Ulicami stolicy przeszedł Marsz Niepodległości, który tradycyjnie ruszył z ronda Dmowskiego. Uczestnicy nieśli biało-czerwone flagi i banery z nazwami miejscowości. Na czele widniało hasło tegorocznej edycji: "Jeden naród, silna Polska". Według ratusza w wydarzeniu wzięło udział około 100 tysięcy osób.
Mimo obowiązującego 11 listopada zakazu pirotechniki, w centrum odpalano race i świece dymne. Na miejscu pojawił się prezydent Karol Nawrocki z młodszym synem, a także inni politycy.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Wyjątkowy trening Polaka. Spotkał się z legendą sportu
Wydarzeniom w Warszawie z bliska przyglądał się Jakub Bednaruk. Były siatkarz i znany trener był zadowolony z atmosfery, którą zastał na Marszu Niepodległości, ale miał też pewne zastrzeżenia.
"Wróciłem z Marszu Niepodległości. Były sytuacje, które mi się nie podobały, ale wspólny spacer obok dwóch rodzin z dziećmi w wózkach i trójce starszych pań wspierających się idąc pod ramię będzie tym, co zapamiętam" - napisał na platformie X.
Bednaruk narzekał na uczestników Marszu, którzy stosowali środki pirotechniczne. Siatkarski ekspert stacji Polsatu Sport zwrócił uwagę, że na miejscu obecne były również dzieci.
"Petardy hukowe są dziecinadą. Kilku naprutych gości drących koparę i krzyczących jakieś głupoty, ale nikt nie podłapywał tych haseł, i za dużo politykowania, bo w środku marszu czuć było po prostu święto" - tłumaczył. "Masę dzieciaków widziałem" - dodał.