Początek meczu należał do Igi Świątek, która szybko odskoczyła na 3:0. Choć później Belinda Bencić włączyła się do walki, Polka wygrała pierwszą partię 6:3. Niestety był to jedyny miły akcent wiceliderki rankingu WTA w tym meczu. Od drugiego seta kontrolę na korcie przejęła bowiem Szwajcarka, która triumfowała 3:6, 6:0, 6:3.
28-latka, która w poprzednim roku wróciła do rywalizacji po przerwie macierzyńskiej, dała tym samym swojej reprezentacji pierwszy punkt w finale United Cup. Nie dziwi więc, że radość Bencić była ogromna.
ZOBACZ WIDEO: Aż się popłakał. Tak Boruc wzruszył Fabiańskiego
- Zawsze trudno jest grać przeciwko niej i za każdym razem, gdy z nią gram, szukam sposobów, by się poprawić i utrudnić jej życie. Myślę, że różnica dzisiaj polegała na tym, że grałam bardzo swobodnie, naprawdę dobrze się bawiłam na korcie i po prostu dałam z siebie wszystko - podsumowała w pomeczowej rozmowie.
Szwajcarka nawiązała też do początku spotkania, w dość zaskakujących słowach. - Szczerze mówiąc, czułam, że jestem w grze już od pierwszego punktu. Myślałam, że idzie mi świetnie, a przegrywałam 0:3. Pomyślałam: "OK, co mam zrobić." Myślę, że po prostu starałam się utrzymać równowagę i czekać na swoje okazje - dodała 28-latka.
Bencić dzięki wygranej ze Świątek potwierdziła kapitalną dyspozycję w United Cup. Odniosła bowiem komplet dziewięciu zwycięstw, pięciokrotnie triumfując w singlu i cztery razy w grze mieszanej. Statystyki ze starcia z Polką również przemawiają na korzyść Szwajcarki. Popełniła ona bowiem zaledwie 10 niewymuszonych błędów przy aż 36 pomyłkach Polki.