Z żoną Marzeną, znany komentator TVP Przemysław Babiarz spędził ostatnie 30 lat. Już wcześniej słychać było o problemach zdrowotnych, dlatego dziennikarz nieco rzadziej pojawiał się na antenie TVP przy okazji imprez sportowych. Nikt tak naprawdę nie wiedział, jak poważna jest sytuacja jego żony.
- Szefowie zachowali się wobec mnie bardzo przychylnie i gdy tylko dowiedzieli się, że stan zdrowia mojej żony mocno się pogorszył, to od razu dali mi wolną rękę i zwolnili z obowiązków zawodowych. Jestem im za to szalenie wdzięczny. Okazali dużą empatię, a ja czułem ich wsparcie nie tylko w słowach, ale i czynach - przyznał Babiarz.
ZOBACZ WIDEO: "Spróbujcie go powstrzymać". Z piłką wyczynia cuda
Tym większe było zdziwienie, gdy komentator we wtorek pojawił się w Lublinie, skąd komentuje dla TVP Sport mistrzostwa Europy w pływaniu na krótkim basenie. Tak szybki powrót do obowiązków mocno zdziwił nie tylko jego kolegów z pracy, ale przede wszystkim widzów. Jak na razie Biało-Czerwoni zdobyli na zawodach trzy medale, to za każdym razem widać było, że dziennikarz manifestuje swoją radość znacznie spokojniej niż do tej pory. Nawet przez moment nie myślał jednak o odpuszczeniu obowiązków.
- Miałem bardzo długą przerwę od pracy związaną z chorobą żony. Teraz, gdy już jesteśmy po śmierci i pogrzebie, trzeba wracać do aktywności. Takie mistrzostwa Europy to rodzaj przetarcia. Dobrze, że mogę skupić się na czymś innym. Oczywiście myśli o żonie i tym wszystkim, co działo się w ostatnim czasie, wciąż we mnie tkwią. Na czas komentowania jestem jednak w innym świecie. Potrzebuję tego i absolutnie nie żałuję, że jestem teraz w pracy. Gdybym się zatopił we własnych myślach i żałobie, to nie byłoby dla mnie dobre. W takich momentach pomaga też wiara. Ja wierzę, że nasze życie nie kończy się na śmierci, a jedynie się zmienia. Śmierć z naszego punktu widzenia jest smutna ale nie jest tragedią - opowiada w rozmowie z WP SportoweFakty.
Ostatnie dwa lata nie są udane dla komentatora. Rozpoczęło się od rutynowego zabiegu kręgosłupa, który zakończył się poważnymi problemami. Do organizmu wdarło się zakażenie, a dziennikarz długo przebywał w szpitalu. Gdy wrócił do pracy podczas igrzysk w Paryżu, został zawieszony za nazwanie piosenki "Imagine" Johna Lennona manifestem komunistycznym. Sprawą żyła cała Polska, a dzięki wstawiennictwu redakcji TVP Sport, dziennikarz wrócił do pracy jeszcze w trakcie igrzysk.
Później bardzo poważną diagnozę usłyszała opiekująca się nim żona Marzena. Choroba w jej przypadku okazała się śmiertelna, a dziennikarz był przy niej do ostatnich chwil.
- Choroba trwała ponad rok, ale szczególnie ostatnie trzy tygodnie były dla nas bardzo trudne. Wciąż mocno to przeżywam, ale muszę wrócić do normalnego życia. Nie mogę zapaść się. Gdyby żona żyła, to na pewno chciałbym spędzić ten czas z nią. Odpuszczałem w ostatnim czasie wiele aktywności i absolutnie tego nie żałuję. Byłem przy niej do końca. Dzisiaj patrzy na mnie z góry, a ja czuję jej obecność. To była najważniejsza osoba w moim życiu. Z nikim nie miałem takiej relacji - dodaje Babiarz.