WP SportoweFakty.wp.pl – wiadomości sportowe, relacje live, wyniki meczów

Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

Wycinek z życia: Ivan Miljković - żywa legenda serbskiej siatkówki

W kolejnym odcinku cyklu przedstawiamy postać Ivana Miljkovicia, mistrza olimpijskiego z Sydney i wielokrotnego medalisty mistrzostw Europy.
Marcin Górczyński
Marcin Górczyński

Sport we krwi

Ivan Miljković przyszedł na świat w obecnie trzecim co do wielkości mieście Serbii - Niszu (wówczas był to teren Jugosławii). Podobnie jak w przypadku wielu gwiazd siatkarskich parkietów, również rodzice Serba zawodowo uprawiali sport. Otóż państwo Miljković zajmowali się piłką ręczną i początkowo młody Ivan pragnął pójść szlakiem wyznaczonym przez rodziców. - Przed siatkówką zajmowałem się piłką ręczną i czasami też pływaniem. Zainteresowanie tą pierwszą dyscypliną było głównie związane z karierami moich rodziców - oboje uprawiali piłkę ręczną - przyznał. Patrząc na aktualną sylwetkę zawodnika, trudno uwierzyć, że we wczesnych latach jego wątła budowa nie predysponowała go do piłki ręcznej. Naturalnym wyborem wydawał się więc sport, w którym kontakt z przeciwnikiem byłby ograniczony, a zarazem siła fizyczna nie byłaby głównym wyznacznikiem. - W szkole podstawowej trenowałem piłkę ręczną, ale byłem zbyt słaby i delikatnie zbudowany, więc zdecydowaliśmy się na siatkówkę. Okazało się to idealnym rozwiązaniem, bo siatkówka to nie jest sport kontaktowy i mój brak siły fizycznej nie był problemem - stwierdził.


Nasz bohater pierwsze kroki w świecie siatkówki stawiał w szkole podstawowej, w której to ostatecznie porzucił inne dyscypliny. W wieku 15 lat wątły młodzieniec, reprezentujący barwy Sportowca (zespół z Niszu), zwrócił na siebie uwagę przedstawicieli jednego z klubów ze stolicy Jugosławii - Belgradu. Działacze stołecznej drużyny dostrzegli drzemiący w nim potencjał i zachęcili gracza do przeprowadzki do największego miasta w kraju. Już po dwóch latach Ivanem zainteresował się jeden z najbardziej utytułowanych klubów w jugosłowiańskiej siatkówce, Partizan Belgrad. Przed 17-latkiem otworzyła się brama do wielkiej siatkówki, która w wielu przypadkach wiodła właśnie przez uznany klub ze stolicy. Był rok 1996.

Jak po latach przyznał sam zawodnik, przełomowe dla jego kariery okazały się pierwsze kontakty z drużyną narodową. Ówczesny selekcjoner Zoran Gajić docenił postępy młodego gracza i powołał go na jego debiutancki turniej - Mistrzostwa Świata w 1998 roku, odbywające się w Japonii. W Kraju Kwitnącej Wiśni Jugosłowianie udowodnili, że ich siatkówka rośnie w siłę. Ostatecznie okazali się gorsi tylko od włoskiej Generazione di Fenomeni, która po raz trzeci z rzędu sięgnęła po mundialowe złoto. - W 1998 roku selekcjoner drużyny narodowej Zoran Gajić powołał mnie do reprezentacji na mistrzostwa świata w Japonii. Jechałem tam jako trzeci atakujący, ale mimo to Gajić dał mi zagrać kilka spotkań na turnieju. I to było najważniejsze - jego wiara w to, że ja mogłem wtedy pomóc naszej drużynie narodowej i danie mi szansy. Cała moja kariera zaczęła się od tamtego powołania - wspominał. Trudno o lepszy początek reprezentacyjnej przygody niż medal mistrzostw świata. W dodatku zaledwie w wieku 19 lat.

Nadchodzą złote lata

Kibice w Jugosławii nie musieli długo czekać na kolejne powody do radości. Oczywiście w sukcesach partycypował Ivan. Mając niespełna 21 lat, stanowił o sile drużyny narodowej podczas Igrzysk Olimpijskich w Sydney. Razem z braćmi Nikolą i Vladimirem Grbić, Goranem Vujeviciem zapisali wspaniałą kartę w dziejach bałkańskiego sportu. Podopieczni trenera Gajicia prezentowali dobrą dyspozycję, jednak prawdziwy wybuch formy nastąpił dopiero w spotkaniach fazy pucharowej. Plavi w ćwierćfinale stoczyli heroiczny bój z mistrzami olimpijskimi z Atlanty - Holendrami. Zwycięstwo 3:2 dało przepustkę do walki o medale. W decydujących pojedynkach Jugosłowianie uporali się z Włochami oraz Rosjanami, rewanżując się Sbornej za porażkę w grupie. Ivan niespodziewanie przebił się do pierwszej szóstki i nie zawiódł zaufania selekcjonera. W poturniejowych rankingach został uznany trzecim najlepszym graczem podczas australijskiej imprezy. - Mogę czuć się szczęśliwcem, bo nie każdemu dane było zadebiutować w Igrzyskach Olimpijskich mając 20 lat i do tego od razu wygrać olimpijskie złoto - podsumował swoje osiągnięcie.

Miljković doprowadził serbską siatkówkę na szczyt  foto:plusliga.pl Miljković doprowadził serbską siatkówkę na szczyt  foto:plusliga.pl
Wspaniałe czasy jugosłowiańskiej siatkówki niezmiennie związane były z obecnością w składzie Ivana. By ocenić, jak ważną postacią dla kadry stał się Miljković, wystarczy spojrzeć na przebieg kolejnych turniejów. Jugosłowianie, będący wówczas na fali, także podczas Mistrzostw Europy 2001 okazali się bezkonkurencyjni. Tytuł MVP turnieju przypadł w udziale naszemu bohaterowi. Eksperci twierdzili, ze Ivan na wiele lat zdominuje rankingi najlepszych atakujących. Jak czas pokaże, przewidywania miały dużo wspólnego ze stanem rzeczywistym.

Pan MVP

Co prawda, od czasu wspomnianego złota europejskiego czempionatu, Jugosłowianie przez wiele lat nie sięgnęli po najwyższy laur, lecz Ivan wciąż należał do wyróżniających się graczy. Wystarczy spojrzeć na jego indywidualne nagrody: 3-krotnie MVP Ligi Światowej (2002, 2003, 2005), tytuły najlepiej punktującego, serwującego, a nawet blokującego w wielu światowych turniejach. Pod względem osiągnięć reprezentacyjnych żaden z europejskich zawodników nie może pochwalić się podobnym dorobkiem.

Brak złotych medali nie oznaczał, że jugosłowiańska siatkówka wpadła w dołek. Niemal z każdej międzynarodowej imprezie zawodnicy z Bałkanów przywozili krążek. Do wspomnianych wcześniej medali Ivan dołożył brąz ME (1999, 2005, 2007), aż sześć krążków w rozgrywkach Ligi Światowej (4 srebra i 2 brązowe medale). Od 2001 roku brakowało jednak triumfu w mistrzowskim turnieju. Musiało minąć okrągłe 10 lat, by Ivan (już jako reprezentant Serbii) stanął na najwyższym stopniu podium.

Pomimo niezliczonej liczby osiągnięć, Miljković wciąż oczekiwał kolejnych sukcesów. Okazją do poprawienia reprezentacyjnego dorobku były Mistrzostwa Europy 2011 w Austrii i Czechach. Podopieczni Igora Kolakovicia bez większych problemów dotarli do półfinału, w którym stoczyli morderczy bój z Rosjanami, głównymi kandydatami do złota. Niespodziewanie to Serbowie wywalczyli przepustkę do wielkiego finału. W decydującej rozgrywce siatkarze z Bałkanów ograli Włochów i po 10 latach mogli cieszyć się z powrotu na europejski tron. Olbrzymią rolę w tym triumfie odegrał Ivan, wybrany MVP całej imprezy. Jednocześnie był to pierwszy sukces Miljkovicia w roli kapitana Plavich. - Może nie byliśmy faworytami tego turnieju, nasi zawodnicy nie są najlepszymi zawodnikami Europy czy świata, ale pokazaliśmy, że grając z sercem i zaangażowaniem, tworząc wspaniałą atmosferę w drużynie, możemy wygrywać. Zdobywając złoty medal, pokazaliśmy wartość całej grup - wyliczał Serb. Jako najbardziej doświadczony zawodnik reprezentacji stał się liderem zespołu nie tylko na parkiecie, ale także w szatni. - Jest przywódcą naszej drużyny nie tylko z pełnionej funkcji kapitana. Przewodzi także mentalnie naszemu zespołowi - zaznaczył trener Igor Kolaković.

Złoto w europejskim czempionacie okazało się ostatnim sukcesem Ivana w kadrze. W kwietniu 2012 roku wydał oświadczenie, w którym ogłosił rozbrat z kadrą i podsumował 14 lat w reprezentacji. - Mam za sobą 14 lat ciężkiego treningu w ciągu lata, stresujących turniejów i finałów, jedenastogodzinnych lotów klasą ekonomiczną, spania na lotniskach itd. Lecz spędziłem również fantastyczny czas, poznając nowych ludzi, nowe kultury, nowe miejsca. Wygrałem wiele medali. Jednak byłem zazwyczaj bardziej podekscytowany po dobrym, długim meczu, który zabrał mi całą energię, niż z powodu medalu zawieszonego na szyi. To oznaczało, że dałem z siebie wszystko i zawsze byłem z tego powodu szczęśliwy - podkreślał. Gra w kadrze od zawsze oznaczała dla Miljkovicia wielką nobilitację. - Szczęśliwy? Tak, bardzo szczęśliwy. Szczęśliwy, ponieważ robiłem coś, co bardzo kocham robić. Smutny? Nie, absolutnie nie. Będzie wiele rzeczy, w których spróbuję zrobić to samo: być najlepszym. Nie mam pojęcia czy mi się uda, ale spróbuję, tak jak robiłem to przez 14 lat - zakończył.

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf.własna / materiały prasowe

Komentarze (2):

[ Anuluj ] Odpowiadasz na komentarz:

Dowiedz się jak umieszczać linki od tagów, pogrubiać tekst, itp.
  • Lipowy Batonik 0
    Szkoda , że nie było okazji oglądać go nigdy w Polsce.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
  • rbk17 0
    Istny morderca jeśli chodzi o atak. Wprawdzie Serbia ma teraz Atanasijevica, który jest głównym punktem w ataku Serbów ale to już nie to samo co Ivan.
    Odpowiedz Zgłoś Zablokuj
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (2)
Pokaż więcej komentarzy (2)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×
Sport na ×