"Iga, jeszcze 10 minut!".
Prośby zrozpaczonych kibiców zdały się na nic. Choć sobotnia sesja reprezentantek Polski w tenisie trwała znacznie dłużej niż zakładano (50 minut), nie było szans, żeby wszyscy otrzymali autografy. Zwłaszcza, że zainteresowanie było ogromne.
Drzwi do Areny Gorzów zostały otwarte o godz. 14:00, 30 minut przed planowanym pojawieniem się Igi Świątek, Katarzyny Kawy, Martyny Kubki i Lindy Klimovicovej. Organizatorzy mieli duży problem z wyborem bezpiecznego miejsca, ostatecznie zdecydowano się ustawić stół w holu, blisko wejścia do budynku.
Nie było jednak szans, by w środku nie zrobiło się tłoczno. Zwłaszcza, że pierwsi kibice pojawili się pod areną już około godz. 10, na cztery i pół godziny przed rozpoczęciem sesji. Kolejka do wejścia znów zrobiła się gigantyczna, podobnie jak przed piątkowym meczem Polek z Nową Zelandią.
- Otworzy pani drzwi? Dzieci mi tu płaczą - prosił jeden z kibiców, prosząc ochroniarzy o wypuszczenie ich z wąskiego korytarza, w którym zgromadziły się dziesiątki fanów. Na szczęście tak się stało.
Tłok, zaduch, krzyki, zmęczenie. Ale w oczach wielka nadzieja, że uda się uzyskać autograf od polskiej gwiazdy. A może i zrobić wspólne zdjęcie, co byłoby już spełnieniem najskrytszych marzeń.
Już jednak wtedy było pewne, że ogromna rzesza kibiców wróci do domu bez niczego. - Ale będą rozczarowani... - żałowała ich jedna ze stewardek.
Bo po prostu nie było możliwości, żeby Świątek i jej koleżanki spełniły pragnienia wszystkich. Wiceliderka rankingu musiałaby spędzić w hali co najmniej kilka godzin. Gdy po 50 minutach rozdawanie autografów dobiegło końca, pod areną wciąż czekały blisko dwie setki fanów.
Widok najmłodszych z nich, z przygotowanymi piłkami czy zdjęciami, rozczarowanych wyjściem swojej idolki z hali, mógł łamać serce.
Samo zorganizowanie eventu było jednak świetnym pomysłem, ogromna część fanów dostała to, czego chciała. Świątek i koleżanki cierpliwie spełniały życzenia, liderka kadry sama otrzymywała też prezenty, które szybko przekazywała osobom ze swojego sztabu.
Świetne wrażenie zrobił za to złożony z 11 tysięcy klocków LEGO portret gwiazdy, autorstwa Joanny Zasowskiej. Tenisistka, która sama jest fanką tej zabawy, złożyła podpis pod pracą.
Przypomnijmy, że Świątek już w piątek spędziła kilkadziesiąt minut na rozdawaniu autografów po meczu z Nową Zelandią. Na konferencji prasowej wyznała, że interakcje z fanami są dla niej bardzo ważne.
- Wszystkie interakcje z kibicami były bardzo pozytywne. Zwłaszcza rozmowy z dziećmi są inspirujące. Sama pamiętam, gdy podawałam piłki na turnieju w Warszawie, gdy grała tam Karolina Woźniacka. I moment, gdy bezpośrednio wręczyłam jej piłkę, był dla mnie wyjątkowy. Nie zapomniałam tego, dlatego staram się każdemu poświęcić choć chwilę uwagi - przekonywała.
Na szczęście, to nie koniec. W niedzielę Polki rozegrają mecz o awans do kolejnej fazy eliminacji do turnieju finałowego Billie Jean King Cup, a po spotkaniu, jak obiecali organizatorzy, Iga Świątek, Katarzyna Kawa, Martyna Kubka i Linda Klimovicova znów staną przed kibicami.
Z Gorzowa Tomasz Skrzypczyński, WP SportoweFakty