W tym roku Iga Świątek wygrała kolejny turniej wielkoszlemowy. Tym razem nasza tenisistka okazała się najlepsza w Wimbledonie, w którym to nigdy wcześniej nie odniosła końcowego triumfu.
Polka w finale zmierzyła się z Amandą Anisimovą i okazała się być dla niej bezlitosna. Wystarczy powiedzieć, że Amerykanka... nie ugrała żadnego gema (0:6, 0:6).
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Wyjątkowy trening Polaka. Spotkał się z legendą sportu
Tymczasem okazuje się, iż podczas tego pojedynku Aryna Sabalenka kibicowała właśnie Anisimovej. Warto dodać, że Liderka światowego rankingu WTA odpadła w półfinale właśnie po porażce z Amerykanką.
- Zagrała ze mną naprawdę świetny mecz, a potem przyszedł czas na finał. Kibicowałam jej, właściwie lubię ją jako osobę, dziewczynę. A jej historia też jest taka trudna. Naprawdę chciałam, żeby wygrała tego szlema - wyznała Białorusinka w podcaście Ołeksandra Sokołowskiego.
Warto dodać, że w kolejnym finale wielkoszlemowym doszło do pojedynku Anisimovej z Sabalenką. Ostatecznie to liderka rankingu okazała się lepsza w decydującym pojedynku tegorocznego US Open.
- Nie każdy jest w stanie tak chole**** szybko dojść do siebie po porażce 0:6, 0:6. W trakcie finału US Open rozumiałam, że ona może być bardzo zdenerwowana. Kiedy w niektórych momentach spotkania ze mną wygrywała, byłam bardzo szczęśliwa, bo myślałam: boże, nie chcę być osobą, która znowu tak łatwo z tobą wygra i znowu przejdziesz przez to samo - przyznała Białorusinka.