie byli równi przez cały mecz, a nie wyglądali, żeby odpuścili w którymkolwiek momencie. Mało tego. Zagrali bardzo dobre spotkanie. Może popełniali parę strat, parę razy rzucili niedokładnie, były momenty, że obrona dawała się wyprowadzić w pole, współpraca bloku z bramkarzem przy rzutach z podłoża zawsze jest trudna, nawet dla nich, ale wiele lepiej zagrać się w praktyce nie da. Są do pokonania. Czy dla Szwedów? Mecz zapowiada się ciekawie.
      Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
      ×
      Sport na ×