Asseco Resovia Rzeszów robi wszystko, aby odkurzyć wspomnienia wygranej w Tauron Pucharze Polski. Po latach czekania rzeszowska drużyna znów zagra w wielkim finale rozgrywek. Ostatni raz miało to miejsce w 2015 roku. Na ponowne zwycięstwo w krajowym pucharze Resovia czeka natomiast od 1987 roku.
W sobotę podopieczni Massimo Bottiego ponownie otworzyli sobie drogę do wygranej w rozgrywkach, eliminując w półfinale PGE Projekt Warszawę. Mecz mimo iż momentami wyglądał bardzo wyrównanie, ostatecznie zakończył się w trzech setach wygranych przez ekipę z Rzeszowa kolejno do 21, 22 i 22. O tym, co przeważyło szalę zwycięstwa na korzyść Resovii, mówił po meczu Marcin Janusz.
ZOBACZ WIDEO: Ma 40 lat. Była miss Polski wciąż zachwyca
- Myślę, że zadecydowała umiejętność nie pozwolenia przeciwnikowi na złamanie nas. Zaczęliśmy dobrze mecz, kontrolowaliśmy go, ale w każdym z setów były momenty, gdzie Warszawa szarpała i nawet wychodziła na prowadzenie. Grała w niektórych fragmentach zdecydowanie lepiej od nas, ale my potrafiliśmy wracać - co nie zawsze nam się zdarzało w lidze - przyznał w rozmowie z mediami.
- To bardzo cenne w takich meczach, które są trudniejsze, bo przegrywający od razu odpada. Presja jest więc zdecydowanie większa. Zagraliśmy jak dojrzały, dobrze zgrany zespół na bardzo wysokim poziomie i to bardzo cieszy - podkreślał kapitan rzeszowskiej drużyny, który został także wybrany najlepszym zawodnikiem półfinałowego spotkania.
W finale rywalem Asseco Resovii będzie Bogdanka LUK Lublin, która w półfinale stoczyła pięciosetowy bój z . Rzeszowianie są jedną z niewielu drużyn, która w tym sezonie pokonała mistrza Polski. W listopadzie Asseco triumfowała w ligowym starciu 3:2.
Niedzielny mecz to będzie jednak inna historia, a jak podkreśla Marcin Janusz, w walce o puchar wszystko może mieć znaczenie. - Zarówno my, jak i Lublin jesteśmy zespołami, które mają wiele atutów - czy to zagrywka, atak, czy blok, który jest znakiem szczególnym Lublina. Nie ma takiego jednego elementu, na który można wskazać - zaznaczał siatkarz.
Kto lepiej zregeneruje się po sobotnich półfinałach? - Bogdanka bardzo się zmęczyła swoim meczem. My natomiast graliśmy spotkanie trochę później, więc ta regeneracja też będzie miała znaczenie. Z doświadczenia jednak wiem, że gdy przychodzi taki mecz finałowy, na który naprawdę się czeka, to zmęczenie gdzieś cudownie znika - dodał rozgrywający.
Marcin Janusz doświadczenie w rozgrywkach Pucharu Polski ma spore. Reprezentant Polski trzykrotnie zdobywał trofeum, najpierw w 2016 roku z PGE Skrą Bełchatów, a potem w 2022 i 2023 roku z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Jak sam przyznaje, już zdążył zatęsknić za walką w finałowym turnieju. Co więc jest takiego niesamowitego w tej rywalizacji?
- To wszystko co się tutaj dzieje. Fakt, że spotykamy się w gronie jednych z najlepszych drużyn w lidze, kibiców jest bardzo dużo i cała otoczka, która przypomina tę podczas meczów reprezentacyjnych. To coś, co bardzo lubię. Lubię mecze, gdzie presja jest trochę większa, bo wtedy czuję, że gram lepiej. Długo takich spotkań nie grałem, dlatego byłem bardzo podekscytowany - wyjaśniał Janusz.
Przed finałem emocje pewnie jeszcze wzrosną i choć obie drużyny są ostatnio mocno obciążone kalendarzem zarówno krajowych, jak i europejskich rozgrywek, to należy się spodziewać zaciętej rywalizacji.
- Musimy być przygotowani na to, że Bogdanka jutro zagra najlepszy mecz w tym sezonie - zakończył kapitan Asseco Resovii.
Wielki finał Tauron Pucharu Polski pomiędzy Bogdanką LUK Lublin a Asseco Resovią Rzeszów zostanie rozegrany w niedzielę, 11 stycznia o godzinie 14:45.
Korespondencja z Krakowa - Kinga Filipek