Zeszłoroczny finał play-offów PlusLigi pomiędzy tymi drużynami zawiódł. Aluron CMC Warta Zawiercie wygrał, co prawda, jedno ze spotkań rozgrywanych w Zawierciu, lecz w pozostałych Bogdanka LUK Lublin nie pozostawiła złudzeń. Tym razem kibice z Zawiercia obiecywali sobie zdecydowanie więcej po swoich ulubieńcach, zwłaszcza, że rywale z Lublina kilka dni temu ponieśli bolesną porażkę 1:3 z PGE GiEK Skrą Bełchatów.
Zawodnicy obu drużyn zdawali sobie sprawę, że muszą wejść w to spotkanie maksymalnie skoncentrowani. I rzeczywiście tak było - od samego początku pierwszy set był bardzo wyrównany. Akcje zazwyczaj były bardzo krótkie, brakowało spektakularnych obron i długich wymian. Zamiast tego obserwowaliśmy zero-jedynkowe zagrania.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Wyjątkowy trening Polaka. Spotkał się z legendą sportu
Zarówno Warta jak i LUK podejmowały duże ryzyko w polu serwisowym. Mniej więcej w połowie seta w drużynie gospodarzy pojawiły się problemy, dzięki czemu lublinianie odskoczyli na trzy punkty (20:17). Mimo kłopotów w przyjęciu podopieczni Stephane Antigi utrzymali prowadzenie i wygrali 25:22.
Nisko zawieszony sufit hali w Zawierciu był największym wrogiem lublinian w drugiej partii. Miguel Tavares to udowodnił i zaliczył trzy asy serwisowe, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie (10:8). Ogromne problemy w ataku miał Kewin Sasak, który nie skończył żadnego z sześciu ataków i błyskawicznie został zmieniony.
Po zmianie atakującego niewiele się zmieniło, Marcin Komenda bardzo rzadko miał okazję rozgrywać z dokładnie dogranej do siatki piłki. Gospodarze napędzali się wraz z każdym kolejnym, skutecznym zagraniem. Bohaterem tego seta zdecydowanie był Bartłomiej Bołądź, który zdobył w sumie 9 punktów i poprowadził Wartę do zwycięstwa w drugiej partii (25:20).
Nakręceni wysoko wygranym setem zawiercianie kontynuowali dobrą grę w kolejnej odsłonie (11:8). Drużynie gości zdecydowanie brakowało punktowego bloku. Gospodarze wielokrotnie potrafili nabijać piłkę o dłonie przeciwników i powtarzać akcje. Było to o tyle zaskakujące, że Tavares niemal wcale nie korzystał ze środkowych, czego rywale zdawali się nie zauważać.
Błędy popełniać zaczął natomiast niezły do tej pory Aaron Russell i wypracowana wcześniej kilkupunktowa przewaga zawiercian wyparowała. Jak zwykle, w kluczowych fragmentach ciężar gry wziął na siebie Wilfredo Leon, który niemal w pojedynkę doprowadził lublinian do gry na przewagi. W emocjonującej końcówce decydujący znów okazał się atakujący Warty, który skutecznymi atakami zamknął tę partię (30:28).
Również i w czwartym secie, piętą achillesową LUK-u było przyjęcie zagrywki. Statystyka pozytywnego przyjęcia zarówno przyjmujących jak i libero lublinian oscylowała w granicach 20-30 proc., gospodarze przyjmowali dwa razy lepiej. Jak trwoga, to do Wilfredo Leona - w ofensywie nie zawodził i większość piłek kierowanych było właśnie do niego. To się opłaciło, bo goście doprowadzili do tie-breaka (25:21).
Zawodnicy obu drużyn byli już mocno zmęczeni w decydującej partii. Potwierdzeniem tego były niewymuszone błędy, które zdarzały się coraz częściej. Mimo tego, żadna z drużyn nie odpuszczała w żadnej akcji. Dwoił się i troił w obronie Jakub Popiwczak i to zawiercianie prowadzili przy zmianie stron (8:6).
Rozgrywający gości miał ograniczone pole wyboru, gdyż wciąż nieskuteczny był Kewin Sasak. Zauważyli to gospodarze, którzy często zostawiali go bez krycia. W końcówce, wbrew temu, do czego nas przyzwyczaił, błędy w ataku popełniał także Wilfredo Leon. Trener Antiga próbował wybić zawiercian z rytmu, ale nie przyniosło to oczekiwanego skutku. Niesamowite zwycięstwo skutecznym atakiem przypieczętował najlepszy zawodnik tego spotkania - Bartłomiej Bołądź, który zdobył w sumie 30 punktów (15:11).
Aluron CMC Warta Zawiercie - Bogdanka LUK Lublin 3:2 (22:25, 25:20, 30:28, 21:25, 15:11)
Warta: Tavares, Russell, Bieniek, Bołądź, Kwolek, Zniszczoł, Popiwczak (libero) oraz Markiewicz, Łaba;
LUK: Komenda, Leon, Grozdanow, Sasak, Henno, McCarthy, Thales (libero) oraz Malinowski, Gyimah, Young, Prokopczuk.
MVP: Bartłomiej Bołądź.
Trenerze popracujmy nie pierwszy taki mecz z tak kiepską zagrywką im