Norbert Huber, reprezentant Polski w siatkówce, od tego sezonu gra w Japonii dla drużyny Wolfdogs Nagoya. W wywiadzie z dziennikarką Sarą Kalisz z TVP Sport Huber zdradza, że wyjazd do Kraju Kwitnącej Wiśni był dla niego potrzebną zmianą, która przyniosła mu odnowioną radość.
27-letni siatkarz zachwyca się jakością życia w Japonii, jej kulturą i społeczeństwem, które poznaje każdego dnia dzięki swojej pracy. Największą zmianą i pozytywnym zaskoczeniem jest dla niego znacznie większa prywatność.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: setki tysięcy wyświetleń! Nagranie z Sochanem robi furorę
- Czasami odnoszę wrażenie, że ktoś zaczepia mnie tylko dlatego, że jestem wysoki (207 cm wzrostu - przyp. red.). Generalnie jednak mogę tu swobodnie żyć. Zapewne moich kolegów się w Polsce zaczepia, ja doświadczam tego w znacznie mniejszym stopniu niż wcześniej - przyznaje Huber.
W przeciwieństwie do Polski, gdzie, jak wspomina, był często zaczepiany przez fanów (grał m.in. dla ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębskiego Węgla), w Nagoyi może swobodnie chodzić po ulicy.
- Od początku mojego przyjazdu do Nagoyi podobało mi się to, że mogę pójść na dwugodzinny spacer, przejść się swobodnie ulicami. Te słowa nie wynikają z tego, że mam o sobie nie wiadomo jakie mniemanie - wcale tak nie jest. Czasami po prostu chodząc po Jastrzębiu-Zdroju czy Żorach wielu ludzi próbowało wejść ze mną w interakcje. W naszej prefekturze żyje około dziewięciu milionów ludzi. Każdy ma swoje życie i żyje swoim życiem - podkreśla reprezentant Biało-Czerwonych.
Co więcej, Huber zauważa, że po meczach w Japonii nie ma sesji zdjęciowych ani rozdawania autografów. Zespoły dziękują kibicom i schodzą do szatni, choć prezenty od fanów są przyjmowane przez członków sztabu i potem przekazywane zawodnikom.
Mentalnie Huber czuje się fantastycznie i nie tęskni za Polską ani za PlusLigą, ciesząc się z "azjatyckiego życia". - Płynie ze mnie radość, że tutaj jestem - podsumowuje sportowiec, cytowany przez portal sport.tvp.pl.