Korespondencja z Filipin - Arkadiusz Dudziak
Reprezentacja Bułgarii już napisała historię. Ekipa dowodzona przez Gianlorenzo Blenginiego awansowała do finału mistrzostw świata. Najpierw wygrała z bardzo mocną Słowenią oraz Niemcami, a w ćwierćfinale zaliczyli znakomity powrót w meczu z USA (3:2). W sobotę przypieczętowali finał zwycięstwem nad Czechami. W finale nie mieli jednak za dużych szans i ulegli Włochom 1:3.
Wiodącą rolę w reprezentacji Bułgarii odgrywają 22-letni przyjmujący Aleksandar Nikołow oraz 18-letni rozgrywający Simeon Nikołow. Synowie legendarnego siatkarza Władimira Nikołowa są w światowym topie mimo młodego wieku.
ZOBACZ WIDEO: Pod siatką: Zobacz, co się działo na meczu Polaków. "Pomagają nam"
Legendarny siatkarz w rozmowie opowiada o tajnikach sukcesu reprezentacji Bułgarii i jak reaguje na występy swoich synów. Wspomina mistrzostwa świata w 2006 roku opowiada też o kadrze Polski i co jest jej największym mankamentem.
Arkadiusz Dudziak, WP SportoweFakty: Jak się czuje ojciec dwóch synów, którzy właśnie awansowali do finału mistrzostw świata?
Wladimir Nikołow, brązowy medalista MŚ 2006, były reprezentant Bułgarii: Jestem bardzo szczęśliwy, ale nie tylko ze względu na moich synów, ale wszystkich, którzy śledzą siatkówkę w Bułgarii. Nasze pokolenie miało całkiem owocne kariery, ale nigdy nie graliśmy w finale mistrzostw świata. W 2006 roku w półfinale wyeliminowała nas Polska (3:1 - przyp. red), a później nie dostaliśmy okazji, by walczyć o medale największych imprez.
Mocno denerwujesz się podczas meczów Simeona i Alekandara?
Nie da się tego porównać do sytuacji, kiedy sam grałem. Dziesięć razy bardziej stresuję się siedząc na trybunach. Kiedy jesteś na boisku, to wszystko zależy od ciebie. Jako widz nie możesz nic zrobić, więc tylko siedzisz na krzesełku i się denerwujesz.
Zawsze chciałeś, żeby twoi synowie grali w siatkówkę?
To nie działa tak, że oni robią to, co ja chcę. Sami garnęli się do siatkówki i ostatecznie robią w życiu to, co lubią. To nie ja, ale moja żona uczyła ich siatkówki, kiedy byli mali. Pracowałem wtedy jako prezes Lewskiego Sofia. Dbałem więc o klub, a żona prowadziła moich synów.
Ten awans do finału to duże zaskoczenie?
Tegoroczne mistrzostwa świata są bardzo dziwne. Przed startem turnieju wiedzieliśmy, że nasza grupa jest bardzo wymagająca. Nie byliśmy nawet pewni, czy będziemy w stanie z niej wyjść. Ale kiedy Brazylia odpadła, zaczęliśmy marzyć. I to marzenie teraz się spełniło.
W 2006 roku zdobyłeś brąz mistrzostw świata, a marzenia o złocie odebrali Polacy w półfinale. Co pamiętasz z tamtego półfinału?
Polacy grali po prostu lepiej od nas. Mieliście wtedy wspaniałe pokolenie siatkarzy: Świderski, Wlazły, Zagumny czy Murek. Zasłużyliście wtedy na awans do finału. Zdaję sobie sprawę, że jesteście teraz lepszym zespołem niż Bułgaria, ale w pojedynczym meczu wszystko mogłoby się zdarzyć. Według mnie Polska to najlepszy zespół na świecie.
Słyszeliśmy, że jest pan bliskim przyjacielem Nikoli Grbicia.
To prawda! To fantastyczny człowiek pod każdym względem. Ma w sobie gen zwycięzcy.
A czy reprezentacja Polski ma twoim zdaniem jakieś słabsze punkty?
Nie za bardzo, ale czasem nawet najlepszym zespołom przytrafiają się jednak gorsze dni. Klucz w starciach z Polską to dobra zagrywka. Obecnie gracie na przyjęciu Wilfredo Leonem i Kamilem Semeniukiem. To dwaj doskonali gracze i nie muszę ich reklamować. Uważam jednak, że przyjęcie nie jest waszą najmocniejszą stroną. Jeśli byłbym trenerem, to kazałbym swoim zawodnikom ryzykować na zagrywce.
Jest jakiś siatkarz z reprezentacji Polski, którego wyjątkowo podziwiasz i którego wziąłbyś do kadry Bułgarii?
Przepraszam, ale to pytanie jest absurdalne. Mógłbym wymienić przynajmniej dziewięciu zawodników. Odpowiem jednak na twoje pytanie inaczej. Przed mistrzostwami żartowaliśmy sobie ze znajomymi, że szósty najlepszy przyjmujący w Polsce byłby podstawowym zawodnikiem w Bułgarii. Szósty! Czyli któryś z chłopaków, którego Grbić nawet tu nie wziął.
Gdy wasza generacja zakończyła karierę, Bułgaria wpadła w dołek i nie zdobywała medali na wielkich turniejach. Podczas ostatnich mistrzostw świata przegraliście nawet z Meksykiem.
Nawet mi tego nie przypominaj! To było bardzo bolesne.
Co było kluczowe, by Bułgaria odbiła się od dna?
Mamy kapitalne pokolenie młodych zawodników i jednego z najlepszych trenerów na świecie, Gianlorenzo Blenginiego. To nie jest przypadek, że znaleźliśmy się w finale. Odkąd Lubomir Ganew został prezesem bułgarskiej federacji, co roku zdobywamy przynajmniej dwa medale w mistrzostwach świata i Europy w juniorskich rozgrywkach. Dla przykładu reprezentacja kobiet do lat 19 to aktualne mistrzynie świata i Europy. Wykonujemy ciężką pracę każdego dnia i teraz nasi cudowni chłopcy pokazali, co udało nam się stworzyć przez ostatnie kilka lat.
Jak ważny jest to sukces dla bułgarskiego sportu?
W Bułgarii siatkówka przynosi wyniki, w przeciwieństwie do reprezentacji w piłce nożnej. Chyba pod tym względem jesteśmy całkiem podobni do Polski. Powiedziałbym, że siatkówka jest u nas na pierwszym miejscu, razem z gimnastyką artystyczną.
Rozmawiał i notował Arkadiusz Dudziak