KokpitKibice
Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Zimowe

Łukasz Iwanek: Kalendarz tenisowy trzeba zmienić, ale czy na pewno skrócić?

Łukasz Iwanek
Łukasz Iwanek


Kalendarz należy urozmaicić

Za nami prawie trzy miesiące sezonu 2016, a już zalała nas fala wycofań i kreczów w kobiecym tenisie. Start w Brisbane już po wylosowaniu drabinki odpuściły sobie Simona Halep i Maria Szarapowa, a skreczowała Garbine Muguruza. W Sydney turniejową drabinkę zrujnowały Agnieszka Radwańska, Petra Kvitova i Andżelika Kerber, a w półfinale przedwcześnie zeszła z kortu Belinda Bencić. Jakby tego było mało, bilans meczów tenisistek rozstawionych w imprezie rangi Premier w Dubaju to 0-8. W Indian Wells aż 15 zawodniczek z numerkami nie wygrało nawet jednego meczu, a Carla Suarez, która pod koniec lutego sięgnęła po tytuł w stolicy Kataru, w ogóle nie przystąpiła do rywalizacji z powodu kontuzji kostki. Turnieje International do ostatniej chwili nie mogą być pewne swojej obsady. W tym roku wycofały się lub skreczowały Petra Kvitova (Shenzhen), Sloane Stephens (Hobart), Wiktoria Azarenka (Acapulco) i Agnieszka Radwańska (Katowice). Panowie również nie są z żelaza. Richard Gasquet zrezygnował z występów w Rotterdamie i Barcelonie już po wylosowaniu drabinek. W Miami i Madrycie to samo zrobił Roger Federer, a w Rzymie na taki sam krok zdecydował się Jo-Wilfried Tsonga. W Monte Carlo i Barcelonie na kort nie wyszedł David Ferrer, a był w tych turniejach rozstawiony odpowiednio z numerem siódmym i trzecim. Poza tym Rafael Nadal skreczował w Miami w meczu II rundy z Damirem Dzumhurem.

Wrażeń, niekoniecznie pozytywnych, dostarczył również kibicom turniej w Madrycie. W pierwszych trzech rundach odpadło 15 z 16 rozstawionych tenisistek, z czego dwie oddały swoje mecze walkowerem, Lucie Safarova i Wiktoria Azarenka. W Rzymie było tylko trochę lepiej. Do III rundy awansowały tylko cztery z 16 rozstawionych zawodniczek. Strach się bać czym nas panie uraczą w kolejnych tygodniach i miesiącach. Wadą turnieju w stolicy Hiszpanii było to, że rozpoczynał się już w sobotę, gdy rozgrywane były też finały w Pradze i Rabacie. Safarova, Samantha Stosur i Timea Bacsinszky dzień później musiały grać w Madrycie. To jest kolejny problem, który należy rozwiązać. Turnieje powinny być tak zharmonizowane, by nigdy nie było sytuacji, że sportowiec nie ma dnia odpoczynku przed kolejną imprezą.

Nieobliczalność dodaje kolorytu WTA Tour, choć dla wielu ten kalejdoskop wrażeń oraz szybkie awanse i spadki w rankingu są uciążliwe. Muszę jednak podkreślić, że Australian Open oraz zawody rangi Premier Mandatory w Indian Wells i Miami stały na naprawdę wysokim poziomie. To tylko dowód na to, że kalendarz jest przeładowany i najlepsze tenisistki oszczędzają się w pewnych turniejach, by nie zabrakło im sił w tych najważniejszych, tym bardziej, że jest jeszcze dodatkowo turniej olimpijski, który w sierpniu rozegrany zostanie w Rio de Janeiro. To utrudnia przygotowania, bo przecież w tym okresie normalnie tenisiści rywalizują w Ameryce Północnej, a tymczasem na chwilę będą się musieli przenieść do Ameryki Południowej. Zaskoczenia pojawiają się też w męskim tenisie. Novak Djoković w Monte Carlo odpadł po pierwszym meczu, a w Rzymie przegrał seta do zera z Thomazem Belluccim. W stolicy Włoch David Goffin rozbił 6:0, 6:0 Tomasa Berdycha.

Rywalizacja we współczesnym kobiecym tenisie jest bardzo zacięta, nie da się temu zaprzeczyć. Jednak jest też druga strona medalu, tak niestabilnej Top 20 rankingu już dawno nie było, jeśli w ogóle kiedykolwiek wcześniej. Dlatego zawodniczki z dalszych pozycji, które są coraz lepiej wyszkolone technicznie i przygotowane fizycznie, raz za razem zaskakują czołowe tenisistki świata i trudno już nawet pisać, że to są sensacje czy niespodzianki. Inna sprawa, że ta nierówność wynika m.in. ze żmudnej, codziennej, tygodniowej, miesięcznej rywalizacji w bardzo napiętym kalendarzu. Takie obciążenia najlepszym zawodniczkom, obecnym w cyklu od lat, trudno wytrzymywać już nie tylko w kolejnych sezonach, ale sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie z tygodnia na tydzień. Moim zdaniem tak mocnego zaplecza (przyjmijmy od 21. do 50. miejsca) jak obecnie w kobiecym tenisie dawno nie było.

W Sankt Petersburgu w finale grały Roberta Vinci i Belinda Bencić, a kilka dni później w Dubaju obie odpadły po pierwszym meczu. To jasny sygnał, że nie powinno być w kalendarzu turniejów rangi Premier i wyższej odbywających się bez przerwy, między nimi powinien być przynajmniej tydzień luźny. A tymczasem luty to zawody w Sankt Petersburgu i Dubaju (oba Premier) oraz Qatar Open (Premier 5). W maju tuż po sobie rozegrane zostaną wielkie turnieje na mączce, w Madrycie i Rzymie. Taka sama sytuacja będzie miała miejsce w czerwcu z imprezami w Birmingham i Eastbourne. Podobnie wygląda to w ATP World Tour. Sezon na kortach ziemnych jest za mocno upchany, a okres gry na trawie, choć dłuższy, to i tak wciąż jest za krótki.

Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz. Na rosnącą liczbę kontuzji mają wpływ coraz wolniejsze nawierzchnie i ogromna liczba imprez na kortach twardych. Uważam, że trzeba zrobić wszystko, aby okres gry na poszczególnych nawierzchniach był bardziej zbilansowany (więcej mączki i trawy). Powinny być duże zróżnicowanie, od bardzo szybkich po wolne korty. Tymczasem twarde zostały spowolnione do granic absurdu. Aby było ciekawiej, kalendarz turniejów musi być bardziej urozmaicony, bo w tej chwili jest strasznie monotonny, zdominowany przez rywalizację na bardzo wolnych nawierzchniach. To organizatorzy zabijają piękno tenisa i dają przewagę cyborgom, mogącym przebijać w nieskończoność. Nawet wimbledońska trawa nie jest już tą samą trawą, na której nie sposób było dojść daleko, jeśli nie umiało się stosować taktyki serwis-wolej, a przynajmniej takie przypadki dawniej były rzadkością, a teraz są normalnością. Sezon trwa 11 miesięcy, z czego przez sześć gra się na kortach twardych (na otwartych obiektach czy w halach). W tym roku na 59 imprez WTA (nie licząc Australian Open, US Open i turnieju olimpijskiego, za które odpowiada ITF) 37 rozgrywanych jest na nawierzchni twardej.

Jest jeden kluczowy czynnik, stanowiący barierę dla tworzenia kalendarzów. Tenis to taki dziwny sport, w którym nie ma organizacji sprawującej nadzór nad wszystkim, a to tylko sprzyja pogłębianiu różnych konfliktów interesów. Są ATP i WTA, które dbają o porządek na własnym podwórku, i jest ITF, która sprawuje pieczę nad wielkoszlemowymi imprezami, Pucharem Hopmana, Pucharem Federacji i Pucharem Davisa oraz nad olimpijskimi turniejami. ATP i WTA są coraz bardziej pyszne i samolubne, próbują narzucać swoją wolę ITF i utrudniać najmocniej jak się tylko da organizację drużynowych rozgrywek w tenisie, na co zgody być nie może. Puchar Federacji i Puchar Davisa muszą zachować swój unikalny charakter i klimat wyjątkowej rywalizacji.

Chyba pora pomyśleć o nowym systemie kategoryzacji turniejów WTA, a tym samym i o zmianie przyznawania punktów do rankingu. W ATP dziewięć największych turniejów ma rangę ATP World Tour Masters 1000 i ta cyfra na końcu jasno wskazuje, że dla zwycięzcy jest do zdobycia 1000 punktów. Pojawił się nawet pomysł, by od 2019 roku triumfatorzy czterech turniejów (Dubaj, Indian Wells, Madryt i Szanghaj) mogli wywalczyć aż 2000 punktów, a zwycięzcy wielkoszlemowych imprez otrzymywaliby ich wtedy 3000. Mam wątpliwości czy to jest dobra droga, bo znaczenie turniejów rangi ATP 500, nie mówiąc o ATP 250, zostanie zmarginalizowane. W WTA pula 1000 oczek przysługuje jedynie triumfatorkom czterech turniejów rangi Premier Mandatory (Indian Wells, Miami, Madryt i Pekin). Może czas, by i w WTA wprowadzić jedno oznakowanie dziewięciu najważniejszych turniejów? Może najlepsze wyjście, aby dać tenisistom więcej oddechu, to zarówno skrócenie sezonu, jak i przeorganizowanie kalendarza?

- Myślę, że musimy patrzeć nie na to, jak długo sezon trwa, ale potrzebne jest zorganizowanie odpowiedniego odpoczynku zawodnikom w jego trakcie. Tenisiści chcą rozgrywać taką liczbę turniejów jak obecnie. Musimy przyjrzeć się uważnie, w której fazie sezonu jest zbyt duże nawarstwienie turniejów, bo to sprawia, że nasi sportowcy nie mają odpoczynku, co prowadzi do kontuzji. W tej chwili to jest jak otwarta księga. Jest to jedno z moich wyzwań, aby dokładnie monitorować tę kwestię. Nie potrafię jeszcze dać odpowiedzi, ale musimy coś z tym zrobić, ponieważ to nie może trwać w nieskończoność - powiedział Steve Simon, który w październiku został dyrektorem generalnym WTA, zastępując na tym stanowisku Stacey Allaster. Mam nadzieję, że za tymi słowami pójdą czyny. Obawiam się jednak, że nic się nie zmieni, poza rzucaniem kolejnych kłód pod nogi ITF odnośnie organizacji Pucharu Federacji i Pucharu Davisa, bo przecież dyskusja na ten temat trwa od wielu lat i nic się z tym nie robi. Bardzo chciałbym się pomylić.

Łukasz Iwanek

Zobacz więcej tekstów Łukasza Iwanka ->

Polub Tenis na Facebooku
Zgłoś błąd
inf. własna / materiały prasowe
Komentarze (1)
  • Pisarz Zgłoś komentarz
    Skoro większości zawodników odpowiadałoby skrócenie sezonu, to należy w końcu się za to wziąć, bo dyskusja na ten temat trwa od bardzo dawna.
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×