W środę, Bogdanka LUK Lublin w katowickim Spodku pokonała JSW Jastrzębski Węgiel 3:1 i zdobyła Superpuchar Polski. Tym razem, już przed własną publicznością, doszło do starcia z PGE GiEK Skrą Bełchatów. Goście w poprzedniej kolejce w fenomenalnym stylu pokonali ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle mimo, że przegrywali już 0:2. W Lublinie chcieli sprawić kolejną niespodziankę.
Początek rzeczywiście nie wyglądał najlepiej w wykonaniu lublinian. Świetnie natomiast rozpoczął to spotkanie Daniel Chitigoi. Bełchatowianie skrzętnie wykorzystywali nadarzające się okazje i wypracowali wysokie prowadzenie (12:6). To wyraźnie podrażniło mistrzów Polski, którzy zdobyli cztery punkty z rzędu i błyskawicznie wrócili do tego meczu.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Wyjątkowy trening Polaka. Spotkał się z legendą sportu
Goście jednak wciąż z wielką łatwością przedzierali się lewym skrzydłem. Blok Bogdanki LUK Lublin nie był w stanie im zagrozić. Grzegorz Łomacz doskonale dystrybuował piłki, a rywale grający na pozycji środkowego nie nadążali ze wsparciem na skrzydłach. W efekcie to Skra wygrała pierwszą partię - i to dość pewnie (25:20).
Spore problemy lublinianom sprawiała zagrywka przeciwników, efekcie czego rzadko podopieczni Stephane Antigi mieli okazję na przeprowadzenie skutecznej akcji (12:8). Chwilę później byliśmy świadkami kontrowersyjnej sytuacji na siatce. Wideoweryfikacja trwała dobre kilka minut, sędziowie ostatecznie wskazali na korzyść gospodarzy.
Przerwa ta na moment wybiła z rytmu bełchatowian, a na tablicy wkrótce pojawił się wynik remisowy (20:20). Skra świetnie wyglądała w obronie, lecz pojawiły się problemy z finalizacją ataku. Wówczas pelerynę bohatera ponownie założył Daniel Chitigoi. Rumun najpierw popisał się asem serwisowym, a następnie atakiem z drugiej linii zamknął drugiego seta (26:24).
Gdyby na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem ktoś zaproponował bełchatowianom, że wyjadą z terenu najlepszej drużyny poprzedniego sezonu PlusLigi z jednym punktem, to pewnie braliby taki wynik w ciemno.
Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia i po wygraniu dwóch setów, podopieczni Krzysztofa Stelmacha nie zamierzali na tym poprzestać. Do odrabiania strat rzucili się natomiast gospodarze. Świetne wejście zanotował Mateusz Malinowski i poprowadził Bogdankę LUK Lublin do zwycięstwa w trzeciej partii (25:19).
Czwarty set nieźle rozpoczęli gracze Skry. Już na początku wypracowali sobie trzypunktowe prowadzenie, które utrzymywało się przez dłuższy czas. Skuteczność bełchatowian spadła, co pozwoliło Bogdance wyjść na prowadzenie (18:17).
W końcówce obie drużyny wymieniały się prowadzeniem. Gospodarze grali czytelnie - do Wilfredo Leona, ale ten w kluczowym momencie popełnił błąd, a Skra mogła świętować zwycięstwo. W pełni zasłużone - trzeba zaznaczyć.
Bogdanka LUK Lublin - PGE GiEK Skra Bełchatów 1:3 (20:25, 24:26, 25:19, 26:28)
LUK: Leon, Sasak, Komenda, Young, McCarthy, Grozdanow, Thales (libero) oraz Gyimah, Malinowski, Henno.
Skra: Lemański, Pothron, Żakieta, Łomacz, Szalacha, Chitigoi, Kędzierski (libero) oraz Szymendera, Szymura, Kubicki, Krzysiek, El Graoui.
MVP: Bartłomiej Lemański.