Na początku września w Gliwicach odbywała się gala Fame MMA 27. Walką wieczoru było starcie Tomasza Adamka z Roberto Soldiciem. Były mistrz organizacji KSW nie dał szans Polakowi, nokautując go w drugiej rundzie (relacja dostępna jest TUTAJ).
Po zakończonej walce Adamek jasno dał do zrozumienia, że jego kariera dobiegła końca. Następnie Mateusz Borek, menedżer pięściarza, przekazał, że jego podopieczny ma waży kontrakt na jeszcze jedną walkę, ale brakowało chętnego.
ZOBACZ WIDEO: Rysiewski o przyszłości Chalidowa. Jest postęp w rozmowach
Po tych słowach w mediach zaczęły deklarować się osoby, które zgłaszały swój akces do walki z Adamkiem. W tym gronie należy wymienić m.in. Alberta Sosnowskiego czy Marcina Najmana. Teraz lista chętnych powiększyła się o kolejne znane nazwisko.
Mowa o Jacku Murańskim. Ten chętnie zawalczyłby z Adamkiem po gali Prime MMA 12, która odbędzie się 11 października. Jest jednak jeden warunek, który musiałby zostać spełniony. O szczegółach 56-latek opowiedział na kanale "Koloseum" na YouTube.
- W małych rękawicach jak najbardziej. W dużych nie umiem się bić, bo nie mam defensywy. Jestem prostym rzemieślnikiem, a nie pięściarzem. Jestem jak rekin - jak przestanę pływać, to na tym tracę i jestem łatwym celem. Dla mnie duże rękawice nie mają znaczenia, idę tylko do przodu - przyznał.
- To są freak-fighty. Tu nikt nigdy nie powie, że czegoś nie da się zrobić. Gdyby ktoś mi powiedział cztery lata temu, że Soldić, Materla i Adamek będą walczyli w FAME, to bym nie uwierzył. Jestem starszy od Tomka o sześć lat. Z młodymi, agresywnymi? Gdyby Mateusz Borek chciał starszego, agresywnego, to proszę bardzo - zadeklarował się.
Nim jednak Murański zacznie poważniej myśleć o walce z Adamkiem, wcześniej czeka go wspomniana gala Prime MMA, na której zmierzy się z Krzysztofem Rytą. Starcie to odbywać się będzie na nietypowych zasadach (więcej TUTAJ).