Miała być walka z czołówką, jest dopiero 20. miejsce Piotra Żyły w niedzielnym konkursie w Klingenthal. Słabo wypadli też pozostali Polacy, lokatę niżej uplasował się Paweł Wąsek, a Dawid Kubacki zakończył zmagania na 28. pozycji. Szczerze dyspozycję Biało-Czerwonych skomentował w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" prezes Polskiego Związku Narciarskiego, Adam Małysz.
Utytułowany były skoczek narciarski podkreśla przede wszystkim brak stabilizacji. Poruszony został ponadto temat Turnieju Czterech Skoczni, w którym będziemy mogli wystawić nie sześciu, a pięciu skoczków. Kogo odstawić?
ZOBACZ WIDEO: Huknął jak z armaty! Bramkarz nie miał żadnych szans
- Trudno byłoby, gdyby wszyscy skakali dobrze i trzeba tylko jednego wyrzucić. Tutaj mamy taką niestabilność, że raz jest jeden w trzydziestce, za chwilę inny. Nie ma kogoś, kto totalnie odstaje od innych, bo w kolejnym konkursie znowu jest lepszy. Trudne zadanie - zaznaczał Małysz.
Czy Polacy odpalą w Engelbergu? Prezes PZN odpowiedział jasno. - Oby tak było. Nie chcę już nic deklarować czy obiecywać. Sami widzimy, że te nasze skoki nie są w takim miejscu, w jakim powinny być - podkreślił stanowczo 48-latek.
Małysz nie sądzi jednak, że Engelberg będzie przełomowy. - Trudno o tym marzyć - zaznacza. Wspomina też o kilku dniach przerwy, które polscy skoczkowie mogą wykorzystać na dodatkowe treningu. Otwarta jest m.in. skocznia w Zakopanem.
Konkursy Pucharu Świata w Engelbergu odbędą się 20 i 21 grudnia.