Polscy tenisiści ponownie pokazali swoją moc na arenie międzynarodowej i po raz trzeci z rzędu zameldowali się w finale United Cup. O wyczekiwany końcowy triumf w tym roku przyszło im powalczyć ze Szwajcarami. Na pierwszy ognień poszły panie, a konkretnie Iga Świątek i Belinda Bencić.
Wiceliderka rankingu WTA rozpoczęła bardzo udanie, a konkretnie od prowadzenia 3:0. Choć Szwajcarka włączyła się później do gry, nasza zawodniczka odpowiadała na każde zanotowane przez nią przełamanie. W efekcie 24-latka wygrała 6:3 i wykonała pierwszy krok w kierunku sukcesu polskiej drużyny.
ZOBACZ WIDEO: Małysz czy Stoch? Kibice zapytani o najwybitniejszego polskiego skoczka
Niestety pierwszy i ostatni. Od drugiego seta kontrolę na parkiecie przejęła bowiem Bencić, która weszła na wyższy poziom. W grę Świątek wkradły się z kolei nerwy i pośpiech, które nie przyniosły niczego dobrego. Szwajcarka odmieniła losy meczu, wygrała 3:6, 6:0, 6:3 i dała swojej drużynie arcyważne zwycięstwo.
Po ostatniej akcji dało się zauważyć, jak dużo kosztowała Polkę ta porażka. Po tradycyjnym podziękowaniu rywalce i jej zespołowi emocje u 24-latki wzięły górę. Pojawiły się łzy i ogromna frustracja, czego efektem było rzucenie z całych sił rakietą o kort.
Co ciekawe nikt z drużyny nie starał się jej uspokoić. Trener Wim Fissette unikał nawet kontaktu wzrokowego, zapewne w obawie przed zaognieniem sytuacji. A Świątek miała co układać w głowie. Również w półfinale nie sprostała bowiem wyzwaniu i po raz czwarty z rzędu uległa Coco Gauff.