2004 rok. 17-letni Kamil Stoch siada na belkę startową Wielkiej Krokwi. Otwiera konkurs indywidualny. Tłumy okrzykami i dmuchaniem w trąbki zagrzewają go do walki. Nie pomaga. W swoim debiucie w Pucharze Świata skacze 105,5 metra. Za krótko na drugą serię. Na zeskoku macha zrezygnowany dłonią - nie tak to sobie wyobrażał.
21 lat później Stoch jest królem Zakopanego. Wygrał na Wielkiej Krokwi pięć pucharowych konkursów. Pierwsze zwycięstwo, symboliczne, odniósł w ten sam dzień, gdy po raz ostatni w PŚ w Zakopanem skakał Adam Małysz. Zna na tej skoczni każde miejsce. Wszystko co dobre, szybko się jednak kończy. W niedzielę Stoch po raz ostatni w swojej karierze skoczy w PŚ w Zakopanem.
ZOBACZ WIDEO: Tak kibice podsumowali nieobecność Piotra Żyły podczas PŚ w Zakopanem
Przyjechali dla niego
- Życzę mu po prostu zwycięstwa. To byłoby wspaniałe ukoronowanie jego kariery - mówi nam pan Paweł z Warszawy. Na skoki w Zakopanem przyjeżdża od 15 lat. Był między innymi w 2011 roku, gdy pierwszy z trzech konkursów wygrał Małysz, a dwa dni później najlepszy był Stoch.
- Pamiętam te zawody. Niesamowita dramaturgia. Adam wtedy upadł, na skoczni zrobiło się bardzo cicho. Targały mną wtedy przeróżne emocje. Z jednej strony martwiliśmy się o zdrowie Małysza, a z drugiej nerwowo czekaliśmy na drugą serię, bo prowadził Stoch. Kamil świetnie zniósł presję i już wtedy pokazał, że jest skokowym killerem - dodaje.
Tysiące kibiców w Zakopanem nie ukrywało już w sobotę, że do przyjazdu do Zakopanego w tym roku motywował ich jeden cel. - Całą swoją karierą Kamil zasłużył, żebyśmy byli tutaj razem z nim. Dawał nam tyle radości przez lata, że po prostu nie wyobrażałam sobie, by zostać w domu i ten ostatni weekend w Zakopanem Kamila oglądać na kanapie - podkreśla pani Danuta z Krakowa, która pod Wielką Krokiew przyjechała - tak jak w poprzednich sezonach - z grupą znajomych.
Tłumy kibiców i nie tylko
O tym, że w niedzielę szykuje się wielkie wydarzenie świadczy też fakt, że z trybun na żywo zawody obejrzą dwaj prezydenci RP: obecnie urzędujący Karol Nawrocki i jego poprzednik Andrzej Duda. Pierwszy z wymienionych zamierza osobiście podziękować Stochowi za wiele lat startów i przynoszenia ogromnych sukcesów Polsce.
Ci, którzy liczyli, że zobaczą Stocha w akcji także podczas sobotniego konkursu duetów, srogo się jednak rozczarowali. Trzykrotny mistrz olimpijski słabo zaprezentował się w kwalifikacjach. Zajął w nich dopiero 33. miejsce i przegrał rywalizację o miejsce w składzie z Kacprem Tomasiakiem i Dawidem Kubackim.
- Dla mnie Zakopane jest wyjątkowe i chciałem tu wystąpić w obu konkursach, ale czasem tak jest. Trzeba zaakceptować to, co jest - boli, ale to akceptuję - mówił wyraźnie rozczarowany po eliminacjach Stoch. Zaraz jednak dodał, że jest gotowy na to, co będzie działo się w niedzielę.
Później już pod skocznią cieszył się jak dziecko z sukcesu kolegów. Tomasiak i Kubacki stanęli na wysokości zadania. Wykorzystali nieobecność w Zakopanem kilku najlepszych skoczków świata i po pasjonującej batalii zajęli 3. miejsce. Zachwycał przede wszystkim 18-latek, który w ostatniej kolejce nie dał żadnych szans Granerudowi i wprowadził Biało-Czerwonych na najniższy stopień podium.
Rozesłano alerty. Konkurs zagrożony?
Wychodząc ze skoczni przemarznięci fani cieszyli się z sukcesu Polaków, ale myślami byli już przy niedzieli i symbolicznym pożegnaniu legendy. Wielu obawiało się jednak, czy będzie możliwe jakiekolwiek skakanie.
Już w sobotnie wczesne popołudnie kibice w Zakopanem otrzymali alerty RCB z ostrzeżeniem pogodowym. Przez całą niedzielę prognozowane są silne opady śniegu i bardzo mocny wiatr - w uśrednionych pomiarach 7 m/s. Jeśli niekorzystne prognozy się sprawdzą, to jakiekolwiek skakanie tego dnia na Wielkiej Krokwi będzie bardzo utrudnione.
Kibicom pozostaje zatem z niecierpliwością czekać, co przyniesie pogoda. Jeśli warunki pozwolą, to oni staną na wysokości zadania i stworzą niezapomnianą dla Stocha atmosferę. Na pewno zainteresowanie tymi zawodami będzie jeszcze większe niż w sobotę. Wielu kibiców, których można było spotkać na Krupówkach jeszcze przed zmaganiami duetów, pytało tzw. koników o możliwość zakupu biletu przede wszystkim na niedzielę, by móc na żywo patrzeć na dwa ostatnie skoki legendy polskiego sportu na Wielkiej Krokwi w PŚ.
Z Zakopanego Szymon Łożyński, dziennikarz WP SportoweFakty