Katarzyna Zillmann, polska wicemistrzyni olimpijska, wraz z Janją Lesar tworzy pierwszą żeńską parę jednopłciową w historii programu "Taniec z gwiazdami". Ich występy budzą duże emocje wśród widzów, a ostatni występ wzbudził szczególne zainteresowanie z powodu pocałunku na scenie.
W nagraniu opublikowanym na Instagramie Zillmann wyraziła obawę o pogarszającą się sytuację osób LGBT w Polsce. Utytułowana wioślarka wbiła szpilkę Radzie Ministrów z premierem Donaldem Tuskiem na czele.
ZOBACZ WIDEO: Córka Szymona Kołeckiego nie wytrzymała. Popłakała się podczas walki
- W kraju obecnie sytuacja osób LGBT znacząco się pogarsza, bo nadziei mieliśmy na o wiele więcej, a niestety wygląda na to, że obecna władza nie zamierza nam zagwarantować jakichś podstawowych praw człowieka - tłumaczyła.
Zillmann podzieliła się emocjami związanymi z ciągłą walką o prawa LGBT: - Naprawdę nie chcę wyjeżdżać z tego kraju. My osoby żyjące w związkach jednopłciowych zasługujemy na możliwość zawierania małżeństw, a lesbijki na silną reprezentację. Sama choreografia absolutnie nie była intencjonalnym manifestem.
Sportsmenka wyraziła również swoje zdziwienie politycznymi reakcjami na jej występ w programie. Zillmann nie spodziewała się reakcji ze strony polityków.
- Nawet politycy komentują nasz występ. Naprawdę?! Czy my byłyśmy pierwszą parą, która styknęła się ustami? To jest taki absurd - tak odniosła się do zamieszania wokół ich tańca.