Iga Świątek i Elina Switolina przecierały oczy. Tego na Roland Garros jeszcze nie było

PAP/EPA / MOHAMMED BADRA / Na zdjęciu: Iga Świątek
PAP/EPA / MOHAMMED BADRA / Na zdjęciu: Iga Świątek

- Nigdy nie grałam przy takim wietrze. Musiałyśmy to przetrwać. Czasami w powietrzu było tyle mączki, że nie dało się otworzyć oczu - mówi Iga Świątek. Polka wygrała z Eliną Switoliną 6:1, 7:5 i awansowała do półfinału Roland Garros.

W tym artykule dowiesz się o:

Kamil Kołsut, korespondencja z Paryża

Iga Świątek, pokonując Ukrainkę, wygrała w Roland Garros po raz 25. z rzędu. Lepszą serię - 29 zwycięstw - miała w Paryżu jedynie Chris Evert. Wygrana nad Switoliną była jednocześnie dla Polki 40. na paryskich kortach w 42 meczach. Szybciej, w 41 spotkaniach, do tej granicy dotarł tam jedynie Rafael Nadal.

- Wiedziałam, że w tym meczu muszę być proaktywną, grać intensywnie - mówi nasza tenisistka. Świątek zwłaszcza w pierwszym secie pokazała tenis na wysokim poziomie. Grała pewnie, była skoncentrowana. Stała twardo na ziemi. Tym razem nie było "burzy pod kaszkietem", o którym po meczu z Jeleną Rybakiną pisała "L'Equipe", jakby 24-latka wreszcie wymazała z dysku twardego niezadowalające występy w Stuttgarcie, Madrycie oraz Rzymie. Kiedy zapytaliśmy Switolinę, jak ocenia dziś formę byłej liderki światowego rankingu, odpowiedziała krótko: - Cóż, akurat ze mną zawsze gra dobrze.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Feta inna niż poprzednie. Nie świętował jak reszta

Polka po spotkaniu z reprezentantką Kazachstanu mówiła, że potrzebowała właśnie takiego meczu, który ją zbuduje. Widać, że nabrała wiatru w żagle. - Nie czuję się dziś inna zawodniczką niż przed tamtym meczem. To byłoby dziwne, jakbym miała mieć dwie osobowości. Dobrze jednak mieć takie spotkania, gdy trzeba kopać głęboko, szukając rozwiązań i pamiętać, jak utrzymywało się poziom albo nawet go podnosiło w najtrudniejszych momentach - uważa Świątek.

Roland Garros. Iga Świątek i Elina Switolina przecierały oczy

Wtorkowy mecz toczył się w wymagających warunkach. Tenisistki często wstrzymywały serwis, aż wiatr się uspokoi. Przecierały oczy. Świątek kilka razy musiała się odwrócić. Drobiny ceglanej mączki ścieraliśmy z ekranów laptopów i telefonów nawet na trybunie prasowej, która znajduje się na trzecim piętrze trybun Philippe-Chatrier. - Było trudno, ale obie miałyśmy takie same warunki i trzeba było sobie radzić - przyznaje Switolina.

- Nigdy nie grałam przy takim wietrze. O ile w pierwszym secie było w porządku, to w drugim warunki były już całkiem szalone. Trudno było kontrolować wymiany, musiałyśmy to przetrwać, a nie szukać asów. Grając przeciwko wiatrowi trzeba było się zatrzymywać, bo w powietrzu było tyle mączki, że nie dało się otworzyć oczu. Wiatr zwolnił potem trochę dopiero pod koniec meczu. Nigdy czegoś takiego tutaj nie przeżyłam - dodaje Świątek.

Roland Garros. Iga Świątek zagrała w piłkę, ale nie miała szans

Polka kontynuuje dobrą serię i sprawia dziś wrażenie bardziej zrelaksowanej niż przed rokiem. Wtedy zdarzyło się jej po meczu z Naomi Osaką poprosić kibiców, aby "wspierali tenisistów między wymianami, a nie w ich trakcie". Później wyjaśniła, że usłyszała krzyk jednego z nich w momencie, gdy szykowała się do skrótu. Słowa dobierała ostrożnie, ale "L'Equipe" i tak napisała, że "udzieliła kibicom lekcji". "Le Monde" nazwał zaś jej wypowiedź "wykładem".

Teraz chwaliła chociażby meksykańską falę, a gdy schodziła do szatni po spotkaniu ze Switoliną, zatańczyła przed kamerą, co nie zdarza się często. Szeroko uśmiechała się również podczas meczu piłkarskiego na pół kortu, który otworzył jej wtorkowy trening. Zespół Świątek - grała z Darią Abramowicz i Tomaszem Moczkiem - nie miał jednak większych szans, bo po drugiej stronie grali błyszczący techniką Maciej Ryszczuk oraz Wim Fissette, czyli produkt belgijskiej myśli szkoleniowej.

Sama Świątek różnicy w porównaniu do ubiegłego roku jednak nie czuje. Kiedy podczas konferencji prasowej po meczu ze Switoliną zapytaliśmy, czy jest dziś bardziej wyluzowana, bo sprawia takie wrażenie, odparła: - Nie. Nie. Czuję się tak samo. Na pewno nie byłam za to wyluzowana w roku 2023.

Roland Garros. Francuzi czekali na mecz Świątek z Sabalenką

Świątek w półfinale zmierzy się z Aryną Sabalenką. To pojedynek, na który Paryż czeka. Nieprzypadkowo we wtorek to Polka i Białorusinka trafiły na okładkę turniejowego magazynu. Entuzjazm nietrudno zrozumieć, skoro rok temu właśnie ich konfrontację na mączce - z finału turnieju w Madrycie (7:5, 4:6, 7:6 dla Świątek) - wielu uznało za kobiecy mecz roku. Ostatni raz grały ze sobą w sierpniu w Cincinnati, gdy górą była Białorusinka (6:3, 6:3).

- To dwie czołowe zawodniczki, które ścierały się wielokrotnie, a w tym turnieju grają świetnie. Chciałabym powiedzieć, że szanse są 50 na 50. Pamiętajmy jednak, że to Iga w Paryżu odniosła wiele zwycięstw, a teraz widać, że wróciła do wysokiej formy - mówi Switolina. - Ma tutaj przewagę, czuje się na Roland Garros świetnie. Mierzenie się z nią na tych kortach to zawsze wielkie wyzwanie, trzeba grać wtedy swój najlepszy tenis.

Świątek trenowała z Sabalenką. Znamy szczegóły

Świątek i Sabalenka niedawno trenowały w Paryżu wspólnie. - To były godzinne zajęcia. Nie pamiętam, kto wyszedł z inicjatywą, chyba trenerzy się dogadali. Wim generalnie rozmawia ze wszystkimi, więc nie jestem pewna. Ale to były jakościowe zajęcia. Aryna ma świetny rytm, dobrze z nią trenować. To wydarzyło się jednak dwa tygodnie temu. Wiele się od tamtego czasu zmieniło - odpowiada Świątek.

Obie dogadują się dziś naprawdę dobrze. Sabalenka uważa, że przełomem w ich relacjach był film na TikToka, który nagrały z Rijadzie. - Kiedyś nie miałyśmy specjalnie kontaktu. Wiele się zmieniło, gdy zwróciłam się do niej o TikTioka. Zdałam sobie wówczas sprawę, że możemy się komunikować, być w dobrych relacjach, czasami może wspólnie trenować. To był więc pierwszy krok do lepszych relacji - uważa Białorusinka.

- TikTok był miły, ale nie jest tak, że wcześniej nie lubiłam Aryny. To ona jest jednak tą bardziej ekspresyjną, a ja raczej stałą i normalną, więc to od niej zależała atmosfera między nami. TikTok pokazał naszym fanom, że możemy się dogadać, mieć fun. Aryna chyba poukładała sobie też pewne rzeczy poza kortem. Mamy więc fajne relacje, pełne szacunku - odpowiada Świątek. Czwartkowy półfinał pokaże, jak to przełoży się na kort.

Komentarze (21)
avatar
El Principe de las Tinieblas
4.06.2025
Zgłoś do moderacji
5
0
Odpowiedz
lata czarnkowej edukacji zbierają żniwa 
avatar
Srdjan
4.06.2025
Zgłoś do moderacji
6
3
Odpowiedz
Jedno z czym się zgadzam to usunięcie polskich komentatorów i ekspertów z Eurosportu a bazowanie na ekspertach Eurosportu angielskiego, którzy mają większą wiedzę i nie kadzą a są bardziej obie Czytaj całość
avatar
Sie-Wie
4.06.2025
Zgłoś do moderacji
6
0
Odpowiedz
Zacznijmy sprawdzać swoje informacje. Obecny stan to 26 zwycięstwo!!!! 
avatar
Ksawery Darnowski
4.06.2025
Zgłoś do moderacji
18
16
Odpowiedz
I znowu będą baty od najlepszej tenisistki świata. A swoją drogą ciekawi mnie dlaczego polskim komentatorom, ekspertom tenisa i trenerom nie może przejść przez gardło tytuł Najlepsza tenisistka Czytaj całość
avatar
pareidolia
3.06.2025
Zgłoś do moderacji
7
1
Odpowiedz
Celta jet wkurzający tą swoją paplanina bez końca, jak Baranowski w Giro Italia. Ileż można paplać ? Ta paplanina niszy przyjemność oglądania tenisa i kolarstwa. 
Zgłoś nielegalne treści