Wielki hit PlusLigi z dodatkowym smaczkiem - rzeszowską drużynę prowadzi oczywiście Massimo Botti, który w poprzednim sezonie święcił triumfy z drużyną z Lublina. Przed spotkaniem włoski trener został miło przywitany, ale od pierwszego gwizdka jego byli podopieczni chcieli udowodnić mu, że są w stanie bez niego grać na najwyższym poziomie.
Gospodarze, po dwóch porażkach z rzędu w lidze liczyli na rehabilitację i udowadniali to od startu nękali zagrywką Artura Szalpuka (8:4). Rzeszowianie potrzebowali chwili, by zaadaptować się do gry lublinian. Słaby początek nie złamał ich, i szybko odrobili straty (10:10), w dużej mierze dzięki Karolowi Butrynowi.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: setki tysięcy wyświetleń! Nagranie z Sochanem robi furorę
Mocna zagrywka lublinian odrzucała Resovię od siatki, rzadko mieli oni okazję rozegrać akcję tak, jakby sobie tego życzyli. LUK znów odskoczył na cztery punkty (18:14). Goście nie zamierzali się poddawać. Sygnał do walki dał Butryn, ale pozostali zawodnicy mieli ogromny problem z ominięciem bloku. Dwukrotnie na rywali nadział się Mateusz Poręba, następnie Artur Szalpuk i to gospodarze wygrali pierwszą partię (25:20).
Drugi set rozpoczął się niemal bliźniaczo. Lublinianie wciąż polowali na rywali zagrywką, a następnie ustawiali świetny blok, przez który rzeszowianie przebić się nie potrafili. Trener Botti nie czekał i natychmiast dokonał zmian. Wysokie prowadzenie (15:11) zdecydowanie rozluźniło gospodarzy, którzy pozwalali sobie na więcej kombinacji w ataku.
Resovia nie potrafiła zbliżyć się do poziomu gry mistrzów Polski. Podopieczni Stephane Antigi kompletnie zdominowali ekipę przyjezdnych i wygrali w jeszcze bardziej przekonującym stylu niż w poprzedniej odsłonie (25:19). Drużyna z Lublina po dwóch setach miała imponujące 12 punktowych bloków na swoim koncie.
Rzeszowianie musieli wziąć się w garść jeśli marzyli o wywiezieniu z Lublina jakichkolwiek punktów. Początek trzeciego seta rzeczywiście zwiastował, że ten mecz może nie zakończyć się tak szybko. Goście coraz lepiej odnajdywali się w chaosie, który towarzyszył im od startu w defensywie i z odrobiną sprytu wyszli na prowadzenie (7:4).
Zmiana tempa gry zdecydowanie poprawiła ich grę. Częstsze kiwki, przepychanie się na siatce irytowało gospodarzy. Po ich stronie zaczęło pojawiać się coraz więcej niewymuszonych błędów (16:13). LUK starał się gonić rywala, ale Resovia złapała rytm, który poprowadził ich do zwycięstwa w tym secie (25:23), a tym samym - przedłużenia swoich szans na korzystny wynik.
Niepokonana dotychczas drużyna z Podkarpacia poczuła, że jest w stanie utrzymać dobrą passę, a mistrzowie Polski są do pokonania. Wreszcie funkcjonować zaczął blok rzeszowian, ale i LUK walczył zawzięcie (15:15). Jedno nie zmieniło się jednak od początku spotkania - recepty na zatrzymanie Karola Butryna wciąż brakowało.
Mecz całkowicie wymknął się lublinianom z pod kontroli, a rzeszowianie odzyskali radość z gry w siatkówkę. Świetnie prezentował się Danny Demyanenko czy Yacine Louati, którzy do spółki ze swoim atakującym doprowadzili do tie-breaka (25:22).
Trener Antiga wyglądał na człowieka, który nie wie, co się dzieje na boisku. Nie potrafił podnieść na duchu swoich podopiecznych, którzy cierpieli z powodu braku lidera na boisku. Wilfredo Leon grał kiepskie spotkanie, a mimo tego Marcin Komenda kiedy tylko mógł szukał właśnie jego rozgrywając piłkę. Po przeciwnej stronie liderów nie brakowało - Karol Butryn, Danny Demyanenko czy Marcin Janusz (8:4).
Mistrzowie Polski podejmowali ryzyko, a rzeszowianie na moment się zawahali i roztrwonili przewagę (14:13). Zrobiło się niebezpiecznie, ale w decydującym momencie pokazali charakter, nie wypuścili zwycięstwa z rąk i sprawili ogromną sensację odwracając wynik tego spotkania. A lublinianie? Już byli w ogródku, już witali się z gąską, lecz nie potrafili wykończyć rywala. Trzecia porażka z rzędu - to musi martwić.
Bogdanka LUK Lublin - Asseco Resovia Rzeszów 2:3 (25:20, 25:19, 23:25, 22:25, 13:15)
LUK: Henno, McCarthy, Komenda, Leon, Grozdanow, Sasak, Thales (libero) oraz Gyimah, Prokopczuk;
Resovia: Vasina, Demyanenko, Butryn, Szalpuk, Poręba, Janusz, Shoji (libero) oraz Louati, Sapiński, Potera, Cebulj, Bucki, Nowak, Zatorski.
MVP: Danny Demyanenko.