O Paniach i Panach

Materiały prasowe / O Paniach i Panach
Materiały prasowe / O Paniach i Panach

Życie nie znosi próżni. Sportowe szczególnie. Ledwie zakończyły się zmagania olimpijskie, a my już mamy rywalizację kontynentalną.

O PANIACH

Panie mają pierwszeństwo i już walczą o mistrzostwo Starego Kontynentu. Turniej odbywa się w Serbii, Bułgarii, Chorwacji i Rumunii. Polki zostały wybrane (gospodarze mistrzostw mają prawo wskazać jednego rywala) przez Bułgarię do ich grupy. To miłe, ale nie ma co liczyć na gościnność rywalek, tym bardziej, że mecz zamykający fazę grupową Polska – Bułgaria zadecyduje, który z zespołów zakończy ten etap w roli lidera. Tak naprawdę ma to jednak wtórne znaczenie. Kluczowe dla obydwu drużyn będzie przeniesienie się z gościnnego Płowdiw do stolicy Serbii – Belgradu, gdzie rozegrane zostaną spotkania finałowe i o medale. Cztery lata temu drużyna Jacka Nawrockiego wdarła się do czwórki najlepszych drużyn Starego Kontynentu.

O Paniach i Panach
O Paniach i Panach

Wydawało się, że jesteśmy już blisko nawiązania do epoki „Złotek”. To jednak nie takie proste. Tuż po ostatnich mistrzostwach Europy doszło do przesilenia wewnętrznego w żeńskiej kadrze. Starania o olimpijskie paszporty zakończyły się niepowodzeniem. Potem była pandemiczna przerwa, a wyniki zespołu w tegorocznej Lidze Narodów nie napawały optymizmem. Irytację środowiska wywoływały także powtarzane już wielokrotnie stwierdzenia selekcjonera, że znów mamy młody i niedoświadczony skład, że rywalki mają więcej atutów. Wcale też w tworzeniu motywacji nie pomogły „plotki”, że trener chce podjąć pracę w jednym z czołowych klubów TAURON Ligi. Wydaje się jednak, że na czas rywalizacji w Płowdiw (miejmy nadzieję, że również w Belgradzie) dla drużyny powyższe zdarzenia i pogłoski nie mają znaczenia. Biało-Czerwone po trzech wygranych są już w 1/8 finału. Trzeba jeszcze tylko wygrać to spotkanie i ćwierćfinał i ruszać do stolicy Serbii. Niech nam nie będą straszne Serbki, Rosjanki, czy Turczynki. Rywalki może są groźne, utytułowane, ale w sporcie równie ważny jest mental. Dowiedli tego w turnieju olimpijskim siatkarze Francji, czy Argentyny. I tak o to przechodzimy do męskiej części tekstu.

O PANACH

Nasi siatkarze z Tokio wrócili na tarczy. Po krótkim oddechu zameldowali się w Spale – w olimpijskim komplecie, uzupełnieni o trzech kolegów którzy towarzyszyli im w przedolimpijskich przygotowaniach. To chwalebne, że olimpijczycy nie „wymiękli”, ale też wielce zobowiązujące przed mistrzostwami Europy, których znaczna część odbędzie się w Polsce. Polscy, fantastyczni kibice nie tyle oczekują, ile niemal żądają medalu, i to najlepiej złotego. Skoro miało być złoto olimpijskie, to tym bardziej złoto Europy zdaniem fanów być musi. To jednak wcale nie takie proste. Trener Vital Heynen podczas niedzielnego spotkania z mediami od razu zastrzegł: nic o igrzyskach – pytajcie tylko o europejską rywalizację. To ma chronić zawodników przed poolimpijską traumą. Czy ten psychologiczny zabieg okaże się skutecznym? Oby! W Krakowie Polacy w grupie mają nieobecnych w Tokio Serbów, dla których ta absencja była ogromnym szokiem. Mieli jednak wiele czasu by z tego wstrząsu się otrząsnąć i skupić na nowym zadaniu, które chcą zrealizować w Polce.

O Paniach i Panach
O Paniach i Panach

Tylko katastrofa mogłaby sprawić, by Biało-Czerwoni nie wystąpili w Gdańsku, w fazie 1/8 i ćwierćfinale.
Nie mniej od etapu gdańskiego, aż po finalny katowicki, każdy kolejny mecz będzie potyczką o życie. W każdym z nich możemy trafić na rywali mających podobne aspiracje i plany.

Czy wicemistrzów olimpijskich Rosjan, przepraszam Rosyjski Komitet Olimpijski satysfakcjonuje srebro? Włosi pod wodzą nowego trenera Ferdinado de Giorgiego mają podobnego poolimpijskiego „kaca”, jak nasi, a w dodatku ich obecny selekcjoner (w 2017 roku prowadził naszą drużynę) może mieć osobiste motywacje by zrobić Polakom kłopot. Francuzi – też pod wodzą nowego trenera, legendarnego Bernardo Rezende wcale nie muszą się czuć „nakarmieni” olimpijskim złotem.
Jak uważa mój przyjaciel Mariusz Szyszko nasza drużyna ma wszelkie powody, by tryumfować 19 września w katowickim Spodku. Pamięta on, pamiętamy i my doskonale 21 września 2014 i nasze mistrzostwo świata w mekkce polskiej siatkówki. Nie tylko tradycja zobowiązuje. Zdaniem byłego reprezentanta Polski, olimpijczyka, naszymi argumentami są: po pierwsze; gra przed polskimi kibicami, którzy o ile sytuacja pozwoli wypełnią hale do ostatniego miejsca; po drugie, bo jesteśmy najlepszym zespołem na świecie, i to dwukrotnie z rzędu; po trzecie mamy w składzie Wifredo Leona, uznawanego za jednego z – lub nawet za najlepszego siatkarza globu; po ostatnie, bo po prostu powinniśmy udowodnić, ze najlepszy skład w historii polskiej siatkówki nie zmarnował 2021 roku.

I kończąc – nawet medal złoty mistrzostw Starego Kontynentu nie zwalnia PZPS-u z obowiązku analizy niepowodzenia w turnieju olimpijskim, a przede wszystkim wyciągnięcia zeń odpowiednich wniosków. Teraz jednak wychodzimy naprzeciw „czarom” trenera i zostawiamy temat na czas po mistrzostwach. Niech rozliczenie igrzysk nastąpi najwcześniej po 19 września.

Janusz Uznański
Dyrektor Komunikacji i PR
Rzecznik
Polski Związek Piłki Siatkowej

Komentarze (1)
avatar
Legia za opozycją
24.08.2021
Zgłoś do moderacji
0
0
Odpowiedz
Panowie kompletnie skompromitowali się w Tokio jak nasze piękne siatkarki w Lidze Narodów! Mam nadzieję, że Panie na Euro namieszają i uprzykrzą życie mocnym drużynom! A Panowie muszą zmazać pl Czytaj całość
Zgłoś nielegalne treści