Finały ATP World Tour: Andy Murray obronił meczbola i po 3,5-godzinnej batalii pokonał Milosa Raonicia

Zdjęcie okładkowe artykułu: PAP/EPA / WILL OLIVER /
PAP/EPA / WILL OLIVER /
zdjęcie autora artykułu

Andy Murray został pierwszym finalistą rozgrywanych na korcie twardym w hali w Londynie Finałów ATP World Tour. W sobotnim półfinale Brytyjczyk obronił piłkę meczową i w trzech setach po ponad 3,5-trzygodzinnej batalii pokonał Milosa Raonicia.

W tym artykule dowiesz się o:

Andy Murray w półfinale znalazł się bez porażki w fazie grupowej. Milos Raonić natomiast zmagania w Grupie B zakończył z dwoma zwycięstwami i jedną porażkę. W sobotę, w półfinale londyńskiego Masters, Brytyjczyk i Kanadyjczyk zmierzyli się 12. raz, a po raz czwarty w obecnym sezonie.

Raonić rozpoczął bardzo agresywnie. Wiedział, że tylko ofensywna gra może dać mu sukces w tym meczu. I choć w dziewiątym gemie nie wykorzystał break pointów, o tyle w 11. przełamał Murraya. A właściwie to Murray przełamał się sam, popełniając podwójny błąd serwisowy. Kanadyjczyk dostał prezent od rywala, a po chwili zwieńczył inauguracyjną odsłonę, wygrywając ją 7:5.

Gdy na początku drugiego seta Raonić znów uzyskał przełamanie, znalazł się w znakomitej sytuacji. Murray był sfrustrowany, ale nie przegrany. Złość zamienił w pozytywną motywację i błyskawicznie odrobił stratę, zdobywając dwa kolejne gemy bez straty punktu.

Do końca partii obaj nie pozwolili sobie na słabszy moment i dotarli do rozgrywki tie breakowej. W niej to Murray to był pod presją, bo musiał wygrać, by przedłużyć nadzieje na awans do finału. Zadanie wykonał.

Mecz był bardzo intensywny. Obaj starali się w jak największym stopniu wykorzystywać swoje atuty. Raonić serwis i potężny serwis. Murray - mistrzowskie umiejętności gry w defensywie i skuteczne kontry.

W trzecim secie nieznaczna przewaga należała do Murraya. Napędzany przez nie zawsze odpowiednio zachowującą się publiczność tenisista z Dunblane polował na breaka. Doczekał się w dziewiątym gemie, w którym odebrał podanie Raoniciowi do zera. Teraz wystarczyło, aby zakończył mecz przy własnym serwisie. To wydawało się formalnością, lecz Szkot niespodziewanie został przełamany.

Identyczna sytuacja miała miejsce kilkanaście minut później. Murray znów uzyskał przełamanie (w 11. gemie), znów serwował, by wygrać mecz, ale ponownie pozwolił Raoniciowi wrócić do gry.

Ostatecznie o losach meczu decydować musiał tie break. I ponownie Murray robił wszystko, by nie wygrać tego spotkania. Szkot zmarnował trzy piłki meczowe, a przy stanie 8-8, po świetnej akcji serwis-wolej, to Raonić uzyskał meczbola. Murray jednak obronił się, wyrównując na 9-9.

Reprezentant gospodarzy zdołał w końcu przechylić szalę na swoją korzyść. Po wygrywającym serwisie wypracował czwartą piłkę meczową (na 10-9), przy której w wymianie Raonić uderzył z bekhendu w siatkę. Tym sposobem ten niesamowity pojedynek dobiegł, a krańcowo zmęczony Murray nawet nie miał sił się cieszyć z awansu do finału.

Mecz trwał trzy godziny i 38 minut, co czyni go najdłuższym w historii londyńskich Finałów ATP World Tour. Poprzedni rekord ustanowili... Murray i Kei Nishikori, którzy w środę w meczu drugiej kolejki Grupy A rywalizowali przez trzy godziny i 20 minut.

- To był niesamowicie trudny mecz, jeden z najtrudniejszych w mojej karierze. Rozegraliśmy wiele długich wymian i punktów - powiedział Murray (w sobotę siedem asów, 27 zagrań kończących, 36 niewymuszonych błędów i trzy przełamania), który podwyższył na 9-3 bilans bezpośrednich konfrontacji z Raoniciem.

Tym samym Brytyjczyk w ósmym starcie pierwszy raz w karierze awansował do finału turnieju Masters. Jego przeciwnikiem w meczu o tytuł, w niedzielę, będzie lepszy z pary Novak Djoković - Kei Nishikori.

Finały ATP World Tour, Londyn (Wielka Brytania) Tour Championships, kort twardy w hali, pula nagród 7,5 mln dolarów sobota, 19 listopada

półfinał gry pojedynczej:

Andy Murray (Wielka Brytania, 1) - Milos Raonić (Kanada, 4) 5:7, 7:6(5), 7:6(9)

Wyniki i tabele Finałów ATP World Tour

ZOBACZ WIDEO Świetny rok Nawałki. "Dobrze, że to Polak, w końcu nie musimy mieć kompleksów"

Źródło artykułu: