Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Wspaniały powrót Czeszki. "Cieszę się, że żyję"

- Miałam nóż na gardle. Złapałam go obiema dłońmi i wyrwałam mu z rąk. Wszystkie palce mojej lewej ręki były przecięte, upadłam. Wszędzie była krew - opowiadała Petra Kvitova. Z trudem wróciła do sportu.

Tomasz Skrzypczyński
Tomasz Skrzypczyński
Petra Kvitova PAP/EPA / OMER MESSINGER / Na zdjęciu: Petra Kvitova
Po traumatycznym przeżyciu była wdzięczna, że nie straciła życia. Choć jej powrót do sportu wydawał się mało prawdopodobny, Petra Kvitova wróciła na kort. I po dwóch mizernych sezonach znów gra jak za najlepszych lat.

Napad nożownika przeżyła w grudniu 2016 roku. Petra Kvitova była wtedy we własnym domu, gdy wtargnął napastnik. Jednej z najlepszych tenisistek świata groziła nawet amputacja lewej dłoni.

Dzięki wysiłkowi lekarzy udało się ją uratować, a nawet przywrócić do odpowiedniej sprawności. Z kolei wsparcie najbliższych pozwoliło jej wrócić do psychicznej równowagi. Czeszka pojawiła się na korcie i mimo problemów ze zdrowiem, wciąż chce wdrapać się na szczyt kobiecego tenisa.

ZOBACZ WIDEO: Prawdziwa magia! Zobacz, co zrobił reprezentant Polski

"Cieszę się, że żyję"

- Długo nie wiedziałam, czy jeszcze kiedykolwiek wezmę rakietę do ręki. A tak naprawdę to najbardziej się cieszę, że żyję - wspominała kilka miesięcy po wydarzeniach, gdy człowiek podający się za robotnika od systemu kanalizacji wszedł do jej domu i zaatakował w celu obrabowania domu.

Na szczęście jej odwaga wytrąciła napastnika z równowagi, który po krótkiej szarpaninie uciekł. Radim Zondra - bo tak nazywa się bandyta - został schwytany i w kolejnym roku skazany na osiem lat pozbawienia wolności. Jej reakcja wobec włamywacza mogła zakończyć się jednak inwalidztwem.

Uszkodzenia dłoni były bardzo poważne, doszło do przerwania nerwów w kciuku i palcu wskazującym. Na szczęście szybko przeprowadzona czterogodzinna operacja zakończyła się sukcesem. Nie tylko uratowano jej dłoń, ale Czeszka dostała zgodę na powrót do sportu po kilkumiesięcznej przerwie.

- Całą swoją energię skupię na rehabilitacji i zrobię wszystko, aby jak najszybciej powrócić na kort - oświadczyła. I jak zapowiedziała, tak zrobiła.

Trudny powrót i nagła przemiana

Do gry Kvitova wróciła po kilku miesiącach, jednak nie od razu do gry o najwyższe cele. Dwukrotna triumfatorka Wimbledonu (2011, 2014) i była wiceliderka światowego rankingu, co całkowicie zrozumiałe, potrzebowała czasu na zbudowanie wysokiej formy.

W 2018 roku wygrała dwa turnieje - w Madrycie i w Katarze, kilka miesięcy później doszła do finału Australian Open, gdzie lepsza w trzech setach okazała się Naomi Osaka.

Dwa lata temu miał miejsce jej ostatni sukces na Wielkim Szlemie, gdy dopiero na półfinale zakończyła udział w Rolandzie Garrosie. Kolejne dwa sezony, pomijając finał turnieju w Katarze, były już jednak dla Czeszki pasmem rozczarowań. Duży wpływ na jej postawę na kortach miała jednak kontuzja.

Od wielu miesięcy Kvitova zmaga się z powracającą kontują lewego nadgarstka. Tylko w tym sezonie z tego powodu kreczowała na turniejach w Dubaju czy Charleston, a fani zaczęli coraz głośniej zastanawiać się, czy czeska gwiazda nie zbliża się czasem do podjęcia decyzji o zakończenia kariery.

Wtedy przyszła jednak nagła odmiana. Gdy tenisistka wkroczyła na trawę, jej problemy jakby zniknęły. Najpierw Kvitova w wielkim stylu wygrała niedawny turniej w Eastbourne, pokonując w finale broniącą tytułu Jelenę Ostapenko.

- Nic lepszego nie mogło mi się przytrafić przed Wimbledonem - mówiła szczęśliwa 32-latka. I zwyżka formy nie była przypadkiem. Na ukochanym londyńskim turnieju doświadczona zawodniczka radzi sobie świetnie - ograła już trzy rywalki i zameldowała się w trzeciej rundzie.

W ostatnim meczu z Aną Bogdan najadła się jednak niepotrzebnych nerwów. Po 6:1 w pierwszym secie w drugiej partii prowadziła już 5:1, jednak potem przegrała cztery kolejne gemy i do rozstrzygnięcia potrzebny był tie-break.

- Nagle poczułam się niezwykle zmęczona. Nie wiem, jak wygrałam drugiego seta, byłam już mentalnie przygotowana na trzeciego. Czuję się wyczerpana - przyznała po czwartkowym spotkaniu. W sobotę czeka ją kolejne starcie.

To daje jej motywację

- Doszłam do takiego momentu w życiu, że moje zdrowie już nigdy nie będzie w tak dobrym stanie jak na początku kariery - przyznała kilka dni temu w rozmowie z WP SportoweFakty (WIĘCEJ TUTAJ), gdy zapytaliśmy ją o jej kontuzje. Dodała jednak, że zamierza sobie z tym radzić i nie będzie narzekać na urazy.

Zdradziła też, że za jej ostatnie udane występy odpowiada przede wszystkim klimat brytyjskich kortów.

- Obecny sezon na ziemnej nawierzchni był dla mnie trudny, ale odkąd przyjechałam na moje ukochane korty Wimbledonu, szybko o tym zapomniałam. Kocham tutejszą atmosferę i tak będzie zawsze.

Mimo 29 wygranych turniejów w karierze tenisistka wciąż czuje motywację do kolejnych startów i nie odczuwa tzw. wypalenia.

- Moim zdaniem każdy sportowiec chce wygrywać zawsze. To jest w naszym DNA i nie ma znaczenia, ile dokonałeś wcześniej. Ponadto, w kobiecym tenisie pojawia się mnóstwo nowych bardzo utalentowanych dziewczyn, które dają ci motywację i powód, by nadal starać się być lepszą - zapewniła.

Co dalej? W III rundzie Wimbledonu jej rywalką będzie rozstawiona z numerem czwartym Paula Badosa. I nie ma co ukrywać, że to Hiszpanka będzie faworytką. Gdzie jednak Kvitova ma nie sprawić niespodzianki, jeśli nie w miejscu, które widziało jej największe sukcesy?

Tomasz Skrzypczyński, WP SportoweFakty

Mecze Igi Świątek oglądaj w CANAL+ oraz w serwisie canalplus.com

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
WP SportoweFakty
Komentarze (1)
Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
×