W piątek Tatiana Prozorowa cieszyła się z życiowego sukcesu. Po trzygodzinnej batalii notowana aktualnie na 180. miejscu w rankingu WTA Rosjanka pokonała Chinkę Xinyu Wang 3:6, 7:5, 6:4 i dzięki temu po raz pierwszy dotarła do półfinału zawodów głównego cyklu.
Jej radość z tego wyniku nie trwała jednak długo. Po regulaminowym odpoczynku Prozorowa wyszła jeszcze razem ze swoją rodaczką Sofją Lansere do ćwierćfinału debla. Na ich drodze stanęły Japonka Miyu Kato i Australijka Ellen Perez.
ZOBACZ WIDEO: Maja Chwalińska zaskoczona. Kibice sprawili jej niespodziankę
Przy wyniku 7:5, 5:2 dla przeciwniczek doszło do dramatycznej sytuacji. Prozorowa w ferworze walki o punkt została trafiona piłką w twarz. Rosjanka upadła na kort i została wezwana pomoc medyczna. Tenisistka udała się do szatni, a po kilkunastu minutach ogłoszono, że mecz nie będzie kontynuowany. Tym samym Kato i Perez zostały jego zwyciężczyniami (więcej tutaj).
Jak się później okazało, Prozorowa została wycofana także z półfinału singla. W sobotę miała się zmierzyć z Australijką Talią Gibson, a stawką miał być premierowy finał w kobiecym tourze. Tymczasem organizatorzy podali, że Rosjanka poddała ten mecz walkowerem. Jako powód podano wstrząśnienie mózgu.
Ma pretensje do WTA
Parę godzin po tym zdarzeniu Prozorowa zdecydowała się zabrać głos w relacji Instastories na Instagramie. W ostrych słowach skrytykowała WTA po tym, jak nie została dopuszczona do dalszej rywalizacji w turnieju w Singapurze. Rosjanka twierdzi, że czuła się dobrze.
Prozorowa przedstawiła swoją wersję wydarzeń. Przekazała, że jedna z rywalek zagrała smecza w jej kierunku, a piłka musnęła ją w policzek i trafiła w ramię. Fizjoterapeuta skontaktował się następnie z lekarzem turniejowym, który nalegał na przeprowadzenie specjalnego badania.
"Niestety nie wiedziałam, że mogę odmówić. Badanie nie było łatwe. Biorąc pod uwagę, że przez ostatnie trzy dni spędzałam na korcie ponad trzy godziny, byłam zmęczona i miałam problemy z wykonaniem niektórych ćwiczeń - na przykład ze staniem na jednej nodze z zamkniętymi oczami. Szczerze mówiąc, nawet kiedy jestem wypoczęta i czuję się dobrze, jest to dla mnie trudne. Powiedziałam o tym również fizjoterapeucie" - relacjonowała.
Według Rosjanki zastrzeżenia dotyczyły właśnie tego ćwiczenia, choć pozostałe próby przeszła pomyślnie. "Fizjoterapeuta naciskał też na mnie, sugerując, że nie potrafię podejmować własnych decyzji i potrzebuję co najmniej sześciu dni (!) przerwy od tenisa - co brzmi absurdalnie, biorąc pod uwagę, że byłam całkowicie zdrowa" - napisała.
Prozorowa podkreśliła, że po zakończonym deblu normalnie przeszła regenerację, zjadła kolację i czuła się bardzo dobrze. Jak twierdzi, fizjoterapeuta powołał się jednak na konkretny protokół WTA i naciskał, aby nie dopuścić jej do dalszej rywalizacji.
"Razem z moim zespołem długo rozmawialiśmy z organizatorami. Przez cały ten proces fizjoterapeuta naciskał na wszystkich obecnych, a nawet twierdził, że nie jestem w stanie wziąć odpowiedzialności za własne życie. Decyzja organizatorów naprawdę mnie zdenerwowała. Mój wymarzony tydzień dobiegł dziś końca..." - przekazała.
Tenisistka początkowo skierowała pretensje także pod adresem organizatorów, ale później opublikowała sprostowanie. "Tylko krótkie wyjaśnienie: organizatorzy walczyli o moje prawo do dalszego udziału w turnieju, ale ostatecznie decyzję podjęła WTA" - zaznaczyła.
Może stracić kolejny turniej
Rosjanka obawia się, że konsekwencje całej sytuacji mogą być dla niej poważniejsze. "Niestety, podejmując tę decyzję, organizatorzy zagrozili również mojemu udziałowi w turnieju WTA 1000 w Pekinie, który rozpoczyna się w najbliższy poniedziałek. Fizjoterapeuta jasno dał mi do zrozumienia, że nie będę mogła grać, dopóki nie minie sześć dni. To kompletny absurd i przekroczenie uprawnień przez członka sztabu WTA" - napisała.
Prozorowa zakończyła swój pierwszy wpis bezpośrednim apelem do władz kobiecego tenisa. "WTA, wydaje mi się, że musicie ponownie przemyśleć własne przepisy. System, który sprawia, że zawodnicy są całkowicie bezradni" - stwierdziła.
Tymczasem Gibson czeka na rywalkę w niedzielnym finale. Będzie nią albo Maja Chwalińska, albo Kanadyjka Leylah Fernandez.