"Dostałem drugie życie". Po wypadku stracił obie dłonie

Materiały prasowe / Policja  / Na zdjęciu: BMW M3 po wypadku na Rajdzie Nyskim, w kółku Maciej Krzysik
Materiały prasowe / Policja / Na zdjęciu: BMW M3 po wypadku na Rajdzie Nyskim, w kółku Maciej Krzysik

- Dostałem drugie życie - nie ma wątpliwości Maciej Krzysik, który wskutek wypadku w Rajdzie Nyskim stracił dłonie i doznał rozległych oparzeń. Jego przyjaciel Miłosz Raszek walczy o zebranie dla poszkodowanego miliona zł m.in. na nowoczesne protezy.

W tym artykule dowiesz się o:

Dramat rozegrał się 12 października podczas Rajdu Nyskiego, ostatniej rundy Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski sezonu 2025. Samochód prowadzony przez Artura Sękowskiego wypadł z drogi, uderzył w drzewo i stanął w płomieniach. Kierowca zginął na miejscu, a jego pilot Maciej Krzysik cudem wydostał się z płonącego wraku.

Maciej Krzysik potrzebuje nawet 1 mln zł

Krzysik doznał jednak rozległych oparzeń. - Ratujcie Artura - krzyczał do kibiców, którzy próbowali mu pomóc. Śmigłowiec zabrał go do szpitala w Opolu, a następnie został przetransportowany do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Jego stan był krytyczny.

ZOBACZ WIDEO: Boruc wkręcił Fabiańskiego w szatni Legii. "Weź wstań..."

W grudniu, po ponad dwóch miesiącach od wypadku, 41-latek po raz pierwszy zabrał głos. Wtedy pilot rajdowy ujawnił, że wskutek wypadku stracił dłonie. "Dostałem drugie życie. Teraz walczę o to, by móc je naprawdę przeżyć. Z całego serca dziękuję za wsparcie" - napisał Krzysik w zbiórce, za sprawą której chce zebrać m.in. środki na zakup specjalistycznych protez i dalszą rehabilitację.

Wstępnie oszacowano, że pilot rajdowy i samorządowiec - Maciej Krzysik jest członkiem zarządu Powiatu Nyskiego - będzie potrzebował ok. 1 mln zł. Wynika to z faktu, że zakup jednej bionicznej protezy to wydatek rzędu setek tysięcy złotych.

- Zbieramy m.in. na protezy kończyn, tak aby Maciej miał możliwość samodzielnego wykonania podstawowych czynności, takich jak toaleta. Jeśli tego nie będzie, to Maciej nie będzie samodzielny. Maćka czeka też kilka, o ile nie kilkanaście przeszczepów skóry. Do tego miesiące rehabilitacji. Jest osobą cały czas leżącą, dopiero zaczyna stawać na nogi. Po takim czasie doszło u niego do zaniku mięśni i uczy się chodzić od nowa. Właściwie wszystkiego uczy się od nowa - mówi nam Miłosz Raszek, były kierowca rajdowy i przyjaciel Macieja Krzysika, który koordynuje proces zbiórki.

- Maciej jest cały czas hospitalizowany i przed nim jeszcze kilka miesięcy w szpitalu - dodaje rozmówca WP SportoweFakty.

Lekarze: "Trzeba czekać na cud"

Raszek dorastał wspólnie z Sękowskim i Krzysikiem w okolicach Nysy. W wielu rajdach to właśnie 41-latek był jego pilotem. Zdarzało mu się też wsiadać na prawy fotel u boku Sękowskiego. Dlatego wydarzenia z października mocno nim wstrząsnęły.

Mimo trudnej sytuacji Raszek nie załamał się i to on przejął rolę osoby, która kontaktowała się z kibicami, będąc kimś w rodzaju koordynatora i pośrednika. Część środowiska rajdowego już w październiku była gotowa nieść pomoc Krzysikowi i nie była w stanie zrozumieć, dlaczego bliscy nie chcą uruchomić specjalnej zbiórki.

- Były dwa takie momenty zwrotne, w których niby stan Maćka był stabilny, ale nagle pojawił się telefon, którzy brzmiał: "Maciej umiera". Lekarze wiedzieli, że rodzina ma dwie godziny drogi do szpitala i nie dawali gwarancji, że jeśli wsiądą do samochodu i przyjadą do Siemianowic Śląskich, to on nadal będzie żył. Dlatego bliscy Maćka nie chcieli tej zbiórki. Rokowania były żadne. Lekarze mówili, że trzeba czekać na cud - opowiada nam Raszek.

- Rodzina chciała być fair wobec wszystkich. Martwili się tym, że zbiorą pieniądze, a Maciej umrze i co wtedy? Musieliby się tłumaczyć, co zrobili z pieniędzmi - dodaje.

Krzysik przez ponad półtora miesiąca po wypadku znajdował się w śpiączce farmakologicznej. Po wybudzeniu musiał zderzyć się z ciosem, jakim była wiadomość o śmierci przyjaciela. - Gdy Maciej otwierał oczy, przy jego łóżku czuwał psycholog. W szpitalu, oprócz medyków, ogrom pracy wykonali właśnie ci specjaliści - ujawnia Raszek.

- Pierwsze chwile po przebudzeniu nie były dobre. Jednak w pewnym momencie Maciej sam poprosił, aby pokazać mu wszystkie dokumenty z miejsca wypadku. Potrzebował tego. To był taki moment przełomowy. Gdy zobaczył skalę wypadku, to podziałało na niego w taki sposób, że sam powiedział, że jest wdzięczny, że przeżył. Dostał drugą szansę. Ma świadomość, że mogło go z nami nie być - dodaje przyjaciel Krzysika.

Pojadą dla Macieja

Zbiórka założona w serwisie siepomaga.pl nie jest jedyną formą wsparcia środowiska rajdowego dla poszkodowanego pilota. 17 i 18 stycznia na Dolnym Śląsku odbędzie się Walimska Zimówka. To rajd, w trakcie którego będzie można wylicytować przejazdy na prawym fotelu w samochodach rajdowych po trasach najbardziej kultowych odcinków specjalnych.

- Będziemy licytować przejazdy z kierowcami rajdowymi, którzy udostępnią samochody rajdowe na tę okazję. Trzeba będzie wpłacić wylicytowane kwoty na zbiórkę dla Maćka i dopiero z potwierdzeniem opłaty będzie można liczyć na przejazd - wyjaśnia Miłosz Raszek.

Nasz rozmówca podkreśla, że bliscy Krzysika chcą uniknąć sytuacji, w której pieniądze są przekazywane przez inne osoby, aby nie dochodziło do oszustw i wyłudzeń. - Chcesz pomóc, to wpłać bezpośrednio na Maćka na siepomaga.pl i przynieś kwitek. Wydaje mi się, że to taka najbardziej w porządku zasada - dodaje.

Sękowski i Krzysik startowali w Historycznych Rajdowych Samochodowych Mistrzostwach Polski. To kategoria rajdowa stworzona z myślą o starszych rajdówkach, których na co dzień nie można już oglądać na trasach. Tragicznie zmarły kierowca słynął z efektownego stylu jazdy i miał sporą rzeszę fanów, również wśród amatorów. Z myślą o nich Raszek wraz ze znajomymi również przygotowuje coś wyjątkowego.

- Wszyscy fani motorsportu mocno przeżyli ten wypadek. Amatorzy, którzy nie mieli możliwości startów w poważniejszych imprezach, bo nie mają w swoich rajdówkach np. klatek bezpieczeństwa, to dla nich zostanie zorganizowany mini-KJS (impreza samochodowa o charakterze otwartym dla kierowców nieposiadających licencji - dop. aut.) w okolicy Otmuchowa. Cała kwota zebrana z wpisowego zostanie przekazana na leczenie Maćka - podsumowuje Raszek.

Łukasz Kuczera, dziennikarz WP SportoweFakty

Komentarze (7)
avatar
dopowiadacz
10.01.2026
Zgłoś do moderacji
1
0
Odpowiedz
Gdyby pojazd , którym się poruszał był wart kilkadziesiąt milionów $ to spokojnie uzbierałoby się kilka milionów , jak dla dzieci Krakowiana , jednak cena auta to nawet nie 1 000 000 $ . 
avatar
Marek Woź
10.01.2026
Zgłoś do moderacji
9
0
Odpowiedz
Nie byłem kierowcą rajdowym ale w wypadku straciłem dłonie i nogi, ale jakoś sobie z tym radzę, mam protezy, jeśli chodzi o nogi, a z resztą nauczyłem się żyć bo nie stać mnie na super drogie p Czytaj całość
avatar
GTPRESS
9.01.2026
Zgłoś do moderacji
8
0
Odpowiedz
to Rajd ...... nie mial ubezpieczenia ? 
avatar
Waldi73
9.01.2026
Zgłoś do moderacji
16
2
Odpowiedz
I na takich właśnie marnotrawione są publiczne pieniądze z podatków. Zarób sobie !! Ja k się fruwać bmw lubi. 
avatar
bób humor i włoszczyzna
9.01.2026
Zgłoś do moderacji
23
0
Odpowiedz
uczestnicy rajdów ubezpieczają się na duże kwoty. tylko idioci liczą , że jakoś to będzie, ze się dojedzie i nie ubezpieczają się 
Zgłoś nielegalne treści