Były fizjoterapeuta kadry skoczków narciarskich Rafał Kot jest niezwykle dumny z osiągnięcia swojego syna Macieja, który w niedzielnym konkursie w Lillehammer zajął drugie miejsca, mając tylko 0,6 punktu straty do zwycięzcy Kamila Stocha.
Była to trzecia sytuacja w historii, w której dwaj Polacy stanęli razem na podium w konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich. Maciej Kot dokonał tego po raz pierwszy w życiu.
- Tyle czasu Maciek jest w kadrze, tyle czasu czekaliśmy na podium PŚ, a ciągle coś stawało mu na przeszkodzie. W miniony weekend wreszcie odniósł wspaniały sukces. Muszę przyznać, że bardzo to przeżyłem - mówi w rozmowie z WP SportoweFakty Rafał Kot.
Ojciec 25-letniego skoczka nie ma wątpliwości, że tak wysoka forma jego syna to efekt pracy z nowym trenerem Stefanem Horngacherem.
ZOBACZ WIDEO: Fortuna liczy na historyczyny sukces. "Polacy zdobędą złoto w Pjongczang"
- W ostatnich latach były różne zawirowania aż w końcu przyszedł nowy trener, który wprowadził nowe metody. Okazało się, że skoczkowie powinni skakać w taki sposób, jak chcieli wcześniej. Trzeba było tylko to oszlifować - uważa Rafał Kot.
- Maciek i pozostali zawodnicy doskonale rozumieją się ze Stefanem, a efekty ich wspólnej pracy przyszły bardzo szybko. Sukcesy są wielkie. Najpierw wygrywamy konkurs drużynowy w Klingenthal, a później Kamil Stoch i Maciek zajmują dwa pierwsze miejsca w konkursie indywidualnym w Lillehammer. A to przecież nie koniec, bo dochodzą zawodnicy, którzy punktują w drugiej dziesiątce Pucharu Świata - dodaje.
Ojciec Macieja Kota przyznaje, że początek sezonu w wykonaniu Polaków jest dla niego pewnym zaskoczeniem.
- Wyniki konkursów na początku sezonu są po prostu wymarzone! Nie sądziłem, że będzie aż tak dobrze - zaznacza.
Po pierwszej serii niedzielnego konkursu w Lillehammer prowadził Kamil Stoch, a Maciej Kot zajmował piąte miejsce. Po drugiej podwójny mistrz olimpijski z Soczi utrzymał prowadzenie, a jego młodszy kolega znalazł się tuż za nim - na pozycji drugiej.
- Przy pierwszym skoku Maciek miał ekstremalnie trudne warunki atmosferyczne, ale poradził sobie z nimi bardzo dobrze. W drugiej serii trafił na tylni wiatr. Wiedziałem, że jeżeli te warunki się utrzymają, to wskoczy na podium, bo wiedziałem, że umie skakać przy takich wiatrach. I faktycznie tak się stało. Różnica między nim a Kamilem okazała się bardzo mała, ale koniec końców najważniejsze, że dwóch Polaków stanęło na podium - podkreśla Rafał Kot.
- Praca Stefana Horngachera zaczyna procentować. Jest jeszcze parę rzeczy do poprawienia, ale myślę, że nasi skoczkowie zdążą je poprawić przed mistrzostwami świata w Lahti - kończy.
Michał Bugno