Po zakończeniu sezonu 2024/2025 z pracą trenera kadry A polskich skoczków pożegnał się Thomas Thurnbichler. Zimą wiele mówiło się o nieporozumieniach między Austriakiem a prowadzonymi przez niego zawodnikami. Tuż po zawodach w Planicy Thurnbichlera bez ogródek skrytykowali Dawid Kubacki i Aleksander Zniszczoł. Teraz głos na temat sytuacji w polskim sztabie zabrał Kamil Stoch, który udzielił wywiadu serwisowi skijumping.pl.
Stoch w zeszłym sezonie trenował indywidualnie z Michalem Doleżalem. Czech nie miał jednak dostępu na wieżę trenerską, więc to Thurnbichler dawał trzykrotnemu mistrzowi olimpijskiemu sygnał do startu. Zdaniem 37-latka prowadziło to do zgrzytów.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Poznajesz? Miss mundialu wszystkich zaskoczyła
- Samo postawienie zakazów i barier sprawiło, że coś było nie tak, że były napięcia. W tym staraliśmy się funkcjonować, ale problemem było też to, że trener (Stochowi chodzi o Doleżala - przyp. red.) czasami późno dostawał materiał wideo - chodziło o kiepski zasięg na skoczni - mówił
Zdaniem Stocha nie była to sytuacja komfortowa dla trenera i skoczka. - Jak trener nie widzi tego na żywo, to wchodzimy bardzo w szczegóły. Lepiej jest zobaczyć skok na żywo i dać jedną konkretną uwagę. Na tej uwadze zawodnik powinien bazować i starać się coś poprawić. Jak wchodzisz w szczegóły, to zawodnik zaczyna za bardzo się wkręcać i chce upilnować za wiele rzeczy - dodał.
Chociaż współpraca Stocha i Thurnbichlera była daleka od ideału, to skoczek stwierdził, że ich pożegnanie nastąpiło w "poprawnych relacjach". Dodajmy, że nowym trenerem polskiej kadry A został Maciej Maciusiak, który wcześniej był asystentem w sztabie Austriaka.
Z kolei Thurnbichler został zatrudniony przez niemiecką federację. Będzie pracował z kadrą B.