Wynik sportowy? Znakomity. Sześć meczów, sześć zwycięstw i zwycięstwo w całym turnieju. Zainteresowanie? Ogromne. Pełne trybuny, atmosfera rewelacyjna, niosąca do wygranych.
Trudno znaleźć minusy po turnieju Billie Jean King Cup w Gorzowie Wielkopolskim. Impreza zakończyła się pełnym sukcesem, zarówno na korcie, jak i poza nim. Pokazała też dobitnie, jakim uwielbieniem cieszy się wśród rodaków Iga Świątek. Nawet jeśli komentarze w internecie mogą mówić co innego.
ZOBACZ WIDEO: Lewandowski zachwycony po meczu kadry. "Ciarki na całym ciele"
Szaleństwo kibiców
Każdego dnia gigantyczne kolejki, zawijające się wokół murów Areny Gorzów. Tak było w piątek, w niedzielę, nawet w sobotę, choć tego dnia reprezentacja Polski nie rozgrywała meczu. Ale organizatorzy wpadli na świetny pomysł i zaprosili posiadaczy biletów na spotkanie ze Świątek i innymi naszymi zawodniczkami, które w holu areny rozdawały autografy.
Zainteresowanie było ogromne, kibice tłumami walili do hali. Niestety, było niemożliwe, by każdy dostał swój autograf. Sprzedano około 2,5 tysiąca biletów i więcej niż połowa fanów odeszła z niczym, choć Polki dwukrotnie przedłużyły pierwotny czas przeznaczony dla kibiców. Aby zadowolić wszystkich, musiałyby spędzić tam co najmniej kilka godzin.
Iga Świątek rozdaje autografy w Gorzowie Wlkp. Kilka tysięcy ludzi w kolejce, pierwsi kibice pojawili się pod halą już o 10 rano. Szaleństwo pic.twitter.com/WzwLHje3J2
— Tomasz Skrzypczyński (@surmistrz7) November 15, 2025
Żal było jedynie najmłodszych, którzy ze smutnymi minami patrzyli na swoją idolkę opuszczającą Arenę Gorzów. Ale dostali swoją szansę jeszcze w niedzielę. Bo podobnie jak w piątek, także po swoim ostatnim meczu w Gorzowie Świątek przez kilkadziesiąt minut na korcie rozdawała autografy i pozowała do zdjęć.
- Najlepszy moment z tego weekendu? Nie chcę nawet go wybierać, zdarzyło się tutaj tak dużo fajnych chwil - podsumowywała nasza gwiazda, zadowolona ze swojej gry. W piątek oddała Nowozelandce Elyse Tse jednego gema, w niedzielę Rumunce Gabrielii Lee zaledwie dwa.
I zapowiedziała, że po krótkim pobycie w Zurychu (obowiązki reklamowe), z ulgą uda się na wakacje. - Będę doceniała tam każdą minutę - mówiła kibicom.
21-latka zachwyciła polskich kibiców
Ale co ważne, biało-czerwonego wózka Iga Świątek nie ciągnęła sama. Swojego singla wygrała też choćby Katarzyna Kawa.
Odkryciem okazała się jednak debiutująca w reprezentacji Polski Linda Klimovicova. Najpierw 21-latka świetnie spisała się w deblu z Martyną Kubką w starciu z Nowozelandkami, a w niedzielę otrzymała od Dawida Celta szansę na debiut singlowy.
I swoją odważną i bezkompromisową grą porwała wręcz 5 tysięcy widzów w Arenie Gorzów. Czeszka z polskim paszportem, po początkowej tremie, wręcz rozbiła Rumunkę Berteę, która po jej kapitalnych uderzeniach kręciła tylko z uśmiechem głową.
- Atmosfera? Nawet nie wiem, od czego zacząć. To było niesamowite, co zrobili tutaj kibice. Bardzo za to dziękuję, to było fantastyczne - mówiła po zwycięstwie (6:2, 6:1) młoda tenisistka, która dokładnie rok temu otrzymała polski paszport. I w Gorzowie udowodniła, że wejście do czołowej "100" rankingu WTA będzie dla niej drogą, a nie celem.
- Powiedziałem już jej, że ma przed sobą wielką przyszłość - ujawnił kapitan kadry Dawid Celt, który nie ukrywał szacunku dla występu swojej najmłodszej podopiecznej.
Świątek dała nadzieję
Na koniec imprezy Iga Świątek przekazała też znakomite informacje polskim kibicom. Kolejny turniej eliminacyjny do finałów Billie Jean King Cup odbędzie się w kwietniu. I nasza gwiazda zapowiedziała, że bardzo by chciała pomóc w wywalczeniu awansu.
Wiele będzie oczywiście zależało od kalendarza WTA. Ale jej obecność może być nieodzowna. Zwłaszcza jeśli wierzyć słowom kapitana reprezentacji. Dawid Celt wyznał w niedzielę, że awans do turnieju finałowego to pierwszy cel. Ale najważniejszym jest chęć wygrania całej imprezy.
- Występ Igi w kolejnym turnieju? Pierwsze rozmowy już były. Ale musimy poczekać do losowania. Gdy będziemy wiedzieć więcej, to wtedy porozmawiamy - mówił Celt.
Dodajmy, że w Gorzowie nie zobaczyliśmy choćby Magdy Linette i Magdaleny Fręch. W kolejnym turnieju na pewno trafimy na mocniejszych przeciwników niż Rumunia i Nowa Zelandia, wtedy obecność choć jednej z nich może mieć wielkie znaczenie dla końcowego wyniku.
Tomasz Skrzypczyński, WP SportoweFakty