Redakcja PZTS: Katowice wracają na mapę profesjonalnego tenisa stołowego.
Lucjan Błaszczyk: Bardzo mnie to cieszy. Kiedyś województwo śląskie miało ogromne tradycje i sukcesy w męskiej i kobiecej Ekstraklasie. Warto wspomnieć kluby z Katowic, Gliwic, Jastrzębia-Zdroju, Rybnika, Czerwionki i wiele innych. To one stanowiły o sile naszego tenisa stołowego. Później skończyły się górnicze etaty i pingpongowa moc regionu zmalała, przenosząc się w innej części Polski. Fajnie, że za sprawą grup pasjonatów znów głośniej jest o Katowicach, rozpoczyna się szkolenie młodzieży, są drużyny na razie na poziomie 2-3 ligi i wreszcie 16 grudnia mecz Polska - Austria w nowej arenie, zlokalizowanej na stadionie piłkarskim GKS-u. Świetne miejsce do promowania naszej dyscypliny sportu.
Pan również ma swój udział w promocji katowickiego tenisa stołowego. Wraz z mistrzem świata Austriakiem Wernerem Schalgerem uczestniczyliście we wrześniowym otwarciu hali.
Jednym ze wspomnianych pasjonatów jest Robert Bukowski z TT Pro Katowice. Przy jego pomocy i zaprzyjaźnionych osób z branży IT stworzyliśmy specjalną aplikację treningową TT PRO skierowaną do krajowych i zagranicznych zawodników tenisa stołowego. Wspólnie z Wernerem Schlagerem, mistrzem świata z 2003 roku, nagrywaliśmy w profesjonalnym studiu filmowym w Katowicach rozmaite zagrania i akcje, omawialiśmy jak grać, na co zwracać uwagę itd. Mnóstwo czasu poświęciliśmy, a efekt jest taki, że każdy chętny trenujący może przejść zaproponowaną przez nas drogę szkoleniową. Aplikacja będzie promowana m.in. przez europejską federację. Na pewno będziemy chcieli rozszerzyć usługę o możliwość konsultacji online z nami.
ZOBACZ WIDEO: Jakub Kiwior i jego żona zachwycili. Nagranie robi wrażenie
Jak panu podoba się Arena Katowice?
Duża hala jest idealnym miejsce na rozgrywanie turniejów międzynarodowych czy takich meczów jak Polska - Austria. Jest też mniejsza, w podziemiach, gdzie odbywają się treningi. Na razie jest tam dość "surowo", ale najważniejsze, że już służy pingpongistom.
Grał pan w katowickiej drużynie od 1993 roku przez dwa sezony, a na koniec zdobył jeszcze trzy złote medale IMP rozgrywanych w hali Baildon w 1995 roku.
Mam dobre wspomnienia z Katowic, chociaż za moich czasów nie udało się zdobyć złotego medalu. Kadrowo silniejszy był Euromirex Radom, lecz srebro też nie było złe. Przeciwnicy mieli lepszy skład na drugim stole, bo kiedyś grało się równolegle na dwóch stołach. Szczególnie żal mi było sezonu 1994/95, w którym nie przegrałem ani jednego pojedynku. Oczywiście szczególne miejsce w pamięci ma krajowy czempionat 1995 i złoto w singlu, deblu z Piotrem Skierskim i mikście z Jolantą Langosz. To były ostatnie zawody w hali Baildonu. Ze względu na usterkę konstrukcyjną więc nic tam nie przeprowadzono, a po kilku latach obiekt zburzono. Dodam też, że spotkania ligowe w pierwszej połowie lat 90. rozgrywaliśmy w innej hali, w dzielnicy Załęże.
Na Śląsku pewnie wszyscy wiedzą, kim był John Baildon. Wam, zawodnikom, wytłumaczono skąd nazwa "Baildon"?
Dowiedziałem się przy podpisywaniu kontraktu, bowiem obecny był prezes Huty Baildon Marian Liberka. W 1832 roku John Baildon ukończył budowę huty na granicy Dębu i Załęża. To dzięki niemu rozwinęło się hutnictwo żelaza w regionie, ponieważ był budowniczym hut także w Gliwicach i Chorzowie.
Wtorkowy mecz będzie rozgrywany na zasadach olimpijskiej drużynówki mieszanej, a więc z udziałem kobiet i mężczyzn.
Dobrze się stało, że ta konkurencja zadebiutuje w igrzyskach w Los Angeles. Światowa federacja podniosła rangę gier podwójnych. I byłoby dobrze, aby w Polsce mocniejszy akcent został postawiony na szkolenie debla i miksta. Już pierwszy mecz Austria - Polska, rozegrany 2 września w Wiener Neudorf, pokazał ich znaczenie. Mimo że nasi reprezentanci wygrali dwa single, to porażki w deblu i mikście sprawiły, że ostatecznie ponieśli porażkę 7:8.
Pan był specjalistą w grach podwójnych, wielokrotnym medalistą mistrzostw Europy.
Bardzo dużo trenowałem debla z Andrzejem Grubbą i Tomaszem Krzeszewskim. Stąd wzięły się: zgranie, powtarzalność i dobre wyniki. Dlatego dziś brakuje mi gry deblowej w Lotto Superlidze. Powinniśmy szukać swojej szansy w grach podwójnych, skoro nie mamy wybitnych singlistów i singlistek. Przecież w Los Angeles też będzie można wygrywać olimpijskie mecze za sprawą bardzo mocnych debla i miksta... Poza tym w ten sposób swoje wielkie kariery w grze pojedynczej zaczynali m.in. Francuz Gatien - z Eloi, Austriak Schlager - z Jindrakiem, czy Niemiec Boll - z Suessem. Podobnie było ze mną i Tomkiem Krzeszewskim.
Międzynarodowa federacja zaczyna stawiać na mieszana drużynówkę, a w tymczasem w przyszłorocznych drużynowych mistrzostwach świata oddzielnie o medale walczyć będą tenisistki i tenisiści stołowi.
Przez lata bolączką był często zmieniający się system gier w DME lub DMŚ. W końcu i sami zawodnicy nie byli pewni, jaki obowiązuje w danym momencie... A powinien być stały, jak np. w tenisowym Pucharze Davisa. Takiego ujednolicenia oczekiwałbym również w przypadku kontynentalnego i światowego czempionatu, skoro za 2,5 lata mamy nową konkurencję w igrzyskach.
Dzisiaj kto ma silniejszy skład Polska czy Austria?
Wiem, że nie wszyscy najlepsi mogą przyjechać do Katowic, ale i tak zobaczymy tenis stołowy na dobrym poziomie. Gdybym miał jednak ocenić całość potencjału, nieco lepsi są Austriacy, a to za sprawą właśnie Sofii Polcanovej i Roberta Gardosa, aktualnych wicemistrzów Europy w mikście. Do tego są bardzo silni indywidualnie. W deblu w tamtym roku medale ME zdobyli Maciej Kołodziejczyk i Sofia Polcanova, ale z partnerami z innych krajów. W Polsce brakuje nam ustalenia priorytetowych par w deblu i mikście, myślę, że to wkrótce nastąpi.
Wielu Polaków zapisało się na kartach austriackich, najmłodsi bracia Kołodziejczykowie, wcześniej bracia Frączykowie, Andrzej Baranowski i inni.
Każdego spotkałem na swojej sportowej drodze i mam z nimi bardzo dobry kontakt. Szlak przecierał na przełomie lat 70. i 80. Stasiu Frączyk, później ściągnął do ligi austriackiej Andrzeja Grubbę. Wszyscy zapisali piękną kartę w Polsce oraz Austrii. Cieszę się, że im powiodło się, a druga refleksja jest taka, że w naszym tenisie stołowym ubyło tak dużo wartościowych osób. Wolałbym aby pracowali na rzecz rozwoju polskiego tenisa stołowego. Ostatnim przykładem jest Wang Zeng Yi, wielokrotny reprezentant Polski, który też trochę czasu spędził w Austrii, a obecnie jest w Norwegii. Przydałby się trener z takim doświadczeniem w Polsce.