W rajdowych mistrzostwach świata WRC dobiega końca pewna era. W wieku 38 lat karierę zakończył Ott Tanak, a na podobny krok zdecydował się zaledwie 25-letni Kalle Rovanpera. Już teraz w ograniczonym wymiarze czasowym w rajdach startuje 41-letni Sebastien Ogier, a do końca swoich karier zbliżają się niemal 37-letni Elfyn Evans i Thierry Neuville.
Szczególny jest w tym gronie przypadek Rovanpery. W sezonie 2022 został najmłodszym w historii mistrzem świata. Rok później obronił tytuł i Finowi wróżono podbicie rajdów na co najmniej dekadę. Tymczasem kierowca Toyoty ogłosił, że jest wyeksploatowany mentalnie i nie ma sił na dalsze starty. W sezonie 2024 wystąpił tylko w kilku imprezach, by w tym roku wrócić do pełnego cyklu WRC i ponownie ogłosić zakończenie kariery w wieku 25 lat.
ZOBACZ WIDEO: "Bez złota nie będzie ładnie”. Co przyniesie współpraca Rusko z Protasiewiczem?
10 miesięcy poza domem. Taka jest cena sukcesu
Czy rajdy mogą dać w kość? Mikołaj Marczyk, który niedawno zdobył tytuł mistrza Europy, nie ukrywa, że dyscyplina potrafi mocno wpłynąć na życie prywatne. - To jest kwestia tego, na jaki rodzaj życia się decydujesz. W tym sezonie, walcząc o mistrzostwo Europy, ok. 200 dni spędziłem na przygotowanie do rajdów i samych rajdach. 100 dni to były wyjazdy związane z pracą nad partnerami, którzy wspierają mnie w startach i świadczeniach dla nich. Pozostało 60 dni, w trakcie których mogłem zostać w domu w Łodzi - mówi nam kierowca Orlen Team.
- Łatwo wyliczyć, że kierowca rajdowy spędza w roku dziesięć miesięcy poza domem. Czy to dużo? Trzeba sobie samemu na to odpowiedzieć i zastanowić się, na jakim etapie życia jesteśmy, ile jeszcze mamy w sobie motywacji sportowej, a na ile chcielibyśmy zmienić ten balans w stronę rodziny - dodaje Marczyk.
Tanak ogłaszając decyzję o zakończeniu kariery podkreślił, że chce więcej czasu spędzać z rodziną, która ucierpiała ze względu na jego starty w WRC. Ogier tak dobiera program występów, aby mieć wolne w okresie kiedy jego syn ma przerwę w edukacji. Marczyk, który niedawno skończył 30 lat, zdradza nam, że lubi ten typ pracy i nie przeszkadza mu.
- Całe życie prowadzę tak, że jestem gościem w domu i nie za bardzo kiedykolwiek tworzyłem dom jako przestrzeń, w której spędzam najwięcej czasu w życiu. Dla rajdowca funkcjonowanie "na wyjeździe" jest normą - wyjaśnia aktualny mistrz Europy.
Tak eksploatują rajdy
Obecnie w kalendarzu mistrzostw świata WRC znajduje się czternaście rajdów. Większość z nich trwa od czwartku do niedzieli. Tyle że załogi muszą przybyć na miejsce wcześniej ze względu na zapoznanie z trasą. Część z nich decyduje się nawet na występ w mniejszej imprezie o podobnej charakterystyce, aby dopracować ustawienia samochodu.
- Większość startów w tym sezonie wykonywałem w takim trybie, że przed rundą mistrzostw Europy jechałem rajd treningowy o zbliżonej formie. Wyjeżdżałem w środę w tygodniu poprzedzającym mój właściwy występ. Miałem weekend z rajdem treningowym, w poniedziałek mogłem się przemieścić na rundę mistrzostw Europy i tam byłem do końca tygodnia. Poza domem byłem ok. dwunastu dni. W przypadku mistrzostw świata ta przerwa może być jeszcze dłuższa - mówi nam Marczyk.
Gdy w tym roku cykl zawitał do Ameryki Południowej, większość kierowców została tam na miesiąc. Rajd Paragwaju (28-31 sierpnia) oraz Rajd Chile (11-14 września) odbywały się na tyle blisko siebie, że powrót do Europy nie miał sensu.
- Kibice nawet sobie nie wyobrażają, jak bardzo rajdy eksploatują człowieka. Znam to z perspektywy teamu Kajetana Kajetanowicza, który startował w siedmiu rajdach w sezonie, a nie w całym cyklu, który liczy czternaście rund. To wielkie poświęcenie, które wpływa na całe życie, także to prywatne - dodaje z kolei Gabriel Borowy, były członek teamu Kajetana Kajetanowicza, a obecnie prezes fundacji Sporty Motorowe - organizatora Valvoline Rajdu Małopolskiego.
- Kierowca fabryczny robi coś cały tydzień. Jeśli nie ma rajdu w danym tygodniu, to mimo wszystko musi trenować. Do tego dochodzą obowiązki medialne, marketingowe i testy rozwijające samochód. Ktoś powie, że startując w WRC trzeba się z tym liczyć, ale Rovanpera zaczął karierę jako 11-latek. Jest młody, ale też wiele sezonów przesiedział w rajdach i ma prawo czuć się wyeksploatowanym - dodaje Borowy.
Czas na rewolucję w rajdach
Jak zauważył Borowy, obecna sytuacja w WRC jest pochodną tego, że kilka miejsc w fabrycznych zespołach od lat należy do tych samych kierowców. Jedynie Rovanpera był przedstawicielem młodszej generacji w tym gronie.
- Najlepsze zespoły eksploatują najlepszych kierowców do granic możliwości. Niewiele jest prób poznawania nowych zawodników. Szanse dostawali młodzi w osobach Pajariego czy Sesksa, ale zespoły raczej wolały dotąd przedłużać umowy tych doświadczonych kierowców. Wymiana jednak w końcu nastąpi - ocenia jeden z organizatorów Rajdu Małopolskiego.
Obecnie w mistrzostwach świata jest tylko kilka rajdówek najwyższej klasy, które przygotowują Toyota, Hyundai oraz brytyjski M-Sport. Ten ostatni ma jednak ograniczone moce, gdyż jest prywatną firmą jedynie współpracującą z Fordem. Zmiana ma nadejść w roku 2027, kiedy to pojawią się zupełnie nowe przepisy, a samochody mają stać się tańsze. To zwiększy ich dostępność, przez co zwiększą się szanse dla młodych.
- Z ciarkami czekam na zmianę przepisów w roku 2027. Nowe rajdówki może będą trochę słabsze, ale będzie ich więcej w stawce. Staną się też bardziej dostępne dla prywatnych zespołów, co jest świetną informacją dla Polaków, takich jak Marczyk czy Kajetanowicz, czy naszych młodych talentów, którzy już odnoszą sukcesy w ERC. Nagle może się okazać, że rajd WRC może wygrać 20 kierowców, a nie czterech czy pięciu, jak teraz - komentuje Borowy.
Sam Marczyk jest świadom tego, że już za kilkanaście miesięcy może pojawić się przed nim życiowa szansa. - Koledzy, z którymi się ścigałem i ścigam, wchodzą do tego świata i zobaczymy, czy ja też się załapię na tę falę i okażę się wystarczająco dobry, aby walczyć o tytuł mistrza świata - kończy kierowca Orlen Team.
Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty