Bieżący sezon PlusLigi jest sporym rozczarowaniem dla suwalczan. Drużyna, która w ostatnich latach zazwyczaj nie była zaangażowana w walkę o utrzymanie, w tym sezonie zajmuje ostatnie miejsce w lidze.
Nieco wyżej znajdują się kędzierzynianie, jednak ich największym mankamentem jest nieumiejętność zamykania spotkań. ZAKSA w tym sezonie rozegrała aż sześć tie-breaków, spośród których wygrała tylko dwa - dzisiaj dołożyli kolejny, tym razem wygrany.
ZOBACZ WIDEO: Była Miss Polski nadal zachwyca. Właśnie odniosła sukces
Gospodarze kiepsko rozpoczęli to spotkanie. Podejmowali sporo ryzyka w polu serwisowym, ale zazwyczaj ich próby spełzały na niczym. Suwalczanie korzystali z prezentów dawanym ich przez podopiecznych Andrei Gianiego. Spore problemy z finalizacją ataków miał Rafał Szymura, było to zasługą dobrej gry blok-obrona rywali (15:17).
Kędzierzynianie mieli kłopot z czytaniem intencji Karola Jankiewicza. Trudno powiedzieć, by rozgrywający Ślepska prezentował wirtuozerskie zagrania - to była solidna, choć niezrównoważona gra. Jak zawsze, liderem zespołu był Bartosz Filipiak. Atakujący zdobył w sumie 8 punktów i poprowadził drużynę do zwycięstwa w pierwszej partii (21:25).
Poziom przyjęcia obu zespołów pozostawiał wiele do życzenia, zwłaszcza w drugim secie. Kiepski mecz rozgrywał Quinn Isaacson, w jego rozegraniu brakowało dokładności. Cierpiała na tym skuteczność kędzierzynian w ataku, która oscylowała w okolicach 40 proc. Drużyna Dominika Kwapisiewicza utrzymywała solidność i to wystarczyło na przekonujące zwycięstwo (19:25).
Nie wiemy, co włoski szkoleniowiec przekazał swoim podopiecznym, lecz na trzecią odsłonę tego meczu wyszli z zupełnie inną energią. Kędzierzynianie zdecydowanie lepiej przyjmowali, co przełożyło się na znacznie lepszą grę w ofensywie. Bardziej kreatywna gra popłacała - amerykański rozgrywający równomiernie dystrybuował piłki i rywale nie byli w stanie go rozczytać i to ZAKSA wygrała trzecią partię (25:19).
W czwartym secie wydawało się, że wszystko wraca do stanu z pierwszych dwóch odsłon. Ponownie gospodarze mieli spore problemy z finalizacją ataków, a suwalczanie szybko wypracowali sobie czteropunktowe prowadzenie (7:11). Wówczas jednak po ich stronie doszło do serii błędów i do głosu doszli kędzierzynianie (15:13). Tym razem to Ślepsk opuściła skuteczność w ataku i ZAKSA doprowadziła do tie-breaka (25:22).
Dwa stosunkowo łatwe wygrane sety zbytnio rozluźniły suwalczan. Im dalej w mecz, tym więcej niewymuszonych błędów. Gospodarze natomiast znakomicie grali w obronie i walczyli o każdą piłkę. Kędzierzynianie zachowali więcej spokoju i na zmianę stron schodzili z trzypunktową przewagą (8:5). Tej przewagi już nie roztrwonili i ostatecznie wygrali 15:10.
Z pojedynku dwóch drużyn, które podchodziły do niego z dwiema porażkami z rzędu zwycięsko wyszła drużyna gospodarzy. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zafundowała swoim kibicom kolejny pięciosetowy thriller wykorzystując, że drużynie Ślepska zabrakło sił w końcówkach.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Ślepsk Malow Suwałki 3:2 (21:25, 19:25, 25:19, 25:22, 15:10)
ZAKSA: Grobelny, Stajer, Rychlicki, Szymura, Jakubiszak, Isaacson, Fijałek (libero) oraz Rećko, Krawiecki, Szymański;
Ślepsk: Honorato, Nowakowski, Filipiak, Asparuchov, Smith, Jankiewicz, Mariański (libero) oraz Wierzbicki, Kwasigroch.
MVP: Igor Grobelny.