Karolina Szczepaniak ma na swoim koncie kilka złotych medali mistrzostw Polski w pływaniu, reprezentowała też nasz kraj na igrzyskach olimpijskich w Pekinie oraz Londynie. Ostatnio zrobiło się o niej głośno ze względu na nietypowe rekordy i wyzwania, jakich się podejmie.
W lutym 2025 roku pływała 48 godzin bez przerwy, pokonała w tym czasie dystans 149 km i trafiała do Księgi Rekordów Guinessa. Kilka miesięcy później podjęła próbę przepłynięcia Bałtyku - w ciągu 57 godzin udało się jej pokonać 141 km.
ZOBACZ WIDEO: Prawdziwy pocisk! Huknął z dystansu w samo "okienko"
W miniony weekend Szczepaniak poprawiła własne osiągnięcie, bo na basenie Akademii Wychowania Fizycznego im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie pływała bez przerwy przez 72 godzin, ustanawiając nowy rekord świata. Pokonała 7115 długości basenu, czyli łącznie dystans prawie 178 km. To jednak tylko wstęp do kolejnego wyzwania w życiu 33-latki. Już tego lata była reprezentantka Polski chce przepłynąć Bałtyk.
Łukasz Kuczera, WP SportoweFakty: Udało się odespać 72 godziny pływania bez przerwy?
Karolina Szczepaniak, polska pływaczka i była olimpijka: Tak. Pierwszy i drugi dzień po tym wyzwaniu to był niemal ciągły sen, budziłam się co dwie, trzy godziny. Trzeciego dnia zaczęło już być lepiej.
Co czujesz po tym, jak udało się ustanowić nowy rekord świata?
Radość i poczucie spełnienia. Jestem zadowolona, że to, co sobie założyłam, udało się zrealizować. Gdy człowiek jest w basenie przez 72 godziny, to przychodzą kryzysy i różne myśli. Potrafiłam tym tak zarządzać, że dopłynęłam do celu i to w bardzo dobrej formie fizycznej, psychicznej.
Dla przeciętnego człowieka to brzmi jak abstrakcja, że można pływać 72 godziny bez przerwy i snu.
Mnie zdziwiło, że przez te 72 godziny nie miałam halucynacji, omamów ani niczego takiego. To jest duży znak zapytania, jakie zasoby drzemią w nas samych. Uważam, że miałam jeszcze zapas, aby płynąć dalej. To nie jest tak, że dotarłam do celu ostatkiem sił.
Jak można się przygotować do takiego wyzwania?
Przygotowania są wszechstronne. Obejmują m.in. pływanie w nocy. Podczas gdy ludzie śpią, ja szłam na trening, pływałam pięć godzin, zamykałam oczy na 30 minut i szłam rano do pracy, gdzie byłam później z przerwami do godz. 21.30.
Musiałam też skupić się na odpowiednim zabezpieczeniu mięśni, pracy motorycznej. Ważne były systematyczne wizyty u fizjoterapeuty, który zna moje ciało i wiedział, jakich ćwiczeń potrzebuję, aby rozluźniać mięśnie. Do tego doszedł aspekt jedzeniowy. To jest bardzo ważny element tego wyzwania, tak zadbać o mikroskładniki, czas uwalniania energii. No i aspekt mentalny. Wcześniej pływałam 48 godzin bez przerwy i od tej próby dokonałam ogromnej zmiany pod względem zrozumienia siebie.
Podczas tych 72 godzin dokonałam 7 tys. nawrotów, więc błędnik jest w formie. To dobry prognostyk przed próbą przepłynięcia Morza Bałtyckiego. To, w jakim stanie wyszłam z tego wyzwania, jest dla mnie świetną informacją w kontekście kolejnej próby. Zrobimy to!
Skąd pomysł, aby próbować przepłynąć Bałtyk?
Ten cel pojawił się prawie dwa lata temu, gdy wzięłam udział w 12-godzinnym maratonie "Otyliada". To były dla mnie pierwsze zawody po 8-letniej przerwie. Dopłynęłam z różnym skutkiem, ale z dobrym wynikiem. Powiedziałam sobie wtedy, że po coś się to wydarzyło, że życie chce, abym się czegoś nauczyła.
Nikt wcześniej nie przepłynął Bałtyku. Chcę pokazać, że kobietę na to stać. Nie mam tu żadnych feministycznych przesłań. Po prostu wiem, że z odpowiednią załogą i przygotowaniem to, co uważane jest za niemożliwe, jest do zrobienia. Wielu uważa, że nie da się przepłynąć Bałtyku ze względu na jego naturę.
Pływanie w basenie, a pływanie w morzu - z falami i niską temperaturą - to inna sprawa.
Już taka jestem, że muszę mieć porządny, trudny cel. Reprezentowałam Polskę na dwóch igrzyskach olimpijskich, ale też sięgnęłam dna. Był moment, gdy nadużywałam alkoholu i papierosów. Aż pewnego dnia obudziłam się w apartamencie w Hiszpanii, usiadłam na krześle i pomyślałam sobie, że chciałabym codziennie budzić się z takim widokiem na morze.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że codzienne picie alkoholu dla poczucia ulgi zaprowadzi mnie donikąd. Dotarło do mnie, że za dziesięć lat będę piła jeszcze więcej, będę zepsuta i skończę z poczuciem zmarnowanego życia. Alkohol rzuciłam z dnia na dzień, potem też papierosy. Wtedy zapisałam się na ten 12-godzinny maraton pływania i myślę, że po coś się to wydarzyło.
Po 17 latach kariery z dużymi sukcesami, bo zdobyłam szereg medali, miałam lęk do wody. Byłam na plaży i wpadałam w panikę, że rekin mnie zje. Nie byłam w stanie w pełni korzystać z wody. Dlatego uznałam, że to przepłynięcie Bałtyku to fantastyczny cel, bo nigdy nie przepłynęłam żadnego dystansu na akwenie otwartym.
Ile trwa przygotowanie do takiego wyzwania jak przepłynięcie Bałtyku?
Od pierwszej myśli do dzisiaj - dwa lata. Koordynowanie tą akcją oddaję innym osobom. Mam na myśli zarezerwowanie łodzi, wypełnienie wszelkich formalności. Wiadomo, że im szybciej się to zrobi, tym lepiej. Okno pogodowe też ma znaczenie. Możemy zarezerwować łódź ze wsparciem już teraz, ale nie wiemy, jakie będą warunki. Potem może się okazać, że trzeba rozpocząć akcję dwa dni wcześniej, bo tak dyktuje aura.
Wspomniałaś, że przygotowania do tych wyzwań łączysz z pracą. Co robisz prywatnie?
Jestem psychologiem sportu i współzałożycielem szkoły pływania. Pracujemy z dorosłymi, którzy uczą się pływać i doskonalić technikę, bo na przykład szykują się do triathlonu, maratonów pływackich. Tworzymy różne warsztaty, obozy.
Jak my, jako Polacy, pływamy? Latem mamy mnóstwo utonięć. Usłyszałem kiedyś opinię, że chociaż jesteśmy narodem biegaczy, to technicznie większość z nas biega źle.
Pływanie w porównaniu z bieganiem jest takie, że ryzyko kontuzji jest małe. Woda jest "kojąca". Na pewno, jeśli ktoś szykuje się do ultrazawodów, to technika będzie miała znaczenie. Im lepsza, tym dalej przepłyniesz. Mnie przede wszystkim cieszy, że tyle ludzi uprawia sport, nawet rekreacyjnie. Zawsze to lepsze niż siedzenie przed komputerem i zajadanie się chipsami. Chylę czoła przed tymi, którzy przychodzą do mnie na treningi o godz. 6 i chcą zdrowo żyć.
Podczas ostatniego wyzwania zbierałaś pieniądze dla chorej Amelki. Miałaś okazję ją poznać?
Wybrałam podopieczną fundacji Otwarte Ramiona, bo jako nastolatka byłam w kryzysie psychicznym. Nie chciałam chodzić do szkoły, nie widziałam sensu życia. Wtedy mama powiedziała mi, że niektóre dzieci nie mają rąk i nóg, nie mogą robić tego co ja, bym zaczęła doceniać to, co mnie otacza. To mnie jakoś trafiło, że niektórzy by chcieli wieść moje życie, a ja się nad sobą użalam.
To jest mało znana fundacja i zawsze jest problem z wyborem podopiecznego, bo chciałoby się pomóc wszystkim. Zawsze mówię, że chcę pomagać realnie. Mogłabym przelać pieniądze na wszystkie dzieci i wtedy każde dostałoby po 200 zł. Dlatego poprosiłam o listę, fundacja pokazała mi pięć nazwisk i wybrałam jedno. Spotkałam się z Amelką i jej mamą, po czym od razu utwierdziłam się w przekonaniu, że to był dobry wybór.
Pierwszą osobą, która postawiła na bardzo nietypowe wyzwania i rekordy był Robert Karaś. Czerpiesz jakąś inspirację w tym, co on robi?
Myślę, że ludzie będą coraz mocniej szli w kierunku takich ultramaratonów i wyzwań. To jest dla nich szansa na odcięcie się od czynników zewnętrznych, naszego przebodźcowania pracą, dążenia do realizacji targetów. Ciągle nas coś atakuje. Wejście do wody na godzinę to jest za mało, aby oczyścić się z napięcia emocjonalnego. Ludzie szukają coraz dłuższego odcięcia. Mają wtedy kontakt z samym sobą, poczucie wolności.
Muszę zresztą podziękować Robertowi. On dał mi dużą motywację do pływania w nocy. Zdradziłam mu, że za dnia pracuję i muszę pływać nocami, a momentami nie mam na to sił. On odpowiedział: "No to pływaj więcej, choćby w nocy". Dzięki niemu nabrałam dużej świadomości siebie. Robert ma swoje górki i dołki, fanów i antyfanów, jednak pod względem wsparcia i motywacji ma serce na talerzu.
Reprezentowałaś kraj na igrzyskach w złotych czasach polskiego pływania. Jak oceniasz kondycję tej dyscypliny obecnie?
Pływanie w Polsce nie jest sportem medialnym, w przeciwieństwie do USA. U nas nie możemy liczyć na duże wsparcie sponsorów, a choćby takie przepłynięcie Bałtyku to jest wydatek rzędu 200 tys. zł.
Dlaczego pływanie u nas podupadło? Miałam okazję trenować w USA, gdzie doświadczyłam ich podejścia trenerskiego i systemowego. Byliśmy objęci opieką holistyczną. Jako sportowiec mogłam skupić się na studiowaniu i trenowaniu jednocześnie. Tam mocno stawia się na dwutorowość. W Polsce bodaj tylko AWF Warszawa daje możliwość nauki i trenowania na basenie bardzo blisko uczelni. W Stanach jest to możliwe na każdej uczelni.
Do studentów-sportowców podchodzi się tam inaczej?
Tak. Traktują cię jako jednostkę wybitną, bo robisz coś ponad miarę. Jesteś wzorem do naśladowania. Zresztą każda uczelnia ma swoje wartości, które promuje i na każdym kroku jest ci wpajane, że musisz się odpowiednio zachowywać, godnie reprezentować szkołę, skoro ona ci tyle daje.
Jak wyglądały treningi i opieka nad sportowcem w USA?
Po każdym treningu na basen przyjeżdżał catering z ciepłym jedzeniem, z odpowiednim zabezpieczeniem mikroskładników. Były butle z izotonikami, fizjoterapeuci. Trening wieczorny był tak planowany, aby organizm mógł dać z siebie wszystko, a równocześnie miał czas na regenerację w nocy.
Zajęcia na siłowni były dzielone według dystansu i stylu. Każda grupa ośmioosobowa miała po dwóch asystentów, którzy sprawdzali, czy każde ćwiczenie jest dobrze wykonywane technicznie. W Polsce nie ma szansy na coś takiego. Z tego co wiem, tylko w G8 Bielany Warszawa jest podział pływaków na sprinterów i długodystansowców. Niestety, bardzo dużo osób w Polsce trenuje swój dystans nie tak, jak trzeba.
Rozmawiał Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty
Ale ... po co???
Nie lepiej wykorzystać energię zeby czynić dobro? Jest napisane w piśmie...idźcie i rozmrażajcie! A z tego co sie odmrozi gotować dla ludu pracującego miast i wsi, względ Czytaj całość