Maja Chwalińska przeżyła piękną, życiową przygodę w tegorocznym Rolandzie Garrosie. Rozpoczęła ją trzema meczami w kwalifikacjach, a komplet siedmiu rozegrała również w turnieju głównym. Trofeum trafiło jednak w dłonie Mirry Andriejewej, która w finale była zdecydowanie mocniejsza 6:3, 6:2. Nie pozostawiła ona złudzeń pokonanej w sobotnie popołudnie Polce.
- Mirra, jesteś taka młoda i tak utalentowana. To jest tak wkurzające. Gratulacje dla Ciebie i twojego zespołu. Życzę ci wszystkiego najlepszego w przyszłości - powiedziała Maja Chwalińska w czasie dekoracji na korcie, rozbawiając publiczność.
- Dziękuję wszystkim organizatorom turnieju. Bardzo cieszę się, że tu jestem. Uszczypnijcie mnie, że jestem tak blisko Amelie Mouresmo. Dziękuję mojej rodzinie i zespołowi. Postaram się robić to, co potrafię najlepiej, w dalszym ciągu. Wiem, że czasami nie jestem dla Was łatwą osobą. Dziękuję kibicom, czułam waszą miłość. Szkoda, że nie zobaczyliście lepszego meczu, ale to wina Mirry, która była za dobra. Ja dałam z siebie wszystko, przepraszam - stwierdziła z uśmiechem Polka.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Ale strzał nożycami. To poezja futbolu
Niezależnie od wyniku finału Maja Chwalińska opuści Paryż jako wielka rewelacja turnieju wielkoszlemowego, a dodatkowo już 21. zawodniczka rankingu WTA. Polka awansowała ze 114. pozycji zajmowanej przed Rolandem Garrosem.
- Mam bardzo dużo myśli w głowie. Na pewno nie zapomnę tych trzech tygodni i Paryż zostanie na zawsze w moim sercu - zakończyła Maja Chwalińska.
Dzięki rewelacyjnym wynikom w Paryżu reprezentantka Polski będzie na pewno startować bez kwalifikacji w turniejach wielkoszlemowych od jesiennego US Open.
Maja zasłużyła na finał, ale nie na tytuł. Musi wcześniej wygrać jakiś turniej mniejszej rangi, np WTA 250, 500 albo 1000.
Iga Świ Czytaj całość
Tyle zepsutych piłek po których powinny być punkty, że szok.
Jednak za cały turn Czytaj całość