Piąty etap Rajdu Dakar 2026 stanowił drugą część odcinka maratońskiego i prowadził z pustynnegobiwaku do Hail. Z racji na fakt, że w środę załogi Energylandia Rally Team osiągnęły znakomite wyniki i w komplecie zameldowały się w TOP 6, w czwartek Polacy byli jednymi z pierwszych na trasie.
Jazda z samego przodu stawki oznacza, że zawodnicy nie widzą przed sobą żadnych śladów. Samodzielnie muszą mierzyć się ze skomplikowaną nawigacją i ufać w to, że ich osąd na temat roadbooka jest właściwy. To ogromne wyzwanie dla pilotów.
ZOBACZ WIDEO: Otwierają biznes w Polsce. Fabiański mówi o swojej roli
Najszybszą załogą Energylandia Rally Team byli w czwartek Eryk Goczał i Szymon Gospodarczyk. Mogli oni porównywać się m.in. z Henkiem Lateganem oraz Nasserem Al-Attiyahem, którzy jechali bezpośrednio przed nimi, w zbliżonych warunkach. Goczał i Gospodarczyk ukończyli piąty etap rywalizacji przed nimi, a przypomnijmy, że Lategan i Al-Attiyah to aktualnie lider oraz wicelider Rajdu Dakar. To pokazuje, jak dobrą pracę wykonali Polacy i jak znakomicie poradzili sobie z wymagającą nawigacją będąc jedną z pierwszych załóg na trasie.
Z nieco większymi stratami do mety dojechali Marek Goczał z Maciejem Martonem oraz Michał Goczał z Diego Ortegą.
- Za nami bardzo trudny etap. W pewnym momencie byliśmy trzecią załogą na trasie - przed nami jechali tylko Henk Lategan i Nasser Al-Attiyah. Ich ślady były praktycznie niewidoczne. Na kamienistych sekcjach mocno zwolniliśmy - bardzo łatwo było tam o przebicie opony, natomiast nam udało się nie złapać żadnego "kapcia". Mogliśmy porównywać się z Nasserem i Henkiem, bo jechaliśmy w podobnych warunkach i na mecie mamy od nich lepszy czas, więc jestem z tego bardzo zadowolony - powiedział na mecie Eryk Goczał.
- Rano spakowaliśmy nasz obóz, wypiliśmy espresso i ruszyliśmy. Nawigacja była bardzo trudna. Co 200-300 metrów mieliśmy ostre zmiany kierunków, a przy prędkościach, z którymi jedziemy, trudno jest się w to wstrzelić. Eryk ze mną współpracował, pomagał mi w tym zadaniu, więc daliśmy radę. Bardzo się z tego cieszę. Załogi jadące za nami, z widocznym śladem, miały nieco łatwiejsze zadanie, ale nie myślimy o tym. Świetnie sobie poradziliśmy i kończymy ten etap z poczuciem dobrze wykonanej pracy - podsumował pilot Eryka, Szymon Gospodarczyk.
- Początek tego etapu był dla nas dobry. Zbliżaliśmy się do Lategana i Al-Attiyaha, natomiast później w kurzu zgubiliśmy drogę i trochę wybiło nas to z rytmu. Nawigacyjnie był to bardzo trudny etap. Mieliśmy później jeszcze chwile zawahania, bo byliśmy przekonani o tym, że znowu zgubiliśmy drogę. Okazało się, że jechaliśmy dobrze, ale ślady innych załóg, które widzieliśmy, prowadziły w złym kierunku. Ta chwila zawahania znów kosztowała nas utratę sporej ilości czasu. Oczywiście, z naszej pozycji na trasie, kiedy startowaliśmy jako trzecia załoga, nie da się walczyć o czołowe pozycje. Jesteśmy szczęśliwi na mecie i to jest najważniejsze - Dakar się jeszcze nie kończy, więc od jutra będziemy walczyli dalej - zakończył Marek Goczał.
W piątek na zawodników czeka najdłuższy etap Rajdu Dakar 2026, który poprowadzi z Hail do Rijadu. Łącznie załogi przejadą aż 920 kilometrów, z czego 331 kilometrów stanowił będzie odcinek specjalny. Dojazd do Rijadu będzie oznaczał nagrodę w postaci ukończenia pierwszego tygodnia rajdu oraz dnia przerwy, który przypada na sobotę.