Polska - Ukraina: niespotykany koniec spotkania

PAP / Jarek Praszkiewicz / Na zdjęciu: reprezentacja Polski siatkarzy
PAP / Jarek Praszkiewicz / Na zdjęciu: reprezentacja Polski siatkarzy

Piątek był drugim dniem rywalizacji w Silesia Cup. W katowickim Spodku reprezentacja Polski - grająca znów w eksperymentalnym składzie - zmierzyła się z Ukrainą. Wygrała 3:1, a mecz trzema asami zakończył Bartosz Gomułka.

W tym artykule dowiesz się o:

Silesia Cup to już tradycja. W piątek areną zmagań zawodników był katowicki Spodek, który w swojej historii gościł wiele ważnych wydarzeń siatkarskich, ze zwycięskim dla Biało-Czerwonych finałem mistrzostw świata na czele. I choć to dopiero początek sezonu reprezentacyjnego, czuć było atmosferę święta.

Selekcjoner Nikola Grbić ponownie dał szansę młodszym zawodnikom, dając jednocześnie odpocząć tym bardziej doświadczonym, którzy dopiero niedawno skończyli grę w klubach. Szansę dostali Bartosz Firszt, Marcel Bakaj czy Szymon Jakubiszak, a na boisku pojawili się także Sergiusz Serafin i Bartosz Zych. I choć trybuny Spodka nie wypełniły się po brzegi, to atmosfera - jak zawsze w tym miejscu - była świetna.

ZOBACZ WIDEO: Wsiedliśmy do auta za ponad 1,5 mln zł. Manufaktura z Czech

Początek spotkania był wyrównany i żadna z drużyn nie potrafiła uzyskać bezpiecznej przewagi. W polskiej ekipie rywali potężnymi atakami nękał Bartosz Gomułka, a po stronie rywali skuteczny był Dmytro Janczuk. Ukraińcy dobrze funkcjonowali też w bloku, co pozwoliło im uciec na kilka "oczek" (15:12, 21:17). Straty próbował odrabiać najbardziej doświadczony z Polaków Aleksander Śliwka, ale jego dobra gra to zbyt mało, by odwrócić losy inauguracyjnej partii.

Zmiany, jakich dokonywał Grbić niewiele pomogły. Ukraińcy kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie, choć zdarzały im się też słabsze momenty. W końcówce efektownym blokami popisali się Jakubiszak i Firszt, co pozwoliło obronić dwie piłki setowe. Trzeciej obronić się już nie udało i po ataku Janczuka liczna grupa kibiców z Ukrainy miała powody do radości.

Drugą partię Polacy rozpoczęli od dwóch udanych ataków Śliwki i to był dobry prognostyk, bo już przy stanie 6:2 trener Ukraińców Raul Lozano poprosił o czas. Argentyńczyk nie chciał pozwolić na to, by Biało-Czerwoni rozpędzili się i powiększali przewagę. Ta taktyka okazała się skuteczna. Po asie serwisowym Sinicy, bloku na Śliwce i udanym ataku na potrójnym bloku było po 9. Wtedy zainterweniował Grbić.

Polacy szybko wrócili do dobrej gry. W pole serwisowe wszedł Śliwka, a Ukraińcy mieli problem z przyjęciem. Po autowych atakach i wykorzystywanych przez Polaków kontrach było 16:10 dla Biało-Czerwonych. Gdy wydawało się, że będzie to jednostronny set, to do głosu zaczęli dochodzić Ukraińcy (20:17), a po chwili było już 22:22. Wtedy jednak na wysokości zadania stanęli Polacy, choć mieli też sporo szczęścia, gdy błąd w ataku popełnili Ukraińcy. Polska wykorzystała drugą piłkę setową i na tablicy wyników było 1:1 w setach.

W trzecim secie trener Grbić na boisko desygnował m.in. Michała Gierżota i Mikołaja  Sawickiego, którzy mieli odpowiadać za ofensywę. Gra w tej partii długo toczyła się punkt za punkt. Gdy któraś z drużyn zdołała odskoczyć na dwa punkty, to rywal błyskawicznie odrabiał straty. Jednak od stanu 14:14 to Polska była stroną przeważającą. Sześć punktów w dwóch ustawieniach pozwoliło uciec na dystans 5 punktów (20:15).

Wtedy wydawało się, że Polacy dopełnią formalności, ale nic bardziej mylnego. Ukraińcy rzucili się do odrabiania strat i po kilku minutach było już tylko 21:20 dla Biało-Czerwonych. Wtedy o czas poprosił trener Grbić, ale reprezentanci Ukrainy kontynuowali swoje natarcie. W końcówce na boisko wszedł nawet Śliwka, by uspokoić grę. I choć Ukraina doprowadziła do remisu 22:22, to decydujące momenty seta należały do Polaków, którzy wygrali 25:23.

Czwarta partia to także wyrównana gra obu ekip. Ponownie Polacy i Ukraińcy szli łeb w łeb, punkt za punkt i nikt nie potrafił wywalczyć sobie bezpiecznej przewagi. Znów o losach meczu zadecydowała zacięta końcówka. W niej błędów popełnili Polacy, a po trzech z rzędu asach serwisowych Bartosza Gomułki Spodek był w euforii. Biało-Czerwoni wygrali 25:21 i cały mecz 3:1.

Polska - Ukraina 3:1 (22:25, 25:23, 25:23, 25:21)

Polska: Lemański, Śliwka, Firszt, Bakaj, Jakubiszak, Gomułka, Granieczny (libero), Ciunajtis (libero) oraz Zych, Serafin, Nasevich, Majchrzak, Kiedos, Przybyłkowicz, Sawicki, Gierżot, Markiewicz.

Ukraina: Sinica, Janczuk, Kowalow, Welecki, Tonkonh, Szczurow, Pampuszko (libero) oraz Jewstratow, Kisiluk, Chelenyak, Szczytkow, Luban, Nałożnyj.

Z Katowic Łukasz Witczyk, dziennikarz WP SportoweFakty

Komentarze (4)
avatar
Krzysiek W
23.05.2026
Zgłoś do moderacji
11
1
Odpowiedz
Dla kogoś mniej zorientowanego dobrze byłoby napisać w pierwszych dwóch zdaniach ,że chodziło o mecz siatkówki..... 
avatar
Rysio
22.05.2026
Zgłoś do moderacji
8
1
Odpowiedz
Skąd ta miłość do Karaibów ? 
avatar
Michał1973
22.05.2026
Zgłoś do moderacji
12
1
Odpowiedz
Tytuł z d... 
avatar
Staszi
22.05.2026
Zgłoś do moderacji
21
2
Odpowiedz
Brawo nasze młode chłopaki. 
Zgłoś nielegalne treści