Dramat rozegrał się 12 października podczas Rajdu Nyskiego, ostatniej rundy Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski sezonu 2025. Samochód prowadzony przez Artura Sękowskiego wypadł z drogi, uderzył w drzewo i stanął w płomieniach. Kierowca zginął na miejscu, a jego pilot Maciej Krzysik cudem wydostał się z płonącego wraku.
Maciej Krzysik potrzebuje nawet 1 mln zł
Krzysik doznał jednak rozległych oparzeń. - Ratujcie Artura - krzyczał do kibiców, którzy próbowali mu pomóc. Śmigłowiec zabrał go do szpitala w Opolu, a następnie został przetransportowany do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Jego stan był krytyczny.
ZOBACZ WIDEO: Boruc wkręcił Fabiańskiego w szatni Legii. "Weź wstań..."
W grudniu, po ponad dwóch miesiącach od wypadku, 41-latek po raz pierwszy zabrał głos. Wtedy pilot rajdowy ujawnił, że wskutek wypadku stracił dłonie. "Dostałem drugie życie. Teraz walczę o to, by móc je naprawdę przeżyć. Z całego serca dziękuję za wsparcie" - napisał Krzysik w zbiórce, za sprawą której chce zebrać m.in. środki na zakup specjalistycznych protez i dalszą rehabilitację.
Wstępnie oszacowano, że pilot rajdowy i samorządowiec - Maciej Krzysik jest członkiem zarządu Powiatu Nyskiego - będzie potrzebował ok. 1 mln zł. Wynika to z faktu, że zakup jednej bionicznej protezy to wydatek rzędu setek tysięcy złotych.
- Zbieramy m.in. na protezy kończyn, tak aby Maciej miał możliwość samodzielnego wykonania podstawowych czynności, takich jak toaleta. Jeśli tego nie będzie, to Maciej nie będzie samodzielny. Maćka czeka też kilka, o ile nie kilkanaście przeszczepów skóry. Do tego miesiące rehabilitacji. Jest osobą cały czas leżącą, dopiero zaczyna stawać na nogi. Po takim czasie doszło u niego do zaniku mięśni i uczy się chodzić od nowa. Właściwie wszystkiego uczy się od nowa - mówi nam Miłosz Raszek, były kierowca rajdowy i przyjaciel Macieja Krzysika, który koordynuje proces zbiórki.
- Maciej jest cały czas hospitalizowany i przed nim jeszcze kilka miesięcy w szpitalu - dodaje rozmówca WP SportoweFakty.
Lekarze: "Trzeba czekać na cud"
Raszek dorastał wspólnie z Sękowskim i Krzysikiem w okolicach Nysy. W wielu rajdach to właśnie 41-latek był jego pilotem. Zdarzało mu się też wsiadać na prawy fotel u boku Sękowskiego. Dlatego wydarzenia z października mocno nim wstrząsnęły.
Mimo trudnej sytuacji Raszek nie załamał się i to on przejął rolę osoby, która kontaktowała się z kibicami, będąc kimś w rodzaju koordynatora i pośrednika. Część środowiska rajdowego już w październiku była gotowa nieść pomoc Krzysikowi i nie była w stanie zrozumieć, dlaczego bliscy nie chcą uruchomić specjalnej zbiórki.
- Były dwa takie momenty zwrotne, w których niby stan Maćka był stabilny, ale nagle pojawił się telefon, którzy brzmiał: "Maciej umiera". Lekarze wiedzieli, że rodzina ma dwie godziny drogi do szpitala i nie dawali gwarancji, że jeśli wsiądą do samochodu i przyjadą do Siemianowic Śląskich, to on nadal będzie żył. Dlatego bliscy Maćka nie chcieli tej zbiórki. Rokowania były żadne. Lekarze mówili, że trzeba czekać na cud - opowiada nam Raszek.
- Rodzina chciała być fair wobec wszystkich. Martwili się tym, że zbiorą pieniądze, a Maciej umrze i co wtedy? Musieliby się tłumaczyć, co zrobili z pieniędzmi - dodaje.
Krzysik przez ponad półtora miesiąca po wypadku znajdował się w śpiączce farmakologicznej. Po wybudzeniu musiał zderzyć się z ciosem, jakim była wiadomość o śmierci przyjaciela. - Gdy Maciej otwierał oczy, przy jego łóżku czuwał psycholog. W szpitalu, oprócz medyków, ogrom pracy wykonali właśnie ci specjaliści - ujawnia Raszek.
- Pierwsze chwile po przebudzeniu nie były dobre. Jednak w pewnym momencie Maciej sam poprosił, aby pokazać mu wszystkie dokumenty z miejsca wypadku. Potrzebował tego. To był taki moment przełomowy. Gdy zobaczył skalę wypadku, to podziałało na niego w taki sposób, że sam powiedział, że jest wdzięczny, że przeżył. Dostał drugą szansę. Ma świadomość, że mogło go z nami nie być - dodaje przyjaciel Krzysika.
Pojadą dla Macieja
Zbiórka założona w serwisie siepomaga.pl nie jest jedyną formą wsparcia środowiska rajdowego dla poszkodowanego pilota. 17 i 18 stycznia na Dolnym Śląsku odbędzie się Walimska Zimówka. To rajd, w trakcie którego będzie można wylicytować przejazdy na prawym fotelu w samochodach rajdowych po trasach najbardziej kultowych odcinków specjalnych.
- Będziemy licytować przejazdy z kierowcami rajdowymi, którzy udostępnią samochody rajdowe na tę okazję. Trzeba będzie wpłacić wylicytowane kwoty na zbiórkę dla Maćka i dopiero z potwierdzeniem opłaty będzie można liczyć na przejazd - wyjaśnia Miłosz Raszek.
Nasz rozmówca podkreśla, że bliscy Krzysika chcą uniknąć sytuacji, w której pieniądze są przekazywane przez inne osoby, aby nie dochodziło do oszustw i wyłudzeń. - Chcesz pomóc, to wpłać bezpośrednio na Maćka na siepomaga.pl i przynieś kwitek. Wydaje mi się, że to taka najbardziej w porządku zasada - dodaje.
Sękowski i Krzysik startowali w Historycznych Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. To kategoria rajdowa stworzona z myślą o starszych rajdówkach, których na co dzień nie można już oglądać na trasach. Tragicznie zmarły kierowca słynął z efektownego stylu jazdy i miał sporą rzeszę fanów, również wśród amatorów. Z myślą o nich Raszek wraz ze znajomymi również przygotowuje coś wyjątkowego.
- Wszyscy fani motorsportu mocno przeżyli ten wypadek. Amatorzy, którzy nie mieli możliwości startów w poważniejszych imprezach, bo nie mają w swoich rajdówkach np. klatek bezpieczeństwa, to dla nich zostanie zorganizowany mini-KJS (impreza samochodowa o charakterze otwartym dla kierowców nieposiadających licencji - dop. aut.) w okolicy Otmuchowa. Cała kwota zebrana z wpisowego zostanie przekazana na leczenie Maćka - podsumowuje Raszek.
Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty