Odkąd Mateusz Bieniek w 2015 roku zadebiutował w reprezentacji Polski, jest w niej etatowym zawodnikiem. Uważa się go za jednego z najlepszych środkowych świata. Doprowadził Polskę do mistrzostwa globu i srebra igrzysk.
W tym sezonie go jednak nie oglądaliśmy, bo zdecydował się zawiesić reprezentacyjną karierę przynajmniej na rok z powodów zdrowotnych. Latem przeszedł operację, która miała mu zapewnić życie i grę bez bólu.
ZOBACZ WIDEO: Co oni zrobili?! Polacy zdobyli mistrzostwo świata!
Arkadiusz Dudziak, WP SportoweFakty: Czy z twoim zdrowiem jest już dobrze?
Mateusz Bieniek, środkowy reprezentacji Polski i Aluron CMC Warty Zawiercie: Zdecydowanie. Jak kończyłem tamten sezon, miałem problem z kolanem, plecami, a teraz jest bardzo dobrze. Wiadomo, czasem coś zaboli, ale życzyłbym sobie, żeby przez całą karierę mieć tylko takie bóle.
Jak selekcjoner zareagował na twoją decyzję o przerwie od kadry?
Zdawałem sobie sprawę, że Nikola Grbić może powiedzieć, że inni wejdą na moje miejsce i nie będę miał powrotu do kadry. Jednak byłem w takiej sytuacji, że w zasadzie nie miałem wyboru. Te problemy ze zdrowiem przeszkadzały mi już nie tylko w sporcie, ale także normalnym życiu. Nikola miał pewnie w głowie to, że kilka ostatnich sezonów reprezentacyjnych kończyłem z urazami. Zrozumiał, że potrzebuję zadbać o siebie.
Czy było tak, że codziennie musiałeś faszerować się przeciwbólowymi lekami?
Każdego dnia brałem tabletkę, żeby w ogóle móc trenować. Nie mam problemu, żeby wziąć jakąś pigułkę przed meczem czy w jakimś trudniejszym tygodniu, jednak to nie było normalne, a bywało i tak, że jedna tabletka na dzień nie wystarczała. Musiałem brać dwie. To powodowało, że byłem trochę przymulony. Z tego powodu ten czas był dla mnie trudniejszy psychicznie.
To wyzwalające uczucie nie myśleć o tym bólu. Teraz kiedy idę na trening nie zastanawiam się, czy kolano zaboli przy pierwszym skoku, drugim, a może już na rozgrzewce. Mogę myśleć sobie o siatkówce i jak fajną pracę wykonujemy.
Gdy oglądałeś mecz kadry, miałeś myśl: szkoda, że mnie tam nie ma?
Tak, czasem myślałem sobie, że fajnie byłoby tam być, ale zaraz nadchodził taki moment, kiedy mówiłem sobie. "Chłopie, w końcu masz wakacje. Wylecz się, odpocznij, bo nie wiesz, kiedy znowu będzie taka sytuacja".
Marcin Janusz, który także zrobił sobie przerwę od kadry, mówi, że jeszcze nie wie, czy jest gotowy przejść przez takie obciążenia, których wymaga reprezentacja.
Dopiero mamy grudzień i do początku sezonu reprezentacyjnego jest jeszcze kilka miesięcy. Muszę zobaczyć, jak będzie wyglądało moje zdrowie w kwietniu, maju. Nie miałoby sensu jechać na pół gwizdka, bo nie pomogę ani wtedy drużynie, ani sobie i jeszcze zabiorę komuś miejsce.
Ale jeśli wszystko będzie w porządku, to przyjmiesz powołanie?
Myślę, że tak. Jak będę zdrowy, to na pewno chciałbym podjąć rywalizację o wyjazd na najważniejsze turnieje. Teraz potrzebuję więcej czasu spędzić na siłowni i mieć trochę inny sposób przygotowań, bo moje ciało z wiekiem się zmieniło. Nikola Grbić to mądry facet i na pewno z nim się dogadam.
Ta przerwa od siatkówki ma ci zapewnić długowieczność chociażby w kontekście igrzysk w Los Angeles w 2028 roku?
Długowieczność w siatkówce zapewnia raczej kilkuletni brak gry w kadrze... Dobrymi przykładami są chociażby Mariusz Wlazły czy Matej Kazijski. W naszej dyscyplinie mamy specyficzny podział na sezon klubowy i sezon kadrowy, który trwa kilka miesięcy. Jeśli grasz tu i tu to twoja kariera zazwyczaj trwa krócej.
Od wtorku z drużyną rozpoczynacie rywalizację w Klubowych Mistrzostwach Świata w Brazylii. A ty jesteś jednym z niewielu Polaków, który już ma złoto tego turnieju (2019 rok z Lube - przyp. red.).
Tak, jestem szczęśliwy, że po siedmiu latach przerwy polski zespół zagra w KMŚ. Udało się tak poprzekładać mecze ligowe, że możemy tam jechać. To dla nas kolejna okazja, by się pokazać na świecie i by kibice z całego globu mieli okazję poznać Wartę Zawiercie.
Mieliście wiele spotkań w bardzo krótkich odstępach czasowych. Jak się czujesz z graniem co trzy dni od początku sezonu?
Od pierwszego dnia przygotowań szykowałem się na to, przede wszystkim mentalnie. Wiedzieliśmy, że będziemy grać cały czas co trzy dni. Starałem się do tego podchodzić tak, żeby nie narzekać, tylko koncentrować się na rzeczach ważnych: regeneracji i siłowni. Nie ma co się oszukiwać, przy tak intensywnym graniu nie było wiele czasu na treningi.
To wygląda tak, że gramy mecz, na drugi dzień się robi siłownię. Później następuje krótki trening z piłkami w hali i mamy znów kolejne spotkanie. Wszyscy w drużynie byli dobrze przygotowani na to i to pozwoliło nam tak dobrze przetrwać ten okres.
Pierwsza połowa sezonu w waszym wykonaniu była dobra, ale zaliczyliście kilka wpadek z JSW Jastrzębskim Węglem i Treflem Gdańsk. To kwestia zmęczenia?
To nie jest frazes, ale mamy naprawdę mocną ligę. Z każdą drużyną można stracić punkty, jeśli nie zagrasz na sto procent. To pokazuje, że mamy nad czym pracować. Jesteśmy świadomi mankamentów. Poza tym wiele zespołów z czołówki traci punkty, nie tylko my. Czasem są gorsze dni w sporcie i dobry przeciwnik umie to wykorzystać.
W zeszłym sezonie przedłużyłeś kontrakt do 2029 roku. Czteroletnie umowy w siatkówce niemal się nie zdarzają. Dlaczego zdecydowałeś się na taki krok?
Od kiedy przyszedłem do Zawiercia w 2023 roku, bardzo dobrze się czuję, przede wszystkim mentalnie. O nic się nie muszę martwić, jest świetna organizacja. Mamy kapitalny zespół, genialnego trenera, który rozumie potrzeby zawodników i o nich dba. Prezes rozumie ten sport i to też jest ważne. Mnie bardzo ucieszyło, że ten klub widział mnie w projekcie wybiegającym tak daleko w przyszłość i rozmowy nie trwały długo. Dzień i byliśmy dogadani. Siatkówka w Polsce będzie powoli szła w takie długoterminowe kontrakty.
A nie pomyślałeś nawet przez chwilę, że jak za dwa lata przyjdzie znakomita oferta finansowa z Japonii czy Turcji, to nie będziesz mógł z niej skorzystać?
Nie łudzę się, że dostanę nagle ofertę z Japonii czy z Turcji, która by mnie zwaliła z nóg. Po prostu środkowym się nie płaci milionów euro. Nie narzekam na nasze zarobki, bo są na świetnym poziomie, ale gracze na innych pozycjach zarabiają więcej. Dlatego cieszyłem się, że dostałem dobrą propozycję z Zawiercia i że widzieli mnie w tak długoterminowym planie.
Nie jesteś zresztą jedyny, zespół podpisał też długotrwałe umowy z Bartoszem Kwolkiem i Michałem Winiarskim. Mówi się także o długich kontraktach Jakuba Kochanowskiego i Tomasza Fornala, którzy w przyszłym roku mają przyjść do drużyny.
Dla mnie ważna jest stabilność. Trzon zespołu od kilku lat się nie zmienia. Samo zgranie na boisku jest dużo łatwiejsze. To słuszna droga do budowania zespołu.
Macie ambicję, by być hegemonem w Europie? Już rok temu byliście od seta od wygranej w Lidze Mistrzów.
W końcówce zeszłego sezonu mieliśmy tak wiele problemów zdrowotnych, że naprawdę wyciągnęliśmy tyle, ile się dało. Byliśmy o piłkę od przegrania awansu do finału PlusLigi. Jedna-dwie akcje i mogło nas nie być w finale Ligi Mistrzów. Z Perugią walczyliśmy do ostatniej kropli krwi, ale... głęboko wierzę, że będziemy mieli okazję się zrewanżować. Może nawet już w Brazylii.
Arkadiusz Dudziak, dziennikarz WP SportoweFakty