Na torze Florian Kapała był uznawany za artystę. Potrafił jeździć naprawdę świetnie. Jego kariera rozpoczęła się w 1948 roku. Szybko stał się idolem kibiców Kolejarza Rawicz. Musiał się jednak mierzyć z potężnymi przeciwnościami losu. Kto wie, jak daleko by zaszedł, gdyby nie profesjonalizm lekarzy.
W 1951 roku podczas meczu ligowego w Lesznie Kapała nie opanował motocykla i zanotował upadek. Pech chciał, że jego lewa dłoń trafiła między szprychy koła przeciwnika. Z rozszarpaną na strzępy ręką trafił na stół operacyjny do Poznania. Na szczęście dzięki szybkim działaniom lekarzy udało się uniknąć amputacji.
ZOBACZ WIDEO: Michelsen spędził dwa lata we Włókniarzu. Odpowiada wyraźnie, czy żałuje tej decyzji
Ten bardzo poważny uraz wykluczył zawodnika urodzonego w Szymanowie z żużla na długo. Wystarczy wspomnieć, że Kapała wrócił na tor dopiero w końcówce sezonu 1952.
"Florek" zacisnął zęby i świetnie przygotował się do kolejnej kampanii. W 1953 roku został pierwszy raz w karierze indywidualnym mistrzem Polski, a w dwóch kolejnych sezonach poprowadził Kolejarz Rawicz do największych sukcesów w historii klubu - srebra oraz brązu DMP.
Na tym nie zamierzał się zatrzymywać. W sezonie 1956 roku w kapitalnym stylu został mistrzem kraju, wygrywając wszystkie trzy rundy wchodzące do cyklu zmagań o miano najlepszego żużlowca Polski. Z biegiem czasu uznał, że potrzebuje lepszych warunków do rozwoju, a takie zaproponowała mu Stal Rzeszów, która zamierzała zbudować potęgę.
Wtedy też prasa wytoczyła w kierunku Kapały najcięższe działa. Często o nim pisano, bo przed sezonem 1958 rzeczywiście został zawodnikiem Stali Rzeszów. Nie było o to łatwo. Wówczas żużlowcy właściwie nie zmieniali klubów, a Kolejarz postanowił zawiesić swojego najlepszego jeźdźca na dwa lata. Informacja szybko dostała się do prasy, a ta postanowiła zaatakować Kapałę.
Pisano, że obiecano mu pensję w wysokości 7 tysięcy miesięcznie i Moskwicza, żeby sobie czasami "nóżąt nie utrudził". Atakowano zawodnika, że podąża za pieniędzmi, choć trudno mówić tutaj o czymś dziwnym, patrząc jeszcze szczególnie na specyfikę tamtych czasów. A na co dzień Kapała łączył jazdę w Kolejarzu z pracą w roli kierowcy karetki pogotowia.
Ostatecznie Polski Związek Motorowy cofnął zawieszenie. Kibice w Rawiczu nie mogli pogodzić się z tym, że ich idol opuszcza macierzysty klub. To był pierwszy tak głośny transfer w polskim żużlu.
A w Rzeszowie Kapała odżył na nowo. Już debiucie w starciu przeciwko Unii Leszno wywalczył 11 punktów. Co prawda w pierwszym sezonie jazdy w Rzeszowie klub spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej, ale później szybko do niej wrócił, a w sezonie 1960 jako beniaminek… został mistrzem Polski.
To była złota era rzeszowskiego żużla, bo rok później Kapała poprowadził klub do kolejnego złota. Sam natomiast w rywalizacji o indywidualne mistrzostwo kraju dołożył dwa kolejne złote krążki. Łącznie miał ich zatem cztery. W klasyfikacji wszech czasów więcej mistrzowskich tytułów mają tylko Tomasz Gollob oraz Zenon Plech.
Oczywiście sukcesy w Polsce to nie wszystko, bo Kapała był członkiem zespołu, który w 1961 roku na torze we Wrocławiu wywalczył drużynowe mistrzostwo świata.
Na żużlu startował do sezonu 1967 i właściwie do samego końca był w wysokiej formie. Później został trenerem, angażując się m.in. bardzo mocno w speedway w Tarnowie.
Kibice Kolejarza dawno już wybaczyli mu odejście do innego klubu. W 2008 roku miała miejsce podniosła chwila, ponieważ stadion w Rawiczu nazwano imieniem Floriana Kapały. Niestety wielki mistrz nie dożył tego momentu. Zmarł 18 listopada 2007 roku w Tarnowie po ciężkiej chorobie.