Lin Yu-Ting od wielu miesięcy znajduje się w centrum kontrowersji dotyczących jej płci, ale nie przeszkodziło jej to w starcie na Tajwańskich Igrzyskach Narodowych. Mistrzyni olimpijska z Paryża znów była bezkonkurencyjna i sięgnęła po szósty złoty medal z rzędu.
Już pierwsza walka wzbudziła poruszenie. "Po minucie i 34 sekundach jej przeciwniczka, Pan Yanfei, była zdyszana po uderzeniach w głowę. Wtedy trener Yanfei rzucił ręcznik i poddał walkę" - relacjonuje cna.com.tw.
ZOBACZ WIDEO: Dostał przelew od ministerstwa. Aż zadzwonił, czy to na pewno ta kwota
Podobny przebieg miał finał, w którym Yu-Ting zmierzyła się z Wu Pei-yi. Ta przetrwała pierwszą rundę, ale nie wyszła do drugiej - sędzia przerwał pojedynek po rzuceniu ręcznika z narożnika.
Wideo z jednostronnego finału obiegło sieć, trafiając m.in. do Martiny Navratilovej. Była tenisistka i jedna z najbardziej aktywnych krytyczek dopuszczania zawodniczek z niejasnym statusem płciowym do kobiecej rywalizacji, zareagowała jednym słowem. "Jezusie..." - napisała na platformie X.
Wątpliwości wokół Lin Yu-Ting powróciły już po igrzyskach w Paryżu, gdzie w finale pokonała Julię Szeremetę. - Większość Tajwańczyków oczekuje wyjaśnienia i sprawiedliwości w jej sprawie. Lin Yu-Ting od dawna nie startowała w zawodach, a złoty medal olimpijski to gwarancja sowitej emerytury do końca życia - mówił Chia Ming Chen w rozmowie z redakcją Sport.pl.
Według mediów zawodniczka miała przejść kolejne testy, ale ich wyników nigdy oficjalnie nie ujawniono. Mimo rocznej przerwy i medialnego zamieszania pięściarka wróciła do ringu. Dla Lin Yu-Ting to już szóste kolejne złoto zdobyte na Tajwańskich Igrzyskach Narodowych.