Polacy zawiedli na całej linii w sobotnim konkursie w Wiśle. Wówczas pisaliśmy, że sytuacja związana ze skokami w naszym kraju jest bardzo zła (więcej -> TUTAJ). Na szczęście podopieczni Macieja Maciusiaka błyskawicznie się zrehabilitowali i dali powody, by patrzeć w przyszłość z optymizmem.
Kacper Tomasiak zajął 5. miejsce w niedzielnej rywalizacji, z kolei Piotr Żyła zakończył ją na 7. pozycji. Kazimierz Długopolski pozostaje jednak ostrożny w kolejnych prognozach.
ZOBACZ WIDEO: Co dalej z trenerem polskich skoczków? Stanowcza reakcja
- Przede wszystkim nie patrzyłbym na rzeczywistość przez różowe okulary. Wciąż mamy wiele problemów. Dawid Kubacki, Aleksander Zniszczoł i Kamil Stoch pozostają pogrążeni w kryzysie, bo przecież nie będziemy cieszyć się z lokaty w trzeciej dziesiątce. Dzięki wyczynom Tomasiaka i Żyły jesteśmy zadowoleni po niedzieli, ale to były wyniki ponad stan, które bardzo trudno utrzymać - mówi WP SportoweFakty były trener i sędzia skoków narciarskich Kazimierz Długopolski.
Nadchodzą kłopoty?
Po tym, co nasz rozmówca zobaczył w sobotę, nie wierzył w błyskawiczne przełamanie. Zwłaszcza takiego kalibru. - Przyznaję to otwarcie. Polacy mnie pozytywnie zaskoczyli. Ja jednak w dalszym ciągu spoglądam na kolejne konkursy z niepokojem. W Klingenthal i Engelbergu nie spodziewam się już lokat w czołowej piątce ani walki o podium. Zwyczajnie dziś to nie jest nasz poziom - podkreśla ekspert.
- Oczywiście chciałbym się mylić, bo zawsze dobrze życzę naszym reprezentantom, ale oceniając całokształt kadry, nie mogę oceniać stanu faktycznego inaczej. Za to nie sądzę, byśmy musieli czekać na lepsze rezultaty przez długie lata, a polskie skoki narciarskie były w ruinie. Ten rok raczej jeszcze nie będzie przełomowy, ale niebawem los może się do nas uśmiechnąć - dodaje Długopolski.
"Trzeba twardo stąpać po ziemi"
Polska kadra jest najstarsza w stawce Pucharu Świata. Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła są już u schyłku kariery. Skoczek z Zębu zapowiedział, że bieżący sezon będzie jego ostatnim.
Tymczasem wielu ekspertów powtarza, że następców nie widać. - Z tym akurat się nie zgodzę. Mamy przede wszystkim świetnie zapowiadającego się Kacpra Tomasiaka. Przed sezonem spodziewałem się, że on będzie liderem naszej kadry i na razie to się potwierdza. Tak powinno pozostać do końca sezonu. Nie sądzę, że starsi skoczkowie namieszają i powalczą o wielkie sukcesy. Po prostu najlepsze lata kariery mają już za sobą - podkreśla nasz rozmówca.
- Niemniej na horyzoncie widać więcej młodych adeptów o potencjalne zbliżonym do Tomasiaka. Oni jeszcze muszą trochę okrzepnąć i ustabilizować formę. Efekty powinny się pojawić za jakieś 2 lata. Wprawdzie nie sądzę, byśmy doczekali tak wielkich sukcesów, jak miało to miejsce w latach ubiegłych, ale nie wypadniemy z solidnego, dobrego poziomu. Złote pokolenie, które się trafiło, rozbudziło nasze apetyty i zwiększyło wymagania. Trzeba jednak twardo stąpać po ziemi - podsumowuje Kazimierz Długopolski.
Bogumił Burczyk, dziennikarz WP SportoweFakty