W Zamościu zmieniają się cele - z utrzymania na walkę o Final Four

Materiały prasowe / Tomasz Tomczewski / Na zdjęciu: reprezentanci Akademii Zamojskiej Trefl
Materiały prasowe / Tomasz Tomczewski / Na zdjęciu: reprezentanci Akademii Zamojskiej Trefl

Akademia Zamojska Trefl jest objawieniem tego sezonu Lotto Superligi i po raz pierwszy może realnie myśleć o włączeniu się do walki o podium. To byłoby szczególne wydarzenie, zwłaszcza, że w Zamościu nie ma innego sportu na najwyższym szczeblu.

Redakcja PZTS: Po serii pięciu zwycięstw Akademia Zamojska Trefl została wiceliderem LOTTO Superligi.

Piotr Kostrubiec: Chyba nigdy nie byliśmy tak wysoko w trakcie sezonu, nie mówiąc o końcowej klasyfikacji. Dwa lata temu na krótko znaleźliśmy się w ścisłej czołówce, a miało to miejsce po pamiętnym meczu z Oxynetem Jarosław, w którym Piotr Chodorski pokonał byłą dziesiątą rakietę świata, Nigeryjczyka Quadriego Arunę. W najwyższej lidze jesteśmy od pięciu lat, a w play off znaleźliśmy się raz. W dwumeczu o medal przegraliśmy jednak z Dekorglassem Działdowo.

W obecnym systemie rozgrywek nie ma ośmiodrużynowego play off, a jest czterozespołowy turniej finałowy. Mierzycie tak wysoko?

Nie ukrywam, że kuszący byłby start w Final Four. Zdajemy sobie sprawę, że miejsce wśród najlepszych klubów wiązałoby się z przeorganizowaniem. Mam na myśli głównie sprawy finansowe. Wiem, że pod względem budżetu odbiegamy od superligowych tuzów, tymczasem sportowo jesteśmy w stanie z nimi walczyć jak równy z równym i wygrywać. Niebawem usiądziemy do rozmów i zastanowimy się, co możemy zrobić. Drużyna spisuje się świetnie, a naszym zadaniem jest jej pomóc.

ZOBACZ WIDEO: Kołecki zrównał z ziemią freak fighty. "Nie chciałbym przynieść wstydu"

W Zamościu rozbudzone zostały nadzieje na historyczny medal?

Nie tylko w Zamościu, ponieważ na nasze mecze przyjeżdżają kibice z całego regionu, m.in. Lublina i Puław. Podstawowym celem było utrzymanie, a po piątkowym meczu z KTS Gliwice może okazać się, że to zadanie zostało już zrealizowane. I priorytety się zmienią - na walkę o medal. Trochę jestem tym wszystkim zaskoczony, ale skoro dobrze grają Jasiek Zandecki, Amirreza Abbasi, Viktor Brodd to zespół punktuje i jest w czubie.

Sezon zaczęliście od 3 wyjazdów, a teraz 4 mecze z rzędu u siebie. Zazwyczaj gra się na zmianę.

Były zmiany w kalendarzu spotkań, m.in. prezes-menedżer Energi Manekina Toruń Krzysztof Piotrowski poszedł nam na rękę i zgodził się w pierwszej rundzie zagrać w Zamościu. Przełożone mieliśmy także spotkanie z TTcup.com Polonią Wąchock, a to za sprawą wyjazdu Janka Zandeckiego i mojego jako trenera na Akademickie Mistrzostwa Europy do Turcji.

W waszym dorobku już 14 punktów, a dziś wieczorem potyczka z outsiderem KTS Gliwice, który przegrał wszystkie sześć meczów.

Staram się tonować hurraoptymistyczne nastroje i nie dopisywałbym 3 punktów przed rozpoczęciem meczu. KTS jest dla nas niewygodnym przeciwnikiem, a Grzegorz Felkel nieobliczalnym zawodnikiem, który pokonuje bardzo mocnych krajowych i zagranicznych superligowców. Dlatego podchodzimy do rywalizacji bardzo poważnie i z szacunkiem dla gliwiczan. Prawdopodobnie wystąpią bez zagranicznych wzmocnień, choć kto wie, może kogoś jednak ściągną. Z drugiej strony, kiedy wygrywa się trzy mecze z rzędu u siebie, to chciałoby się zwyciężyć i po raz czwarty.

Inauguracja w Suchedniowie zakończyła się porażką 0:3. Co nie poszło po myśli?

Zagraliśmy z bardzo dobrą drużyną w jej hali. Zastanawialiśmy się, czy posłać Abbasiego i Brodda na "górę", czy któregoś z nich przesunąć na trójkę. I może wtedy byłaby większa szansa. Ostatecznie wybraliśmy "zderzenie", czyli dwaj najlepsi kontra dwa najlepsi. No i nie wyszło. Amirreza z smutkiem mówił, że nie wyszedł mu mecz. Był wręcz załamany, zwłaszcza, że debiutował w zamojskim zespole. Chyba też nie poradził sobie z całą otoczką, kibice obydwu klubów byli bardzo głośni, do wspierani bębnami i ogólnie taka wrzawa nie każdemu zawodnikowi sprzyja. Z kolei Viktor to pingpongista bardzo regularny, jeśli chodzi o wygrywanie, lecz i jemy wtedy nie wyszło.

Martwił się pan, że zawodnicy są nieprzygotowani do sezonu?

Na pierwsze niepowodzenia złożyły się różne okoliczności, dlatego nie robiliśmy tragedii. Poza tym przed przeprowadzeniem każdego transferu rozmawiam o danym tenisiście stołowym z wieloma osobami, analizuję i zastanawiam się, jakie wartości wniesienie do zespołu. Jestem pewny, że wybraliśmy dobrze. Zresztą Abbasi i Brodd w kolejnym spotkaniach potwierdzili, że trzeba na nich stawiać. Irańczyk jest trudny stylowo dla wielu zawodników, o tym można było się już przekonać za czasów jego gry dla Jarosławia. Szwed Brodd również jest w bardzo dobrej formie, zwycięża w Polsce, zwycięża też w lidze w swoim kraju. Jestem zadowolony także z Janka Zandeckiego.

Jak zapamiętał pan udane meczu w Grudziądzu 3:2 i Białymstoku 3:1?

W pierwszym z nich kluczowa okazała się wygrana Zandeckiego z Japończykiem Eto. Pokazał, że w roli kapitana może znakomicie zastąpić Piotra Chodorskiego. Jasiek prezentuje się lepiej niż w poprzedni sezonie. Podwójną radością był sukces na Podlasiu. Niestety, gospodarze nie wyrazili zgody na zmianę terminu, dlatego pojedynki oglądałem na ekranie monitora podczas AME w Burdur.

Patrząc na kalendarz i serię 4 gier u siebie mogliście liczyć na 12 punktów. Choć pan raczej ostrożnie do tego podchodził.

Nie zastanawiałem się, ile punktów zdobędziemy, bo poszczególne mecze są osobną historią. Zależało mi, aby dobrze się zaprezentować przed naszą fantastyczną publicznością, wtedy będzie szansa na podtrzymanie passy zwycięstw. Dziś jest ich pięć i - jak powiedziałem - poważnie trzeba przewartościować dążenia w tym celu. Final Four powinien być tym, czego oczekujemy i o co się staramy.

Napotkaliście trudności w domowych meczach z Bytomiem, Toruniem i Wąchockiem?

Raczej nie. Z dużym wyprzedzeniem analizujemy przeciwników, ich aktualną dyspozycję, potencjał itd. Możemy się szachować ustawieniem, więcej lub mniej ryzykować, ale na końcu i tak decydują umiejętności sportowe. W spotkaniu z Wąchockiem mogliśmy kogoś z obcokrajowców posłać na Marcela Błaszczyka, jednak zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.

W tym momencie gracie najmocniejszym składem?

Abbasi, Brodd, Zandecki - to najmocniejsza trójka Akademii Zamojskiej Trefla. Widać po niektórych klubach, że ściąganie Azjatów, np. Japończyków nie gwarantuje super rezultatów. Więc my na razie trzymamy się tego stabilnego składu. Zawodnicy nie zawodzą.

Opowie pan więcej o Abbasim i Brodzie, jacy są prywatnie, poza meczami, treningami?

Profesjonaliści. Mam porównanie, gdyż w LOTTO Superlidze wystąpiło u nas około 30 pingpongistów. Amirreza bardzo dba o detale, chce wiedzieć wszystko o najbliższym rywalu. Sam był inicjatorem rozmowy ze mną i przyznał, że bardzo zależy mu na awansie do Final Four. Viktor z kolei to osoba, z którą można dogadać się w każdej kwestii. On nie szuka konfliktów. Swoją pracę treningową podporządkowuje jednemu - wygrywanie. Może mało mówi, ale dużo robi przy stole tenisowym.

Zdążyli poznać Zamość i okolice?

Na razie nie było czasu na wspólne zwiedzanie, jednak na pewno zabierzemy ich na turystyczną wyprawę. Zamieszkali w fajnym miejscu, na zamojskiej starówce, blisko Ratusza. Więc na co dzień mogą zapoznać się z naszym pięknym miastem.

Jak wygląda rywalizacja między Polakami?

Hierarchia jest taka, że jedynka to Janek Zandecki, dwójka Jakub Stecyszyn, a w razie jakiejś absencji może zagrać także Daniel Kisielewicz. Kuba raz zagrał i dostanie kolejne szanse. Z kolei Damian wraz ze swoim bratem prowadzi firmę i jednocześnie jest naszym sponsorem, bardzo zaangażowany w działalność klubu.

W kadrze są także: Czech Obeslo, Japończycy Sakane i Igarashi, a także Szwed Soderlund.

Pozostajemy w kontakcie, oni czekają na sygnał, kiedy ewentualnie mieliby przylecieć. Fumiya Igarashi zagra wkrótce w WTT Feeder w Gdańsku i zobaczymy, w jakiej jest dyspozycji.

Prawdziwym testem dla Akademii Zamojskiej Trefla będą mecze z medalistami tamtego sezonu?

To fajny test sportowy. Zagramy z mistrzem Polski Dekorglassem, wicemistrzem Orlenem Bogorią oraz Villą Verde i Baltą AZS AWFiS. Zespół z Działdowa póki co nie zachwyca, a słyszę też, że przeciwko nam zagra bez cudzoziemców. Otwiera się możliwość sprawienia kolejnej niespodzianki.

Na które spotkanie najbardziej czekają kibice?

6 listopada gramy w Działdowie, a następnie wracamy do Zamościa i 8 listopada zmierzymy się z Orlenem Bogorią Grodzisk Mazowiecki. Byłoby super, aby przyjechał Miłosz Redzimski, najlepszy polski zawodnik, brązowy medalista niedawnego Star Contendera w Londynie. Na pewno zostanie miło powitany na Lubelszczyźnie.

Komentarze (0)
Zgłoś nielegalne treści