Świątek przyzwyczaiła do roli faworytki. Z jakiej pozycji rozpocznie Roland Garros?

Getty Images / Foto Olimpik/NurPhoto / Na zdjęciu: Iga Świątek
Getty Images / Foto Olimpik/NurPhoto / Na zdjęciu: Iga Świątek

Iga Świątek w poniedziałek rozpocznie rywalizację na kortach Roland Garros. Polka, która zdominowała rywalizację w Paryżu w poprzednich latach, tym razem będzie musiała atakować z drugiego rzędu. Na to wskazują jej występy na mączce w tym sezonie.

W tym artykule dowiesz się o:

Iga Świątek mimo młodego wieku zapracowała już na miano "królowej mączki". Ten zaszczytny tytuł nie jest dziełem przypadku, a świetnych wyników na kortach ziemnych. Polka po raz pierwszy zachwyciła na tej nawierzchni w październiku 2020 roku, kiedy w wieku 19 lat została mistrzynią Rolanda Garrosa. Reszta to już piękna historia, którą napisała nasza zawodniczka.

W minionych latach Świątek wywalczyła trzy triumfy na kortach w Rzymie, dwa razy wygrała w Stuttgarcie, a raz w Madrycie. Największe sukcesy święciła jednak w Paryżu. Do wspomnianego już tytułu 23-latka dołożyła bowiem trzy zwycięstwa w latach 2022-24. W tym roku stanie przed szansą na zdobycie czwartego z rzędu, a piątego w historii trofeum.

ZOBACZ WIDEO: Anita Włodarczyk zaskoczyła internautów. Takiego ćwiczenia nie widzieli

Realizacja tego scenariusza byłaby z pewnością spełnieniem marzeń kibiców, ale też samej zawodniczki i jej sztabu. Szczególnie że dotychczasowe występy na mączce w tym sezonie nie były udane dla raszynianki.

Zatrważający bilans, najgorszy od lat

Świątek, podobnie jak w poprzednich latach, pierwszy występ na tej nawierzchni zanotowała w Stuttgarcie. Wygrała tam jedno spotkanie, a w ćwierćfinale poniosła szóstą w karierze porażkę z Jeleną Ostapenko. Później przyszły zmagania w Madrycie. Obrończyni tytułu odniosła cztery zwycięstwa i zameldowała się w półfinale. Na drodze do pierwszego finału w sezonie zatrzymała ją Coco Gauff, która oddała Polce jedynie dwa gemy.

Największa porażka przyszła jednak tuż przed Roland Garros. W Rzymie, gdzie 23-latka również broniła tytułu, odpadła już bowiem w trzeciej rundzie po porażce z Danielle Collins.

Tym samym na drodze do paryskich zmagań Świątek odniosła jedynie sześć zwycięstw na kortach ziemnych. Jak to wyglądało w poprzednich latach? W 2024 roku było to 14 wygranych i dwa tytuły (Madryt i Rzym), a w 2023 14 triumfów i tytuł w Stuttgarcie.

W 2022 roku Polka przed RG wygrała z kolei 9 pojedynków, ale miało to miejsce podczas fantastycznej serii 37 kolejnych zwycięstw. 23-latka zdobyła wówczas tytuł w Stuttgarcie i Rzymie, a w Madrycie nie wystąpiła.

Sporo niewiadomych, sporo do poprawy

Już te wyniki pokazują, że za Świątek najgorszy od lat okres przygotowawczy do Rolanda Garrosa. Należy też jednak zwrócić uwagę na to, co nasza tenisistka prezentowała od początku sezonu. W oczy rzucało się przede wszystkim zachowanie byłej liderki rankingu. Wybuchy frustracji, uwagi w stronę sztabu, a przez to brak pewności swoich umiejętności i opanowania. Próżno było też szukać charakterystycznych dla Polki żywiołowych, pozytywnych reakcji.

Nawiązując do braku pewności siebie na korcie, trzeba wspomnieć o serwisie. To element, nad którym Wim Fissette chciał szczególnie popracować. Choć pojawiały się promyki w postaci mocnych i wygrywających podań, więcej było słabszych drugich serwisów, które często przeradzały się w kończące returny rywalek.

Najlepiej oddadzą to statystyki serwisowe Świątek z ostatniego spotkania z Collins. Nasza zawodniczka popełniła wówczas trzy podwójne błędy serwisowe i trafiła 57 proc. pierwszego podania, po którym wygrała 61 proc. punktów. Po drugim serwisie 23-latka zdobyła z kolei zaledwie... 22 proc. punktów (6/27). Przy takich liczbach próżno było oczekiwać wygranej.

Jeżeli ten element, ale też inne czynniki w grze czterokrotnej mistrzyni Roland Garros w Paryżu nie będą funkcjonować lepiej, wywalczenie kolejnego tytułu może być bardzo trudne. W tym roku Świątek podchodzi więc do tych zmagań nie w gronie wielkich faworytek, ale zawodniczek, które mogą zaskoczyć. Po dotychczasowych wynikach końcowy triumf Polki byłby właśnie zaskoczeniem, ale też wyczekiwanym przełomem.

Seweryn Czernek, WP SportoweFakty

Komentarze (0)
Zgłoś nielegalne treści