Relacje na żywo
  • wszystkie
  • Piłka Nożna
  • Siatkówka
  • Żużel
  • Koszykówka
  • Piłka ręczna
  • Tenis
  • Skoki

Ściga się na żużlu mimo sztucznego biodra. Jako jedyny Niemiec wygrał turniej Grand Prix

Niemcy przez lata uznawali go za nadzieję na sukces na arenie międzynarodowej. Te Martin Smolinski odnosił, ale tylko na długim torze. W klasycznym żużlu kilka razy potrafił zaskoczyć. W Mikołajki Niemiec obchodzi 38. urodziny.

MM
Martin Smolinski WP SportoweFakty / Marek Bodusz / Na zdjęciu: Martin Smolinski
Któż z kibiców żużla nie pamięta rozegranego 5 kwietnia 2014 roku Grand Prix Nowej Zelandii na malowniczo położonym stadionie Western Springs w Auckland? Wspomnieniem tego turnieju jest rewelacyjna jazda Martina Smolinskiego, który na 413-metrowym torze czuł się jak ryba w wodzie. Niemiec w finale wyprzedził Nickiego Pedersena, Krzysztofa Kasprzaka i Fredrika Lindgrena. - Ale jaja! - emocjonował się komentujący zawody dla Canalu+ Marian Maślanka.

To był najlepszy moment w karierze Smolinskiego w klasycznym żużlu. Jako junior nie zapowiadał się na gwiazdę. Owszem, wywalczył awanse do finałów Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów, ale w najlepszym występie był szósty. W dwóch pozostałych był maruderem w stawce i zajmował 15. miejsca. Do światowej czołówki przebijał się długo, a gdy wydawało się, że w niej zagości, przeszkodziły w tym kontuzje.

Dziadek pochodził z Polski

Kibice od lat zastanawiają się nad tym skąd polskobrzmiące nazwisko niemieckiego żużlowca. - Mój dziadek był Polakiem. Urodził się i mieszkał niedaleko Katowic, ale w trakcie drugiej wojny światowej wylądował w Bawarii. Moi rodzice są z kolei Niemcami i ja także tam się urodziłem. Czuję się Niemcem, ale w moich żyłach płynie polska żużlowa krew. Chciałbym sprawić, by niemiecki speedway wrócił na miejsce, w którym był w latach 70. i 80. za sprawą Egona Müllera - mówił w 2013 roku Smolinski.

ZOBACZ Nicki Pedersen: Miałem oferty, ale nie chcę wracać do Grand Prix
Wtedy właśnie przebijał się do światowej czołówki. Dzięki czwartemu miejscu wywalczonemu w Grand Prix Challenge na torze w Poole dostał się do grona stałych uczestników cyklu. W nim miał być outsiderem, ale już w debiucie odniósł wygraną. Później wiodło mu się gorzej i sezon zakończył na dwunastym miejscu w klasyfikacji generalnej.

Smolinski miał przebłyski dobrej jazdy, ale brakowało mu doświadczenia w rywalizacji ze światową elitą. Powodem tego mogły być też problemy, z jakimi zmagał się w Polsce. W naszym kraju nigdy nie pokazał pełni potencjału. Fani bardziej pamiętają go z innych historii niż dobra jazda.

Spotkanie ze sponsorami zamiast meczu

W 2013 roku Smolinski podpisał kontrakt z KSM-em Krosno. Na Podkarpaciu dużo obiecywano sobie po jeździe Niemca. I na obietnicach się skończyło. Zawodnik pojechał tylko w dwóch meczach. W pozostałych nie brał udziału, bo albo miał wtedy... spotkania ze sponsorami albo musiał odpocząć przed zawodami, które miał za 6 dni.

Tłumaczenia były kuriozalne. W końcu kierownictwo klubu z Krosna nie wytrzymało i ukarało go grzywną w wysokości 100 tysięcy złotych. Niemiec długo jej nie płacił i został zawieszony, przez co nie mógł startować w innych klubach. Do naszej ligi wrócił dopiero w 2017 roku, gdy wystąpił w jednym meczu zespołu z Lublina. Dwa lata później zdobył sześć punktów w trzech meczach Falubazu Zielona Góra w Ekstralidze.

Zresztą Smolinski od zawsze stawiał na marketing. W Niemczech powstał nawet film dokumentalny o jego karierze. Kamera towarzyszyła mu przez trzy lata i kręciła dosłownie wszystko, co robił niemiecki żużlowiec.

Pasmo nieszczęść

Ostatnie lata nie były dla Smolinskiego łatwe. Przed sezonem 2020 otrzymał stałą dziką kartę na występy w elicie. Cykl jednak, jak i cały sezon został opóźniony przez pandemię koronawirusa, a w maju Niemiec przeżył wielką tragedię. Podczas treningu motocrossowego zaliczył upadek, w wyniku którego złamał i zwichnął biodro, a na dodatek zaraził się infekcją MRSA (odporność i brak wrażliwości na antybiotyki). Szansa na starty w elicie przepadła, ale najważniejszy był powrót do zdrowia.

Po dwóch miesiącach wrócił na tor, ale wciąż czuł ból biodra. Przeszedł kolejną operację, a jego dalsza kariera wisiała na włosku. Jednak wrócił na tor i w 2021 roku był liderem drużyny z Landshut. Tak też miało być w minionym sezonie, ale znów Niemiec doznał groźnej kontuzji, przez którą stracił cały sezon. Smolinski przeszedł zabieg wszczepienia sztucznego biodra.

- Martwica kości i związany z nią brak dopływu krwi do głowy kości udowej postępuje niezwykle szybko, zwłaszcza od czasu złapania koronawirusa w lutym. Nie wolno mi było uprawiać żadnego sportu przez pięć tygodni, a później za szybko i za dużo od siebie wymagałem - mówił Smolinski.

Kariery kończyć nie zamierza. Gdy po pięciu miesiącach wrócił w końcówce sezonu, wygrał turniej Night of the Fights w Cloppenburgu. Jego celem jest tytuł mistrza świata. Ma na to szansę w rozgrywkach na długim torze. Na sezon 2023 dostał stałą dziką kartę na starty w cyklu Grand Prix wyłaniającym najlepszego zawodnika świata w longtracku.

Czytaj także:
Niemcy ostro o przepisach: "To gów***** pomysł!". Rywale bronią Polaków i szukają plusów
Adrian Cyfer mówi, dlaczego zmienił klub i czego zabrakło Kolejarzowi do awansu. "Nie było nad czym się zastanawiać"

Aktualne składy drużyn: PGE Ekstraliga | eWinner 1. Liga | 2. Liga Żużlowa

Kup bilet na 2023 PZM Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland. Kliknij tutaj i przejdź na stronę sprzedażową! -->>

Polub Żużel na Facebooku
Zgłoś błąd
Komentarze (1)
  • MarekGorzów Zgłoś komentarz
    Znam takich byłych gorzowskich rajderów, którzy gdyby mogli otrzymać sztuczną wątrobę, to jeździliby może i po dziś dzień
    Już uciekasz? Sprawdź jeszcze to:
    ×
    Sport na ×