Zabrakło 0,06 sekundy. Polak był blisko półfinału!

Getty Images / Foto Olimpik/NurPhoto / Na zdjęciu Oskar Kwiatkowski podczas zawodów Pucharu Świata w Krynicy
Getty Images / Foto Olimpik/NurPhoto / Na zdjęciu Oskar Kwiatkowski podczas zawodów Pucharu Świata w Krynicy

Aleksandra Król-Walas i Oskar Kwiatkowski na ćwierćfinałach zakończyli rywalizację we włoskiej Cortinie. Miasto przyszłorocznych igrzysk olimpijskich było jednak świadkiem niecodziennych scen. Także z udziałem reprezentantów Polski.

W tym artykule dowiesz się o:

Weekend w Cortinie rozpoczął się od sobotniego wieczora w miejscowej knajpie, w której wylosowano kolejność startową w kwalifikacjach slalomu równoległego. Organizatorzy wymyślili dość osobliwy sposób. Snowboardzistki i snowboardziści ustawiali się w linii. Każda czwórka miała do wykonania proste ćwiczenia fizyczne na czas.

Zwycięzca niecodziennych zmagań (a potem ten z miejsca drugiego, trzeciego itd.) wybierał jedną spośród butelek ustawionych na stołach. Pod każdą znajdował się przyklejony numer. To on ostatecznie decydował o kolejności startowej. Polka wylosowała piętnastkę. Oskar nie losował, bo przed imprezą znajdował się poza światową szesnastką.

ZOBACZ WIDEO: Aleksandra Król rywalizuje nie tylko na snowboardzie. Nietypowa walka o numery startowe


Kwalifikacje

W każdym kolejnym starcie można było mieć nadzieję na lepsze wyniki naszych reprezentantów. Król-Walas w kwalifikacjach zajęła 11. lokatę. Od początku było jasne, że z kobiet to ona ma największe możliwości w polskiej kadrze. W drugiej rundzie kwalifikacyjnej odpadła Maria Bukowska-Chyc, a w pierwszej Weronika Dawidek oraz Olimpia Kwiatkowska (przez dyskwalifikację).

Najlepsza z Polek musiała mierzyć się z rzadko spotykanym problemem. Król-Walas, która startuje w elektrycznie ogrzewanych skarpetkach, niechcący włączyła je na pełną moc. Zazwyczaj włącza "dwójkę", a startowała z... "dziesiątką" na potencjometrze. Mimo problemów wystartowała, dojechała do mety i, tak szybko jak to możliwe, wyłączyła ogrzewanie. Po starcie bagatelizowała problem, który stał się raczej powodem żartów niż realnym kłopotem.

Realnym natomiast był uraz, przez który Król-Walas musiała po każdym starcie korzystać z pomocy fizjoterapeuty. W poprzednich zawodach Pucharu Świata, w Chinach, odczuwała kontuzję, jednak we Włoszech ta dała o sobie znać nieco mocniej.

Kwiatkowski natomiast bardzo słabo poradził sobie w pierwszym przejeździe, po którym nie było pewności awansu do drugiej rundy kwalifikacyjnej. Ostatecznie, przed decydującymi starciami, wywalczył 15. miejsce. Po pierwszym przejeździe odpadli Michał Nowaczyk i Andrzej Gąsienica-Daniel.

Finały

W 1/8 finału Król-Walas trafiła na Włoszkę Lucię Dalmasso. Polka pewnie pokonała reprezentantkę gospodarzy, aby w ćwierćfinale zmierzyć się z Austriaczką Sabine Payer. Biało-czerwona przegrała różnicą 0,49 sekundy.

- Nie mam sobie nic do zarzucenia. Sabine bardzo dobrze pojechała i to po szybszym torze. Starałam się gonić, ale efekt znamy - przyznała z uśmiechem Aleksandra. - Skarpetki to akurat nie był problem, i tak lubię mieć ciepłe stopy, ale pośladek rzeczywiście bardzo mi doskwiera. Fizjoterapeuta po każdym przejeździe próbował coś z nim robić, masował mnie, ale obecnie już ledwo chodzę. Wciąż mnie boli. To mocne naciągnięcie mięśnia, ale specjalista stwierdził, że nie ma się czym martwić w kontekście igrzysk. Bolało mnie już w Chinach, a snowboardowa pozycja jeszcze bardziej rozciąga mięśnie. Teraz trzeba nadal masować, odpoczywać i tyle - przyznała po zawodach Król-Walas.

Oskar Kwiatkowski po przerwie spowodowanej lutowym wypadkiem (kiedy jechał na motocyklu, wjechał w niego samochód) krok po kroku zmierza ku wymarzonej dyspozycji. Mistrz świata z 2023 roku w Cortinie nie bez problemów przeszedł kwalifikacje, ale w finałach zaprezentował się naprawdę dobrze. W 1/8 stosunkowo pewnie (różnicą 0,51 sekundy) odprawił Koreańczyka Sangho Lee, a w ćwierćfinale przegrał z reprezentantem gospodarzy Edwinem Corattim, jednak rywalizacja była niezwykle wyrównana. Różnica wyniosła zaledwie 0,06 sekundy. Półfinał i miejsce na podium było więc naprawdę blisko!

- Jestem zadowolony, bo jeszcze nie zdążyłem przywyknąć do tych emocji po przerwie. Kwalifikacje były drogą przez mękę, jednak w finałach miałem prawdziwą radochę. Byłem na maksa pewny siebie, nie boję się rywali. Z wieloma nieraz już startowałem i wygrywałem. Poukładałem sobie wszystko w głowie i jechałem pewnie. Zresztą im mocniej przejeżdżona trasa, tym lepiej dla mnie. Właśnie teraz robiły się korzystne warunki - zaznaczył Kwiatkowski.

Rywalizację kobiet ostatecznie wygrała Sabine Payer, która wcześniej pokonała Aleksandrę Król-Walas. Wśród mężczyzn triumfował Włoch Aaron March.

Zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo rozpoczną się już 6 lutego. Potrwają do 22 dnia tego samego miesiąca.

Dawid Góra, Cortina d'Ampezzo

Komentarze (0)
Zgłoś nielegalne treści