Dość niespodziewanie po sześciu rozegranych spotkaniach to Indykpol AZS Olsztyn zajmował pozycję lidera PlusLigi. Tym razem w Hali Urania ich rywalem byli srebrni medaliści poprzedniego sezonu - Aluron CMC Warta Zawiercie, który co prawda zajmuje drugie miejsce, lecz rozegrał o jeden mecz więcej. Zawiercianie liczyli na rehabilitację po dotkliwej porażce 2:3 w sobotnim meczu z JSW Jastrzębskim Węglem.
Początek spotkania wyglądał dokładnie tak, jak można było zakładać przed pierwszym gwizdkiem. Wyrównana gra, oparta na mocnej zagrywce z obu stron zwiastowała, że może być to świetne spotkanie bez wyraźnego faworyta (13:13). Gospodarze nie znajdywali recepty na ataki Mateusza Bieńka ze środka.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: setki tysięcy wyświetleń! Nagranie z Sochanem robi furorę
Środkowy reprezentacji Polski atakował ze stuprocentową skutecznością, ponadto stwarzał sporo problemów rywalom swoją zagrywką. Ważną cegiełkę do zwycięstwa w pierwszym secie (25:20) dołożył także Bartłomiej Bołądź i to ta dwójka przesądziła o wyniku.
Podrażnieni olsztynianie od startu drugiej partii ruszyli do ataku. Dopisywało im szczęście na zagrywce, którego odrobinę brakowało w poprzedniej odsłonie (17:12). U zawiercian kiepsko funkcjonowali przyjmujący, w związku z czym Miguel Tavares szukał głównie gry środkiem, co w pewnym momencie stało się bardzo czytelne.
AZS przed własną publicznością walczył o każdą piłkę - to się mogło podobać. Pomimo, że statystyka przyjęcia nie wyglądała po ich stronie najlepiej, to wystarczyło na pewne zwycięstwo w drugiej partii (25:17). Wydatnie pomogło w tym aż pięć asów serwisowych.
Na trzecią partię Tavares zmienił koncepcję rozgrywania o 180 stopni. Tym razem wręcz unikał gry środkiem, koncentrując się na grze skrzydłami. To pozwoliło Warcie wrócić do tego spotkania i ponownie rywalizować jak równy z równym z napędzonymi olsztynianami. Dopiero w decydujących fragmentach seta podopieczni Michała Winiarskiego uzyskali dwupunktowe prowadzenie, które utrzymali już do końca (25:23).
Oba zespoły spisywały się w tym spotkaniu znakomicie. W czwartym secie ponownie dała o sobie znać świetna zagrywka olsztynian. Po serii udanych serwisów Seweryna Lipińskiego gospodarze wypracowali sobie czteropunktowe prowadzenie (14:10). Jak szybko przewaga się pojawiła, tak szybko zniknęła - tym razem to goście mieli serię udanych akcji i wyszli nawet na prowadzenie.
Mimo tego, w decydujące fragmenty seta ponownie wchodziliśmy z wynikiem remisowym (21:21). Wówczas po stronie Zawiercia pojawiać zaczęły się błędy. Dwie zepsute zagrywki z rzędu, nieporozumienie w obronie i zwycięstwo olsztynian (25:22), które oznaczało tylko jedno. Kolejny tie-break w tym sezonie PlusLigi.
Jeśli ktokolwiek myślał, że cztery poprzednie sety pokazały nam wszystko, to był w błędzie. Pomimo zmęczenia, obie drużyny nie odpuszczały nawet na moment. Wybitne interwencje w obronie pokazywał Jakub Ciunajtis, ale skuteczności brakowało liderowi gospodarzy - Paweł Halaba miał problem ze skończeniem ataku i to goście przystępowali do zmiany stron z przewagą (8:4).
AZS stracił swój największy atut - zagrywkę. W całym secie popełnili aż siedem błędów w polu serwisowym i to zadecydowało. Zawiercianie nie wypuścili prowadzenia z rąk i wygrali tego seta (15:10). Z perspektywy całego meczu najuczciwszym wynikiem byłby remis, ale w siatkówce jest to niemożliwe. W kluczowym momencie podopiecznym Daniela Plińskiego zabrakło wyrachowania i to Zawiercie dopisało sobie kolejne zwycięstwo.
Indykpol AZS Olsztyn - Aluron CMC Warta Zawiercie 2:3 (20:25, 25:17, 23:25, 25:22, 10:15)
AZS: Tille, Karlitzek, Majchrzak, Hadrava, Halaba, Lipiński, Ciunajtis (libero) oraz Borkowski, Kozub, Szwarc, Cieślik;
Warta: Bołądź, Russell, Zniszczoł, Tavares, Kwolek, Bieniek, Popiwczak (libero) oraz Ensing, Nowosielski, Łaba, Markiewicz.
MVP: Miguel Tavares.