Coco Gauff od lat należy do światowej czołówki kobiecego tenisa. Amerykanka obecnie zajmuje trzecie miejsce w rankingu WTA, a w dorobku ma 11 tytułów, w tym dwa wielkoszlemowe. W minionym sezonie okazała się najlepsza na kortach Rolanda Garrosa oraz w turnieju WTA 1000 w Wuhan.
21-latka w ostatniej rozmowie poruszyła kwestię, która już od dłuższego czasu jest szeroko komentowana przez tenisistki. Mowa o nierównym traktowaniu pod względem finansowym i wyższych wynagrodzeń dla panów. Gauff podkreśliła, że choć w turniejach Wielkiego Szlema nagrody są wyrównane, w pozostałych rozgrywkach różnice są znaczące.
ZOBACZ WIDEO: Była Miss Polski nadal zachwyca. Właśnie odniosła sukces
Jej zdaniem pierwszym krokiem do zmian powinny być wspólne turnieje ATP i WTA. - Uważam, że skoro gramy w tych samych miejscach, na tych samych zasadach, często przy równie dużej lub nawet większej frekwencji na meczach kobiet, jak w przypadku Aryny (Aryna Sabalenka, red.), Igi (Iga Świątek, red.) czy Jess (Jessica Pegula, red.) nie ma powodu, żeby płace były tak odmienne - powiedziała Gauff w rozmowie z magazynem "Forbes".
Amerykanka liczy, że zmiany te zostaną wprowadzone najpierw w turniejach rangi 1000, a następnie przejdą na niższe poziomy. - Biorąc udział w połączonych turniejach, możemy spojrzeć na ten temat obiektywnie. Zdecydowanie nie ma to sensu, że różnica w wynagrodzeniu jest aż tak duża - skwitowała trzecia rakieta świata.
Temat różnic w wynagrodzeniu dla tenisistek i tenisistów był już niejednokrotnie poruszany. Między innymi przez wspomniane Igę Świątek i Arynę Sabalenkę. Na ten moment przełożyło się to na ujednolicenie nagród podczas turniejów wielkoszlemowych. Dla przykładu triumfatorzy US Open wzbogacili się o 5 mln dolarów.