Siatkarze z Częstochowy przed spotkaniem z Resovią zajmowali przedostatnią pozycję w tabeli PlusLigi. Do Rzeszowa przyjechali jednak podbudowani zwycięstwem w 1/16 finału Pucharu Challenge ze słoweńskim OK Maribor. Tuż przed rozpoczęciem meczu, władze oraz kibice gospodarzy uhonorowali trenera Ljubomira Travicę, który prowadził rzeszowian w latach 2008-2011, a teraz wrócił na Podpromie już jako szkoleniowiec ekipy spod Jasnej Góry.
Wszelkie sentymenty zakończyły się wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Luciano De Cecco i Marcin Janusz prowadzili swego rodzaju rywalizację pod siatką o to, kto swoimi magicznymi dotknięciami piłki zaimponuje bardziej. Po stronie rzeszowian świetnie funkcjonowała gra w systemie blok-obrona, a Erik Shoji dwoił się i troił w obronie. Dzięki temu gospodarze wypracowali sobie kilkupunktowe prowadzenie na półmetku seta (17:12).
ZOBACZ WIDEO: Jakub Kiwior i jego żona zachwycili. Nagranie robi wrażenie
Pomimo bardzo dobrego przyjęcia, efektywność częstochowian w ataku była na bardzo niskim poziomie. Gra gospodarzy była daleka od ideału, lecz liczne błędy ekipy przyjezdnej pozwoliły im bez najmniejszego problemu wygrać pierwszą odsłonę spotkania (25:19).
Od samego początku spotkania bardzo nerwowo zachowywał się Milad Ebadipour. Każdy kolejny nieskończony atak czy błąd jeszcze mocniej frustrowały Irańczyka, którego próbowali podnieść na duchu koledzy z zespołu. Po stronie częstochowian brakowało lidera, który pociągnąłby zespół za sobą. Duże kłopoty z finalizacją ataku miał Patrik Indra, gdyż po stronie rzeszowian wciąż świetnie funkcjonował blok.
W barwach Resovii takim liderem w drugim secie był Klemen Cebulj. Słoweński przyjmujący miał kłopoty w przyjęciu, lecz w ataku był bardzo skuteczny i pozwolił rzeszowianom na utrzymywanie komfortowej 4-5 punktowej przewagi przez większość seta. Po wejściu Jakuba Kiedosa, częstochowianie zanotowali jeszcze chwilowy zryw, lecz było to zbyt mało, by zagrozić gospodarzom (25:22).
Trzecia odsłona tego meczu była zdecydowanie najbardziej zacięta. Częstochowianie zdali sobie sprawę, że jeśli wyeliminują swoje błędy to mogą być w stanie nawiązać równorzędną walkę z podopiecznymi Massimo Bottiego. I rzeczywiście tak było. Wynik przez większość seta oscylował w okolicach remisu (18:18).
O losach trzeciej partii zadecydowała dopiero emocjonująca końcówka. Siatkówka to gra błędów. Tych więcej popełniła Resovia, która nie wykorzystała swoich szans i ostatecznie przegrała 27:29.
Było to jednak zaledwie chwilowe odroczenie wyroku jaki rzeszowianie przygotowali dla swoich przeciwników. Podrażnieni porażką, błyskawicznie wypracowali sobie kilkupunktowe prowadzenie w czwartym secie (5:1) i kontrolowali jego przebieg. Kiedy Politechnika odrabiała punkty, wówczas Resovia wrzucała wyższy bieg i odzyskiwała wygodną przewagę (16:11).
Częstochowianie musieli ryzykować, co przełożyło się na rosnącą liczbę błędów. Niesieni dopingiem własnych kibiców gospodarze, mimo chwilowego zawahania, dokończyli to, co rozpoczęli niespełna dwie godziny wcześniej wygrywając 25:19. Trzy punkty zostały na Podpromiu, kolejne MVP w tym sezonie zgarnął Artur Szalpuk, a ekipa Travicy dopisała do swojego bilansu siódmą ligową porażkę z rzędu.
Asseco Resovia Rzeszów - Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa 3:1 (25:19, 25:22, 27:29, 25:19)
Resovia: Szalpuk, Demyanenko, Butryn, Cebulj, Poręba, Janusz, Shoji (libero) oraz Bucki, Nowak, Zatorski, Graham;
Politechnika: Ebadipour, Popiela, Indra, Lipiński, Adamczyk, De Cecco, Makoś (libero) oraz Jeanlys, Kowalski, Kiedos, Nowak.
MVP: Artur Szalpuk.