Kokpit Kibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Skoki narciarskie
  • Tenis

PGE Atom Trefl Sopot cierpiał przez półfinał

Siatkarki PGE Atomu Trefla Sopot przegrały 1:3 pierwszy mecz w finale Orlen Ligi. Trener Lorenzo Micelli narzekał na sposób, w jaki zaplanowano finisz sezonu.
Sebastian Szczytkowski
Sebastian Szczytkowski
/ WP SportoweFakty / Iza Zgrzywa

PGE Atom Trefl Sopot zapewnił sobie przepustkę do finału w piątek, kiedy wygrał trzeci mecz z Impelem Wrocław. Miał szansę zakończyć rywalizację na wyjeździe, ale poległ w emocjonującej wymianie ciosów. Przez to półfinał ciągnął się w czasie. Chemik Police mógł wtedy spokojnie trenować.

- Trudno jest zagrać mecz o złote medale kilka dni po półfinale. Mam nadzieję, że w przyszłości organizacja będzie inna - zaznacza Lorenzo Micelli, trener PGE Atomu Trefla Sopot. - Siatkarki obu drużyn muszą być w takiej samej kondycji. Musiał być jakiś problem, ponieważ przegraliśmy sety 25:13 i 25:9, czego nie pamiętam w swojej karierze trenera. Na tym przestanę narzekać, ponieważ siatkówka ma dostarczać rozrywkę.

Po pierwszym akcie finału Chemik Police jest bliżej mistrzostwa Polski. Zatriumfował 3:1 dzięki znacznie lepszemu atakowi i niebezpiecznej zagrywce. W drugim i ostatnim secie wręcz zdemolował swojego przeciwnika.

Zobacz wideo: Rio pod względem bezpieczeństwa gotowe na igrzyska

- Grałyśmy falami. Pierwszy i trzeci set były w miarę na naszym poziomie i gra nam się układała. Pozostałe były słabe, ale po meczu otwierającym finał wiemy przynajmniej, nad czym musimy popracować i wyjdziemy z całkiem innym nastawieniem na następne pojedynki - obiecuje kapitan Anna Miros.

PGE Atom Trefl Sopot pokazał we wspomnianej trzeciej partii, że może być niebezpieczny dla faworyta. Wypracował sobie zaliczkę, a następnie doprowadził do walki na przewagi, którą wygrał mimo pięciu piłek meczowych Chemika. Problem w tym, że sopocianki rozsypały się po swoim sukcesiku.

- Czasem lepiej gra nam się na ostrzu noża, gdy wynik jest praktycznie nie do wyciągnięcia. Tak było przy pięciu piłkach meczowych Chemika. Stawiamy wszystko na jedną kartę, gra układa się, blok wychodzi. Nie wiem, dlaczego później nie potrafimy zagrać następnego seta z taką samą determinacją - zastanawia się Miros.

Polub Siatkówkę na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna

Komentarze (0):

    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×