Tyle kosztuje benzyna w Arabii. Aż włos jeży się na głowie

WP SportoweFakty / Kamil Kołsut / Na zdjęciu: panorama Rijadu i ceny na stacjach benzynowych
WP SportoweFakty / Kamil Kołsut / Na zdjęciu: panorama Rijadu i ceny na stacjach benzynowych

Kobiety wciąż noszą nikaby i muszą słuchać męża, ale jeżdżą już samochodami, do których tankują benzynę za dwa złote. Arabia Saudyjska kolonizuje wielki sport i przez jego pryzmat pokazuje się światu taką, jaka chce być widziana.

W tym artykule dowiesz się o:

Kamil Kołsut, korespondencja z Rijadu

Telewizor włącza się sam. Jest południe i ze wszystkich telewizorów w hotelu słychać wezwanie do modłów. Obok leży duża, czarna walizka. Dzień wcześniej celnicy sami otworzyli zamek i sprawdzili czerwoną apteczkę z białym krzyżem, który mógł wzbudzić niepokój, bo do królestwa nie wolno wwozić nie tylko alkoholu, narkotyków i mięsa wieprzowego, ale też dewocjonaliów. Dopiero później bagaż rejestrowy trafił na taśmę do odbioru.

Książę koronny Muhammad bin Salman od lat pokazuje Saudyjczykom, jak smakuje Zachód, a fakt, że pierwszą zagraniczną premierą po otwarciu kin była "Czarna Pantera", czyli blockbuster o T'Challim, który wraca do ojczyzny po śmierci ojca, aby objąć tron, nie mógł być przypadkiem. Wolność w królestwie, gdzie jeszcze dekadę temu szariat egzekwowała policja polityczna, jest jednak reglamentowana. Wątpliwości w oczach gościa ma przyćmić rozmach inwestycji oraz ofensywa wdzięku, której narzędziem są także sportowcy.

ZOBACZ WIDEO: Bramkarz popisał się kapitalnym trafieniem w Argentynie

Śpiew muezzina i flirt z Zachodem. Znaleźliśmy w Rijadzie nawet Grześki

Arabia Saudyjska, choć nie doczekała się jak dotąd olimpijskiego złota, dopiero dwanaście lat temu wysłała na igrzyska pierwszą kobietę, a piłkarze na mundialu tylko raz wyszli w grupy, jest dziś najważniejszym aktorem na scenie światowego sportu. Władze królestwa organizują międzynarodowe imprezy, a gwiazdom za występy płacą złotem. Trudno uciec od wrażenia, że książę koronny wybrał nie tyle rolę gospodarza, co kolonizatora.

Królestwo ma największe gale pięściarskie, wyścig Formuły 1 oraz Rajd Dakar. Lionel Messi jako ambasador tutejszej organizacji turystycznej przekonuje, że Arabię Saudyjską warto nie tylko odwiedzić, lecz można ją pokochać, z boiska do kibiców wdzięczy się Cristiano Ronaldo, który jest w stolicy niekoronowanym królem, rolę ambasadora saudyjskiej federacji tenisowej przyjął zaś Rafael Nadal. Rijad w tym roku po raz drugi zorganizował WTA Finals, a wkrótce ugości ATP Masters 1000. Na sportowej pustyni zapanowała gorączka złota.

Kibiców na meczach Al-Nassr nie brakuje, ale wielu przychodzi tam głównie dla Cristiano Ronaldo
Kibiców na meczach Al-Nassr nie brakuje, ale wielu przychodzi tam głównie dla Cristiano Ronaldo

Związane z rodziną królewską Państwowy Fundusz Inwestycyjny (PIF) oraz Saudi Aramco podpisały - jak policzyła norweska organizacja "Play the Game" - ponad 900 porozumień i umów dotyczących sportu. Blisko 200 z nich dotyczyło futbolu. PIF kupił nawet piłkarski Newcastle United. Saudyjczycy doczekali się także prawa organizacji piłkarskiego mundialu w 2034 roku, a FIFA tak ustaliła zasady, że nie mieli w tym wyścigu konkurencji.

Największa obok letnich igrzysk olimpijskich impreza sportowa będzie kolejnym impulsem do rozwoju, choć odwiedzając Rijad widzimy, że Arabia Saudyjska to już dziś królestwo w budowie. Stolica jest miejscem, gdzie historia gwałtownie przyspieszyła. Nowością pachnie otwarte w grudniu ubiegłego roku i jadące po estakadach autonomiczne metro, wieżowce z 311-metrowym Kingdom Centre na czele rzucają cień na meczety oraz niską zabudowę mieszkalną, a robotników na niektórych placach widać o trzeciej nad ranem.

Moglibyśmy powiedzieć, że miasto pachnie farbą, gdyby nie przysypał jej pustynny piasek, który osadza się na samochodach oraz wysusza usta. Horyzont na przedmieściach to domena dźwigów i żurawi. Saudyjczycy przestrzeń dopiero biorą w garść. Tereny wzdłuż drogi prowadzącej z lotniska szczelnie zakrywają płachty z wizualizacją przyszłości, czyli skąpanych w zieleni luksusowych biurowców, hoteli oraz galerii handlowych.

Widok na Rijad z Kingdom Centre. Wjazd na taras widokowy kosztuje 138 zł
Widok na Rijad z Kingdom Centre. Wjazd na taras widokowy kosztuje 138 zł

Nie brakuje na plakatach uśmiechniętych kobiet i mężczyzn. Saudyjczycy przekonują, że rola tych pierwszych się zmienia, choć życie towarzyskie wciąż toczy się w podziale na płcie. Panie dominują w galeriach handlowych, mężczyźni zaludniają kawiarniane ogródki. Metro dzieli się na trzy klasy: pierwszą, familijną dla kobiet i rodzin, oraz drugą. Konserwatyzm widać po strojach, bo na ulicach dominują biel oraz czerń, a większość kobiet wciąż nosi zakrywające całą twarz z wyjątkiem oczu nikaby, choć książę koronny zapewnia, że te nie są obowiązkowe.

Rytm życia wyznacza śpiew muezzina, ale sacrum przenika zachodnie profanum, bo czas wolny organizują już miejscowym międzynarodowe korporacje. Rynek gastronomiczny zalewają globalne franczyzy, a zagraniczne marki dominują w galeriach handlowych oraz na sklepowych półkach, gdzie znaleźliśmy także Grześki Goplany. Jest też piwo, półlitrowe za niecałe dziesięć złotych. Na razie bezalkoholowe, ale od przyszłego roku to ma się w królestwie zmienić.

Benzyna tańsza od wody. Monarchia samochodowa w Rijadzie

Tempo westernizacji wyznacza książę koronny. To faktyczny władca królestwa, choć w hotelach i instytucjach publicznych jego portrety wciąż wiszą nieco niżej niż te króla Salmana. Ważniejsze miejsce zajmuje może w sercach, od Saudyjczyków nie usłyszeliśmy na jego temat złego słowa. Daje twarz zmianie, którą zaczął wprowadzać w 2017 roku, gdy został formalnie następcą tronu. Jednym z pierwszych, którzy pospieszyli mu wtedy z gratulacjami, był Donald Trump.

Muhammad bin Salman postawił się ultrakonserwatywnym wahabitom i obiecał powrót do islamu umiarkowanego - co najmniej takiego sprzed 1979 roku, gdy po ataku na Wielki Meczet rząd dusz przejęli w królestwie ekstremiści. Widoczne efekty przyszły szybko, skoro policja polityczna zniknęła z ulic, kobiety usiadły za kierownicą, w kawiarniach gra muzyka, a zdjęć w towarzystwie księcia nie boją się najwięksi przywódcy zachodniego świata.

Jako dzieciak podobno uwielbiał gry komputerowe i fast foody, ale szybko odkleił od siebie łatkę rozpieszczonego królewicza. Bradley Hope i Justin Scheck w książce "Ropa i krew" pisali, że nie chciał skończyć jak ojciec, który poświęcił życie konsumowaniu fortuny. Ma szersze horyzonty. Interesował się przemysłem petrochemicznym oraz giełdą, fascynowali go Steve Jobs i Bill Gates, spotykał się z Markiem Zuckerbergiem.

Zdarzały mu się oczywiście książęce kaprysy, jak zakup XVII-wiecznego pałacu czy wartego pół miliarda obrazu Leonarda da Vinci. Umiał też jednak słuchać mądrzejszych i dlatego zatrudnił tłumy doradców, którzy opracowali "Wizję 2030", czyli pogram mający uniezależnić saudyjską gospodarkę od ropy i gazu. Jej narzędziem są nie tylko inwestycje w infrastrukturę oraz wizerunek. Chodzi też o inżynierię społeczną, ofensywa wdzięku ma także aspekt wewnętrzny.

Rijad rośnie i ma zachwycać nie tylko turystów
Rijad rośnie i ma zachwycać nie tylko turystów

Niewykluczone, że sport i kultura - królestwo zorganizowało ostatnio Riyadh Comedy Festival, a zdjęcia niektórych gości Red Sea International Film Festival wiszą w hali, gdzie odbywał się WTA Finals - mają także kanalizować emocje i kierunkować uwagę. Trzy czwarte populacji królestwa to ludzie poniżej 35. roku życia, więc lepiej, aby zajęli się konsumpcją, a nie polityką. Dostają igrzyska, choć są w Rijadzie miejsca, gdzie widać, że brakuje chleba.

Przybywa kortów. Są też wtopione w dzielnice mieszkalne boiska, które nie zawsze stoją puste. "The Athletic" zauważył niedawno, że w ciągu ostatnich siedmiu lat udział Saudyjczyków uprawiających czynnie sport wzrósł w społeczeństwie z 13 do blisko 50 proc. Jednocześnie sześciu na dziesięciu obywateli królestwa wciąż ma nadwagę. Inwestycje w sport mają przynieść także efekt prozdrowotny, inspirując do aktywności fizycznej.

Muhammad bin Salman idzie ścieżką wydeptaną przed emira Tamima bin Hamada, ale jest władcą królestwa potężniejszego. Katar ma 3 mln mieszkańców i powierzchnię województwa świętokrzyskiego. Arabia Saudyjska jest blisko 185-krotnie większa, a populacja samego Rijadu sięga 8 mln ludzi. Skala jest inna, a książę działa z przekonaniem, że wszystko to kwestia pieniędzy, skoro planuje m. in. zbudować będący częścią futurystycznego miasta NEOM kurort Trojena, który w 2029 roku będzie gospodarzem zimowych igrzyskach azjatyckich.

Kupuje zimę, a na pustyniach planuje lasy. Sami widzieliśmy w położonym 100 km na północ od Rijadu rezerwacie - to popularne miejsce wycieczek "Na kraniec świata", czyli ponad 1100-metrowy klif nad pustkowiem - kilkaset sadzonek akacji. 10 miliardów drzew to zresztą jeden z punktów "Wizji 2030". Duża część ma się pojawić w miastach, i - wedle dokumentów rządowych - pomóc w obniżeniu średniej rocznej temperatury nawet o dwa stopnie.

To pustynia, na której kiedyś wyrośnie las
To pustynia, na której kiedyś wyrośnie las

To zielona fasada dla kraju zbudowanego na paliwach kopalnych, gdzie benzyna kosztuje nieco ponad 2 złote i bywa tańsza od wody, a niemal każdy bar szybkiej obsługi ma okienko dla kierowców, których traktuje priorytetowo. Nikogo nie dziwią nagle kończące się chodniki ani blokujące je znaki drogowe. Spacer wybiera więc niewielu. Idąc z klimatyzowanego przystanku autobusowego w kierunku King Saud University Arena mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi piechurami w całym Rijadzie, a klaksonami zaczepiali nas kierowcy taksówek.

Wyjątkiem jest Dystrykt Dyplomatyczny. Dzielnica, gdzie skupia się większość zagranicznych ambasad oraz konsulatów, jest cicha i zielona, choć ulice regularnie patroluje policja, a na wielu skrzyżowaniach widać żołnierzy z karabinami. Tu znajduje się chyba najbardziej prestiżowy klub tenisowy w Rijadzie, gdzie przy okazji Six King Slam trenowali Carlos Alcaraz i Jannik Sinner, a godzina gry dla abonentów kosztuje 400 dolarów. Wieczorem na ulicach widać zaś dzieciaki kopiące piłkę i jeżdżące na rowerach.

Przystanki autobusowe są w Rijadzie klimatyzowane, ale korzysta z nich niewielu
Przystanki autobusowe są w Rijadzie klimatyzowane, ale korzysta z nich niewielu

Wielkie zmiany w autorytarnym państwie. Organizacje praw człowieka biją na alarm

Arabia Saudyjska, organizując wielkie imprezy, pokazuje się światu taką, jaka chce być widziana. Przemierzając Rijad widzimy więc królestwo w rozkwicie, które będzie wyłącznie wspanialsze, bardziej gościnne, inkluzywne oraz zielone. Możliwe, że to jednak naskórek, który konsekwentnie zdrapują organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka.

Królestwo zajmuje dziś 132. miejsce wśród 148 krajów sklasyfikowanych w tegorocznym raporcie World Economic Forum dotyczącym równości płci. Kobiety dopiero od 2018 mogą prowadzić auta, a od 2019 - wyjechać za granicę, pójść do szkoły czy znaleźć pracę (na razie głównie w opiece nad dziećmi i edukacji) bez zgody męskiego opiekuna, o ile ukończyły 21. rok życia. Wciąż nie mają za to prawa samodzielnie podjąć decyzji o wyborze małżonka czy rozwodzie oraz powinny "w rozsądnym zakresie" być posłuszne woli męża.

"Ludzie walczący o prawa kobiet wciąż siedzą w więzieniu, demokraci i przedstawiciele mniejszości seksualnych są torturowani, trwają bombardowania w Jemenie (królestwo jest oskarżanie o finansowanie tamtejszej wojny - przyp. red.), Dżamal Chaszukdżi pozostaje martwy, a jego mordercy nadal rządzą krajem" – alarmuje organizacja Grant Liberty, która przygotowała raport opisujący, jak Saudyjczycy polerują swój wizerunek sportem.

Chaszukdżi był opozycyjnym dziennikarzem, który zginął podczas wizyty w saudyjskiej ambasadzie w Stambule. Hope oraz Scheck opisują, jak został otruty i poćwiartowany. Niektórzy inicjały księcia, który miał zlecić zabójstwo, zaczęli ich zdaniem tłumaczyć jako "Mister Bone Saw", czyli "Pan Piła". Joe Biden zapowiadał wówczas, że zacznie traktować Saudyjczyków niczym pariasa, ale później sam wizytował królestwo, podobnie jak Emmanuel Macron czy Kair Stramer, który jako prawnik specjalizował się w prawach człowieka.

Human Rights Watch (HRW) regularnie pochyla się nad losem pracowników-migrantów, których w królestwie żyje ponad 13 mln. Często podpisują umowy za 200-300 dolarów miesięcznie, choć minimalna pensja dla Saudyjczyka w sektorze prywatnym to ok. 1000 dolarów. Pracują głównie na budowie, w hotelach i jako pomoc domowa. Zmagają się - według HRW - z niebezpiecznymi warunkami pracy (upał), nielegalnymi prowizjami czy niewypłaconymi pensjami. Zdarza się, że pracodawcy zabierają im paszporty.

Dzięki niskim cenom benzyny - wartość riala jest niemal równa złotówce - niemal każdy w Rijadzie jest kierowcą
Dzięki niskim cenom benzyny - wartość riala jest niemal równa złotówce - niemal każdy w Rijadzie jest kierowcą

Prawo pracy się zmienia, ale w królestwie wciąż istnieje system kafla, które łączy status pracownika-migranta ze "sponsorem". Reformy tracą znaczenie, gdy nie idzie za tym zmiana kultury a pracodawca - jak mówi jeden z migrantów cytowanych przez HRW - "nie jest elastyczny". Procedury istnieją, problemem jest ich stosowanie oraz nadzór.

Aktywność homoseksualna pozostaje nielegalna, choć Saudyjczycy zapewniają, że wszyscy są w mile widziani. Usłyszała to rok temu także żyjąca w związku z kobietą tenisistka Daria Kasatkina. Arabia Saudyjska w 2024 roku wykonała 345 wyroków śmierci, więcej było tylko w Iranie (972). "Guardian" w maju pisał o ośrodkach resocjalizacji dla kobiet sprzeciwiających się woli rodziców bądź męża. Według dokumentu ITV "Kingdom Uncovered" od 2016 roku w kraju zginęło 21 tys. pracowników z Nepalu, Indii i Bangladeszu.

Te doniesienia to dla wielu didaskalia. Książę koronny coraz częściej jest postrzegany nie jako autorytarny władca, lecz mecenas i reformator, w czym utwierdza widok kwitnącego Rijadu oraz towarzyszący mu światowi przywódcy i gwiazdy sportu. Pięściarz Tyson Fury przy okazji jednej z walk organizowanych w królestwie wziął przecież w ringu mikrofon i oznajmił: - A teraz poproszę o wrzawę dla wielkiego bossa Mohammeda bin Salmana.

Królestwo się zmienia, ale są poszlaki, że za prawem nie nadąża kultura. Może być tak zwłaszcza na prowincji, skoro są tacy, którzy uważają, że otaczające stolicę posterunki mają chronić metropolię przed policją religijną. Słysząc zaś hasła o "inspirowaniu i wzmacnianiu roli saudyjskich kobiet" niemniej wierzymy jednemu z miejscowych milionerów, który mówi cicho: "Na waszym miejscu nie przysłałbym tu do pracy kobiety. Jeszcze nie teraz. Może za pięć lat".

Komentarze (26)
avatar
E
11.11.2025
Zgłoś do moderacji
7
1
Odpowiedz
Wysłać tam ekologów i innych aktywistów. Uchodźców muzułmańskich też powinni gościć. 
avatar
Quatro81
11.11.2025
Zgłoś do moderacji
12
0
Odpowiedz
Fifa to najabardziej skorumpowana organizacja w historii. Jakby Stalin zyl to z nim tez by sie dogadali. Jak widzę łysego z fifa to mnie mdli 
avatar
Paweł doagala
11.11.2025
Zgłoś do moderacji
5
0
Odpowiedz
W Libii kosztuje ok 30centow 
avatar
Iza Szczypka
10.11.2025
Zgłoś do moderacji
8
0
Odpowiedz
Biologia stoi po stronie młodych, żądnych wolności i rozrywek, na które spokojnie ich stać. Stare, fanatyczne dziady w końcu wymrą, jak wszędzie. 
avatar
Tomasz Maleszewski
10.11.2025
Zgłoś do moderacji
15
4
Odpowiedz
Bandyckie państwo 
Zgłoś nielegalne treści