Do kuriozalnej sytuacji doszło podczas niedzielnego konkursu PŚ w skokach narciarskich w Wiśle. Zwykle przerwa między jedną a drugą serią trwa 15, maksymalnie 20 minut. Tym razem skoczkowie i kibice czekali aż 40 minut na rozpoczęcie finałowej kolejki.
Powód? Bieg pościgowy mężczyzn w biathlonie w Oestersund. Okazało się, że to telewizja z jednego kraju zdecydowała, że przerwa w Wiśle trwała aż tak długo. Kulisy tej decyzji ujawnił dla WP SportoweFakty Adam Małysz.
- Niemiecka telewizja na żywo chciała pokazać biathlon. Zgłosili to FIS-owi, a FIS trochę narzucił nam tak długą przerwę. Polska telewizja nie robiła jednak problemów, dogadali się i można było ten konkurs przeprowadzić - powiedział prezes PZN.
- Z jednej strony przerwa dla skoczków była długa, ale z drugiej mieli więcej czasu, by przygotować się porządnie do drugiego skoku - dodał.
ZOBACZ WIDEO: Tomasiak radzi sobie z presją? Kot nie ma wątpliwości
Przerwa na pewno nie wybiła z rytmu kibiców, którzy zarówno w sobotę, jak i niedzielę stworzyli na skoczni w Wiśle świetną atmosferę. W niedzielę, gdy Piotr Żyła i Kacper Tomasiak walczyli o podium, można było wręcz poczuć się jak za najlepszych lat w polskich skokach, gdy w Wiśle czy Zakopanem ciężko było usłyszeć cokolwiek innego poza krzykami kibiców i trąbkami.
Oba konkursy w Wiśle obejrzał komplet 6 tysięcy fanów. Adam Małysz nie miał problemu ze wskazaniem, skąd tak dobry wynik frekwencyjny. - Nie zrobiliśmy wygórowanych cen za bilety i to przyniosło efekt. Czasami warto dać niższe ceny tych wejściówek, ale mieć skocznię wypełnioną. Ludzie przyszli, dopingowali, cieszyli się z rywalizacji i o to chodzi - mówił.
W niedzielę fani dostali nagrodę za swoją wytrwałość. Rewelacyjnie spisał się przede wszystkim Tomasiak: 18-latek kapitalnie wytrzymał presję. Na półmetku zajmował 5. pozycję i utrzymał ją po drugim skoku, mimo że skakał z mocnym wiatrem w plecy.
- Widać, że jest mocny psychicznie. W sobotę był trochę zestresowany. W niedzielę to jednak zupełnie u niego puściło i efekty na skoczni były piorunujące - opisał Małysz.
Na słowa pochwały zasłużył też Żyła. Po pierwszej serii cieszynianin był nawet drugi i przegrywał tylko z rewelacyjnym Ryoyu Kobayashim. W finale nie skoczył jednak tak imponująco, spadł na 7. miejsce, ale to i tak zdecydowanie jego najlepszy start w tym sezonie.
- W pierwszym skoku Piotr wreszcie poszedł na całość i to przyniosło efekt. W drugim już trochę przesadził. Jak leciał i zobaczyłem jego wysokość, to pomyślałem, że z tego może daleko skoczyć tylko Prevc (zwycięzca konkursu - przyp. red.). Ostatecznie nie było źle. Jeszcze przed konkursem dwóch Polaków w dziesiątce bralibyśmy w ciemno - podkreślił prezes PZN.
- Zrobiliśmy wreszcie krok do przodu. Miejsca i przede wszystkim skoki Kacpra oraz Piotra mogą napawać optymizmem przed kolejnymi konkursami. Kadra latem wykonała naprawdę ciężką pracę i prędzej czy później to musiało przynieść efekt - dodał.
Kolejne konkursy PŚ, 13 i 14 grudnia, odbędą się w niemieckim Klingenthal.
Z Wisły Szymon Łożyński, dziennikarz WP SportoweFakty
a ty decyzyjny ! kpina !